Podsumowanie sezonu F1 2019 / 2 - Duży postęp McLarena i rozczarowanie Renault. Toro Rosso i Racing Point wciąż z niestabilną formą

Zespół z Woking okazał się objawieniem minionego sezonu F1. Renault, mimo zapowiadanej walki o bycie czwartą siłą w stawce, poległo przez złą konstrukcję samochodu i awaryjność silników. Ekipy Toro Rosso i Racing Point mają teraz szansę na przeanalizowanie popełnionych w tym sezonie błędów, co powinno przynieść poprawę w ich osiągach i nawiązanie skuteczniejszej walki z silniejszą konkurencją.

McLaren

Odrodzenie zespołu z Woking

Trudny czas ekipy z Woking zdaje się być już tylko przeszłością. Po wielu błędnych decyzjach podjętych w sezonie 2018 sumiennie odrobili pracę domową, czego skutkiem jest tegoroczna czwarta pozycja McLarena w końcowej klasyfikacji konstruktorów. W sezonie 2019 okazali się najsilniejszym zespołem środka stawki, który ma największe aspiracje do częstszej walki o podium w przyszłym roku.

Po rozczarowującym sezonie 2018 włodarze ekipy musieli podjąć wiele radykalnych zmian, które pozwoliłyby im na powrót do dawnej świetności. Jednym z takich kroków było zatrudnienie nowego dyrektora technicznego, Andreasa Seidla. Jego doświadczenie w pracy inżyniera silnikowego i wyścigowego (jego wkład w rozwój samochodu BMW Sauber, pomógł tej ekipie odnieść zwycięstwo podczas GP Kanady 2008 z Robertem Kubicą) oraz skuteczna metodyka pracy i kierowania podwładnymi, miały znacząco zmienić i poprawić funkcjonowanie całego zespołu. Skutki tej decyzji zaczęły być widoczne już w pierwszej fazie sezonu, gdy tempo kwalifikacyjne obu kierowców znacznie się poprawiło, stając się częstszymi uczestnikami części Q3. Największym ówczesnym sukcesem był powrót McLarena do pierwszej szóstki w sobotniej sesji kwalifikacyjnej na torze Paul Richard we Francji – dokonali tego pierwszy raz od 2014 roku. Dalsza część sezonu to kolejna zwyżka formy McLarena, choć nie na wszystkich torach zawodnicy tej ekipy byli w stanie spisywać się dobrze.

Największym mankamentem zespołu była jednostka napędowa Renault. Po rozwodzie z Hondą w 2018 roku, silniki francuskiego dostawcy miały być jednym z atutów pomarańczowo-niebieskich bolidów. Niestety był to kolejny nieudany mariaż, który McLaren zdecydował się zakończyć wraz z upływem umowy z Renault w 2020 roku, by od kolejnego sezonu powrócić do silników Mercedesa. Jest to jedna z części długoterminowej strategii powrotu zespołu z Woking do dawnej formy i pozycji tej ekipy.

Doskonałym posunięciem McLarena było postawienie na nowy skład kierowców. Po zakończeniu kariery Fernando Alonso i odejściu z zespołu Stoffela Vandoorna, zadecydowano o zatrudnieniu Carlosa Sainza, który po utracie miejsca w Renault, postanowił zawalczyć o zwolniony przez Alonso fotel. Jego partnerem z ekipy został młody brytyjski zawodnik Lando Norris, dla którego był to pierwszy sezon w Formule 1. Obaj wykazywali się dobrym tempem, skutecznością na torze oraz talentem (Norris został wicemistrzem F2 w 2018 roku, a także mistrzem Europejskiej Formuły 3 i Formuły Renault 2.0 w poprzednich latach). Mieli przed sobą trudne zadanie, ale zdołali wywiązać się z niego nawet z nawiązką – zdobyte przez Sainza trzecie miejsce na podium podczas GP Brazylii było zdecydowanie największą i najlepszą nagrodą za trud i wytężoną pracę całego zespołu McLarena. Było to również pierwsze podium dla tej ekipy od czasów GP Australii w 2014 roku.

Łączny dorobek punktowy kierowców, 145 punktów, pozwolił McLarenowi zająć czwartą pozycję w klasyfikacji generalnej. Patrząc w kontekście sezonu 2018, to znaczący progres, nie tylko pod względem odpowiednio dobranego składu zawodników, ale także umiejętnego prowadzenia i kierowania zespołem. Jeśli w sezonie 2020 jedynym problemem McLarena będzie silnik Renault, zespół ma spore szanse na powtórzenie tego wyniku w przyszłym roku.

Renault

Przegrali już na desce kreślarskiej

Po zajęciu czwartego miejsca w klasyfikacji konstruktorów w 2018 roku mówiło się, że w kolejnym sezonie zespół Renault może sporo namieszać w środku stawki. Ich zimowym zadaniem było podtrzymanie tej formy i sumienna praca nad mankamentami, zwłaszcza jednostki napędowej.

Ich mocnym asem w rękawie miał być utalentowany Daniel Ricciardo, który opuścił szeregi Red Bull Racing, gdzie trudno mu było znieść presję młodego Maxa Verstappena, mianowanego na lidera zespołu. Z odradzającym się zespołem Renault miał powrócić do chwały i znów poczuć smak pitego na podium szampana.

Jakże wielkie musiało być rozczarowanie całego zespołu, gdy w pełni zdali sobie sprawę, że ich pompatycznie obwieszczany doskonały plan odbudowy okazał się zamkiem na lodzie. Pierwszym aspektem, który zawiódł, był silnik. W tym sezonie szczególnie doświadczył tego Ricciardo, dla którego awaria jednostki napędowej była najczęstszą przyczyną wycofania się z rywalizacji.

Kierowcy Daniel Ricciardo i Nico Hulkenberg otrzymali zbyt słabe narzędzia do walki z rywalami ze środka stawki. Czołówka – mimo ogłaszanej przez szefa zespołu zapowiedzi walki o doścignięcie Red Bulla – nadal pozostaje daleko poza zasięgiem Renault. Konstrukcja tych bolidów okazała się mało konkurencyjna i choć w sesjach kwalifikacyjnych kierowcom często udawało się wywalczyć pola startowe w pierwszej dziesiątce, wielokrotnie nie byli w stanie utrzymać lub poprawić tych pozycji w niedzielnym wyścigu. W tym sezonie niewiele było też znakomitych występów Renault i podwójnych zdobyczy punktowych. Wyjątkiem stanowi świetna postawa kierowców na Monzy, gdzie zdobyli 4. i 5. miejsce. Kolejnymi Grand Prix, w których obaj kierowcy dojechali w punktach były dopiero wyścigi w Meksyku i Stanach Zjednoczonych, z których zawodnicy wywieźli łącznie zaledwie 15 oczek. Renault zaliczyło też kuriozalną wpadkę w Japonii, gdzie zdyskwalifikowano obu kierowców za zastosowanie systemu zmiany balansu hamulców, który FIA uznała za dodatkową, nieregulaminową pomoc dla zawodników. Z uzasadnienia Międzynarodowej Federacji Samochodowej wynikało też, że kara ta była wynikiem „serdecznego donosu” byłego pracownika Renault, obecnie zatrudnionego w zespole Racing Point.

Sezon 2019, już w swojej początkowej fazie ujawnił błędy 3-letniego planu, których nie dało się już naprawić. Najboleśniejszą porażką Renault w tym roku jest przegrana czwarta pozycja w klasyfikacji konstruktorów ze swoim jedynym już klientem silnikowym, McLarenem, którego stracą po sezonie 2020. Francuski zespół ukończył tegoroczne zmagania na piątym miejscu, jednak był to najgorszy sezon w wykonaniu Renault od czasów swojego powrotu do F1 w 2017 roku.

W odkupienie swojego dawnego zespołu Lotus F1 Team, tonącego w sporych długach, Renault włożyło gigantyczne pieniądze. To na jego fundamencie miała odrodzić się miniona sława tej francuskiej marki, niegdysiejszego zasłużonego dostawcy silników i – co dziś wydaje się trudnym do uwierzenia – prekursorem turbodoładowania wprowadzonym w 1977 roku.

Obecnie ekipa z Enstone nie jest w stanie nawet zbliżyć się do tamtych osiągnięć. Tej francuskiej skarbonce bez dna potrzebne są gruntowne i radykalne zmiany w niemal wszystkich strukturach ekipy. Taki krok pomógł McLarenowi – teraz pora na Renault.

Toro Rosso

Zespół Toro Rosso okazał się w minionym sezonie jedną z tych ekip, która zwróciła na siebie sporą uwagę i to nie tylko ze względu na "kontrowersyjną" wymianę kierowców w trakcie sezonu.

Co roku zespół Toro Rosso zapowiadał wysokie oczekiwania, licząc na walkę nawet o piątą pozycję w klasyfikacji konstruktorów, jednak ostatecznie rzeczywistość okazywała się nieco odmienna. W tym roku stało się jednak inaczej, bowiem ostatecznie do piątej pozycji, na której znalazło się Renault, zabrakło im zaledwie sześciu punktów. Nie jest to jednak koniec pozytywów, ponieważ dwukrotnie w ubiegłym sezonie zespołowi udało się stanąć na podium.

W Niemczech pomogły warunki oraz właściwa strategia. Dzięki wczesnemu przejściu na opony typu slick, Daniił Kwiat awansował na trzecią pozycję za Sebastianem Vettelem. Ryzyko opłaciło się i przemieniło w doskonały rezultat dla zespołu. Alex Albon, który nie miał doświadczenia w Formule 1 na mokrej nawierzchni, w wyścigu zajął szóstą pozycję.

Minęło jednak kilka wyścigów, zanim zespół doczekał się jeszcze lepszego wyniku, lecz można zaznaczyć, że ponownie kosztem Albona. Pierre Gasly wykorzystał kolizję Lewisa Hamiltona i Albona, przesuwając się w stawce na drugie miejsce, którego nie oddał do samej mety i obronił je przed aktualnym mistrzem świata.

Wspomniane dwa podia nie były jednak przypadkiem. Współpraca z Hondą okazała się owocna i podczas drugiego sezonu, Toro Rosso wraz z japońskim dostawcą silników w piętnastu grand prix finiszowało w punktach. Wreszcie zespół mógł skupić się na pracy nad samochodem, mając zapewnioną stabilną jednostkę napędową. Problemy z osiągami pojawiły tylko na kilku wybranych grand prix, ale na przestrzeni całego sezonu Toro Rosso było mocnym graczem środka stawki.

Zaskakująca zamiana kierowców

Po przerwie wakacyjnej doszło do zaskakujących okoliczności, kiedy na linii Toro Rosso - Red Bull Racing postanowiono dokonać wymiany dwóch kierowców. Kierownictwo RBR tłumaczyło, że jeżdżący dla nich Pierre Gasly, nie radził sobie do końca z presją, jaka ciąży w tej ekipie i potrzebuje "psychicznego odpoczynku", jaki odnajdzie w Toro Rosso. W jego miejsce w Red Bull Racing pojawił się Alex Albon.

Niemniej jednak, mimo braku doświadczenia, Albon szybko odnalazł się w austriackim zespole, choć w trakcie zamiany wydawało się, że umieszczenie tak młodego kierowcy w zespole walczącym o najwyższe pozycje, może nie być dobrym posunięciem.

Ostatecznie była to dobra decyzja ze strony zespołu, gdyż Albon bardzo dobrze poradził sobie w Red Bullu, a Gasly "odżył" w Toro Rosso i na tle Kwiata to zdecydowanie Francuz zaprezentował się lepiej w drugiej połowie sezonu.

Toro Rosso stanęło na nogi o własnych siłach w 2019 roku i zrobiło wyraźne postępy względem ubiegłych sezonów. Potwierdził to sam Pierre Gasly, który współpracuje z Toro Rosso przecież od 2015 roku, kiedy to został kierowcą testowym.

Samochód w kolejny sezonie będzie ewolucją swojego poprzednika, który był zresztą bardzo mocną i udaną konstrukcją. Niemniej jednak tym razem stanie pod szyldem Alpha Tauri...

Partnerzy zespołowi lepsi od Kwiata

W przypadku Daniiła Kwiata był to zróżnicowany sezon dla tego kierowcy. Wywalczone podium w Niemczech było dobrym wynikiem, ale na tle całego roku Rosjanina przyćmili obaj partnerzy zespołowi. A przecież Albon był debiutantem w Formule 1, z kolei Gasly w trakcie sezonu musiał przesiąść się do zupełnie innego samochodu.

Przez pierwszą część sezonu Albon utrzymywał się zbyt blisko Kwiata, aby ten mógł czuć się wystarczająco komfortowo. Po zamianie kierowców Kwiat posiadał przewagę nad Gaslym w postaci lepszej znajomości bolidu Toro Rosso, jednak mimo to został zdecydowanie pokonany przez Francuza. Należy jednak także zaznaczyć, że w kilku wyścigach Rosjanin stracił szanse na dobry wynik ze względu na problemy techniczne, jak na przykład na Monzy, czy w swoim domowym wyścigu, gdzie zmagał się z problemami w treningu.

Niestety nie udało mu się wyeliminować własnych błędów. Nieostrożność była widoczna m.in. w Chinach z kierowcami McLarena, czy w Bahrajnie z Antonio Giovinazzim. W Meksyku i USA Kwiat otrzymał kary za kolizje z Hulkenbergiem i Perezem, tracąc możliwość na zdobycie punktów.

Najlepszym potwierdzeniem takiego porównania kierowców jest zachowanie samego zespołu Red Bull Racing, który nie wziął nawet pod uwagę Kwiata, w momencie zmiany kierowców w trakcie sezonu. Ekipa z Milton Keynes wolała zabrać do siebie debiutanta niż kierowcę, który przecież w Formule 1 posiada już niemałe doświadczenie.

Racing Point

Po tym, jak w sezonie 2018 zespół Force India musiał zmagać się z niebezpieczną sytuacją finansową, ekipa wróciła do Formuły 1, choć pod nowym sztandarem Racing Point. Po średnim początku sezonu, w miarę upływu kolejnych wyścigów zespół zaczął prezentować się coraz lepiej.

W momencie tworzenia RP19, zespół Force India znajdował się w bardzo trudnym położeniu, a ich przyszłość nie była do końca jasna, dlatego nie wiedzieli jaką drogę w przypadku projektowania i konstruowania samochodu obrać.

Jednak już na początku sezonu 2019 zespół finiszował w punktach, często korzystając na problemach innych. Najlepszy rezultat przyszedł w Niemczech, kiedy w chaotycznym wyścigu Lance Stroll zdołał wywalczyć dla swojego zespołu czwartą pozycję.

Po wprowadzeniu kilku zmian, m.in. w obszarze sekcji bocznych w Niemczech, przedniego zawieszenia na Węgrzech, czy pakiet przywieziony do Singapuru, rozpędziły bolid Racing Point, aby druga połowa sezonu była zdecydowanie lepsza. Dużym atutem było także doświadczenie Pereza i jego umiejętność zarządzania oponami, co przy zastosowaniu alternatywnej strategii przyczyniało się nie raz do uzyskania dobrego wyniku.

"Pakiet, jaki wdrożyliśmy w Niemczech, a następnie sfinalizowaliśmy w Singapurze, zapewnił nam duży wzrost wydajności. Przed aktualizacją nie byliśmy w stanie konkurować z takimi zespołami jak Renault. Przez całe lato w Europie nie było nam dane często zdobywać punktów, a wynik w Niemczech był spowodowany warunkami. Po okresie sześciu lub siedmiu wyścigów, gdzie nie zdobyliśmy punktów, było znacznie lepiej, kiedy wdrożyliśmy nasze aktualizacje" - tłumaczył Lance Stroll.

Z kolei chyba największym problemem zespołu Racing Point było ich tempo kwalifikacyjne i czasy pojedynczego okrążenia. Gorsze pozycje startowe nie dawały szans na walkę o wyższe pozycje. Potwierdza to statystyka, zgodnie z którą Lance Stroll posiada najgorszą średnią pozycji startowych spośród kierowców środka stawki. Perez w tym sezonie do Q3 kwalifikował się natomiast czterokrotnie, podczas gdy w roku 2018 w czołowej dziesiątce meldował się aż dziesięć razy.

Długoterminowa umowa z Sergio Perezem i współpraca z Lawrencem Strollem zapewniła zespołowi stabilizację na kolejne lata. Racing Point zatwierdziło plany nowej fabryki, która zostanie otwarta w 2021 roku, a prace nad aerodynamiką przenieśli do pobliskiego tunelu aerodynamicznego Mercedesa w Brackley. Jest to bardzo istotne dla zespołu, który w 2018 roku stał na skraju bankructwa.

Stroll zdecydowanie gorzej na tle Pereza

Stroll niejednokrotnie potwierdził, że w wyścigach potrafi być efektywnym kierowcą, jednak znaki zapytania pojawiają się w przypadku jego czystej prędkości. Z kwalifikacjami na etapie Q1 żegnał się aż czternastokrotnie, co wypada źle na tle sześciu Sergio Pereza. Dopiero podczas Grand Prix Monzy udało mu się awansować do Q3.

W wyścigach wyglądało to zdecydowanie lepiej. Nie po raz pierwszy okazał się kierowcą, który po starcie zyskiwał największą ilość pozycji, a w Australii po starcie z szesnastego miejsca, zdołał finiszować w punktach.

Jednak w drugiej połowie sezonu, mimo aktualizacji wprowadzonych przez zespół, Stroll zaledwie dwukrotnie finiszował w czołowej dziesiątce - na Spa i Suzuce. Na przełomie tego czasu zapewnił zespołowi zaledwie trzy punkty, podczas gdy Perez dodał ich 39.

Sergio Perez nie jest jednak najlepszym kierowcą jako punkt odniesienia, jeśli chodzi o tempo jednego okrążenia, a i tak Stroll odstawał od niego i w soboty nie był w stanie mu wyraźnie zagrozić.