Podsumowanie GP Monako: Kierowcy oddali hołd Nikiemu Laudzie

Obchodzące w tym roku 90. rocznicę Grand Prix Monako przebiegło w smutnej atmosferze związanej ze śmiercią Nikiego Laudy. Kierowcy w związku z tym przed startem niedzielnej rywalizacji założyli czerwone czapeczki w hołdzie Austriakowi. Wyścig nie dostarczył nam jednak co prawda zbyt wielu emocji, do czego ta runda mistrzostw świata zdążyła nas już przyzwyczaić. Mogło się to jednak inaczej potoczyć, gdyby w rywalizację między kierowcami wmieszała się pogoda. Ta jednak okazała się łaskawa dla zawodników i w czasie wyścigu na tor spadło zaledwie kilka kropel deszczu, które w żadnym stopniu nie wprowadziły zamieszania. Zapraszamy więc do przeczytania podsumowania minionego weekendu F1 w Monako.

(Nie)perfekcyjny Mercedes

Mercedes rozpoczął weekend w Monako od wygrania czwartkowych treningów. Niemiecki zespół zdeklasował konkurencję, w tym zespół Ferrari, w wolnych zakrętach, gdzie przewaga prędkości srebrnych strzał była miażdżąca. Przed rozpoczęciem sobotniego trzeciego treningu w garażu Mercedesa trwały gorączkowe prace związane z odpowiednim ustawieniem przedniego zawieszenia, co spowodowało lekką zadyszkę podczas ostatniej sesji przed kwalifikacjami.

Czasówka to jednak powrót Mercedesa na sam szczyt. Najlepszy podczas ostatniej części kwalifikacji okazał się Lewis Hamilton, który był minimalnie szybszy od swojego partnera zespołowego - Valtteriego Bottasa. Na konferencji, która odbyła się po zakończeniu sesji kwalifikacyjnej, Lewis Hamilton oznajmił, że zespół nie będzie stosował żadnych poleceń zespołowych. Niedzielny wyścig zapowiadał się dzięki temu jeszcze bardziej emocjonująco, jednak przez charakterystykę toru w Monako walka pomiędzy Lewisem a Valtterim mogła odbyć się jedynie podczas startu.

Niedzielny wyścig rozpoczął się idealnie dla Mercedesa, który utrzymał dwa swoje bolidy na dwóch pierwszych miejscach. Problemy tego zespołu miały dopiero jednak nadejść. Podczas neutralizacji do alei serwisowej ściągnięty został lider wyścigu - Lewis Hamilton, któremu mechanicy założyli świeży komplet pośrednich opon. Okazało się to jednak błędną strategią, co przyznał  Toto Wolff. Kilka sekund później w boksie zjawił się również Bottas, który starł się w alei serwisowej z Maxem Verstappenem. Skutkowało to uszkodzeniem obręczy w jego bolidzie i kolejny postojem. W związku z tym Bottas spadł za Sebastiana Vettela. Koniec końców Hamilton dowiózł do mety zwycięstwo, a Valtteri uplasował się na najniższym stopniu podium. Kierowców Mercedesa przedzielił Sebastian Vettel.

Wyścig w Monako pokazał wszystkim, że Mercedes również popełnia błędy, które mogą być tragiczne w skutkach. W miniony weekend ekipa z Brackley miała sporo szczęścia, że ich błąd strategiczny nie poniósł za sobą większych konsekwencji. Gdyby Lewis Hamilton zjechał na kolejny postój, wypadłby z czołowej trójki, a powrót na podium byłby bardzo trudna. Brytyjczyk pokazał jednak po raz kolejny, że jest znakomitym kierowcą na wielu płaszczyznach.

Toto Wolff stwierdził po wyścigu, że Lewis Hamilton i jego umiejętne obchodzenie się z oponami w końcowej fazie wyścigu uratowało Mercedesa. Największym przegranym weekendu jest na pewno Valtteri Bottas, który mocno nastawiał się przed weekendem na walkę o zwycięstwo, jednak przegrane kwalifikacje dały o sobie znać podczas wyścigu.

Ferrari skrzywdziło Leclerca

O tym, że Ferrari nie będzie zbytnio konkurencyjne w Monako, było wiadomo już od dłuższego czasu. W sobotę kolejny raz dały o sobie znać osoby odpowiedzialne za strategię, które stwierdziły podczas Q1, że pozycja Leclerca jest bezpieczna i kolejny wyjazd nie będzie potrzebny. W wyniku takiej decyzji w momencie pojawienia się biało czerwonej szachownicy Monakijczyk znajdował się na szesnastej pozycji, która nie promowała go do Q2. Mina Leclerca mówiła wszystko - złość oraz smutek i to w dodatku podczas domowego wyścigu, w którym chciał tak bardzo stanąć na podium lub zwyciężyć. Z kolei Sebastian Vettel ukończył sobotnie zmagania tuż za kierowcami Mercedesa oraz Maxem Verstappenem.

Przez nietrafioną decyzję strategów Ferrari Leclerc w niedzielę musiał bardzo ryzykować, żeby przebijać się do przodu, co na tym torze jest bardzo trudne. Jak poinformowały włoskie media, młody kierowca Ferrari dostał od zespołu przed wyścigiem polecenie, żeby jechał spokojny wyścig, dzięki któremu uda się mu zdobyć przynajmniej małe punkty. Tymczasem Leclerc miał zignorować to polecenie, a do czego doprowadziła jego „nieodpowiedzialna” i ryzykowna jazda, każdy widział. Uszkodzenie podłogi, która uległa totalnemu zniszczeniu podczas wyprzedzania Hulkenberga w Rascasse, spowodowała wycofanie się miejscowego kierowcy z dalszej rywalizacji w początkowej fazie wyścigu.

Vettel przed weekendem stwierdził, że zwycięstwo oraz podium na tym torze będzie wielkim sukcesem, ale może do tego dojść jedynie dzięki prezentom rozdawanym przez rywali w postaci ich błędów. Kierowca Ferrari nie popisał się świetnym startem, jednak cały czas trzymał się pierwszej trójki. Niemiec skorzystał w wyścigu z prezentów od Bottasa oraz Verstappena, co przełożyło się na drugą pozycję. Czy dla Ferrari jest to sukces w obecnych czasach? Ciężko stwierdzić. Założenia przed sezonem były zapewne inne. Przed nami Kanada, która posiada wiele długich prostych, które mogą być szansą dla Vettela oraz Leclerca. Pytanie tylko, czy na drodze do sukcesu nie stanie ponownie nietrafiona strategia, która jest zmorą ekipy z Maranello nie tylko w tym sezonie.

Po weekendzie w Monako dochodzą słuchy, że w zespole Ferrari iskrzy na linii Leclerc - zespół. Powodem są nietrafione decyzje strategiczne względem Monakijczyka. Nasiliły się również spekulacje na temat przyszłości Sebastiana Vettela w tym zespole. Mówi się o tym, że Niemiec ma odejść z Ferrari po zakończeniu obecnego sezonu. Dla wielu może wydawać się to fikcją, ponieważ kontrakt Vettela wygasa z końcem sezonu 2020, jednak wiele mówi się, że podczas przedłużania umowy z Ferrari Sebastian Vettel w swoim kontrakcie zawarł klauzulę, która stwierdza, że niemiecki kierowca może opuścić zespół wcześniej w przypadku złych wyników kierowcy/zespołu.

W Ferrari panuje aktualnie wielki bałagan, na którym korzysta Mercedes, który z każdym kolejnym GP odjeżdża swoim rywalom. Taka sytuacja nie jest oczywiście dobra dla ogólnego widowiska, które traci swój urok przez totalną dominację jednego zespołu.

Słodko - gorzki weekend Red Bulla

Red Bull Racing kolejny raz zaprezentował bardzo dobre tempo podczas weekendu w Monako. Mimo wszystko aspiracje kierowców oraz zespołu były na pewno większe. Strata Verstappena w treningach oraz kwalifikacjach do Mercedesa pozwalała z optymizmem patrzeć na jego niedzielną walkę z kierowcami tego zespołu. Kolejny raz jednak dała o sobie znać gorąca głowa Holendra, która w połączeniu z niebezpiecznym wypuszczeniem go ze stanowiska serwisowego kosztowała zespół oraz Maxa wypadnięciem poza czołową trójkę. Kto wie, jak potoczyłby się ten wyścig, gdyby Verstappen nie dostał kary, a Lewis musiałby zjechać na dodatkowy postój. W Monako trzeba mieć dużo szczęścia, którego zdecydowanie zabrakło Red Bullowi. Czysty i cichy weekend przejechał natomiast Pierre Gasly, który uplasował się na piątej pozycji oraz osiągnął najszybsze okrążenie w wyścigu.

Wygrani i przegrani w drugiej części stawki

Największym zaskoczeniem weekendu była przede wszystkim forma zespołu Toro Rosso. Daniił Kwiat oraz Alexander Albon znakomicie wykorzystali mały i zwinny bolid Toro Rosso, który idealnie przystosował się do charakterystyki toru w Monako. Rosjanin ostatecznie więc był siódmy, a Taj ósmy.

Tuż za czołową piątką do mety dojechał Carlos Sainz, który swoją pozycję zawdzięcza przede wszystkim dobremu startowi oraz znakomitej strategii. McLaren dzięki temu nadal znajduje się na czwartej pozycji w klasyfikacji konstruktów, co przed sezonem wydawało się totalną fikcją. Dwie ostatnie punktowane pozycje przypadły dla Ricciardo oraz Grosjeana.

Największymi przegranymi tego weekend, prócz tradycyjnie zespołu Williams, był duet kierowców Alfy Romeo oraz Racing Point, którzy dojechali do mety poza punktowanymi pozycjami. Jeżeli kogoś szokuje forma Alfy Romeo, to w przypadku Racing Point nie ma co doszukiwać się jakiejś nowości. Zespół bowiem zmaga się od początku sezonu z dużymi problemami. Według kierowców oraz inżynierów forma ekipy ma jednak gwałtownie wzrosnąć w połowie sezonu.

W kwestii zespołu Williams dużo spekulacji wywołała decyzja związana z postojem Roberta Kubicy, który odbył się po zjeździe samochodu bezpieczeństwa. Wiele mówi się, że takie działanie miało na celu przesunięcie Russella przed Polaka, co oczywiście się udało. Ekipa z Grove jednak nadal uważa, że traktuje swoich kierowców równo. Mimo wszystko pochodzenie Russella, który jeździ dla brytyjskiego zespołu, mówi samo za siebie.

Brytyjczyk dojechał do mety na 15/ pozycji, a Robert był ostatnim sklasyfikowanym kierowcą w stawce. Mimo tego był to znakomity wyścig w wykonaniu zarówno Russella, jak i Kubicy. Po założeniu w bolidzie Roberta świeżych opon Polak potrafił przez dłuższy okres podróżować w porównywalnym tempie do czołówki. Mimo wszystko nie ma co aktualnie otwierać szampana z powodów poprawy tempa Williamsa, które być może było nieco lepsze. Trzeba jednak mieć świadomość, że wyścig odbywał się w Monako, gdzie większość zespołów nie jedzie na pełnym gazie, chcąc dojechać do mety na jak najlepszej pozycji.