MotoGP HOT3 #2: GP Andaluzji

GP Andaluzji 2020 / © Yamaha Motor Racing

Za nami już druga runda sezonu MotoGP - GP Andaluzji. Po raz drugi z rzędu zwyciężył Fabio Quartararo, a na podium znaleźli się jeszcze Maverick Vinales i Valentino Rossi. Dzięki temu - po raz pierwszy od blisko 6 lat - w czołowej trójce znaleźli się zawodnicy tylko jednego producenta. Pora więc na kolejny tekst z cyklu HOT3.

Co prawda poza walką pomiędzy Maverickiem Vinalesem a Valentino Rossim nie było wiele ekscytujących pojedynków, tak w GP Andaluzji i tak działo się sporo. Jedni przeżywali sukcesy - Yamaha świętowała całe podium, inni z kolei mieli swoje dramaty. Po życiowe rezultaty jechali Francesco Bagnaia i Franco Morbidelii, jednak awarie techniczne nie pozwoliły im wywalczyć pozycji na podium. Selekcja do HOT3 była więc trudna, jednak musiałem dokonać wyboru. To zaczynamy.

1. Fabio Quartararo ponownie na szczycie 

Fabio Quartararo znów to zrobił – wystartował z pole position i zwyciężył w wyścigu. Tym razem jednak prowadził przez cały dystans 25 okrążeń. Jego doskonała jazda w GP Andaluzji, praktycznie bez większych błędów, pozwoliła mu wyjechać z toru Jerez z 50-punktowym dorobkiem i pozycją lidera w klasyfikacji generalnej. Choć jest to wczesna faza sezonu, tak Francuz staje się pierwszym faworytem do zdobycia tytułu mistrzowskiego, zwłaszcza że Marc Marquez dochodzi do zdrowia po złamaniu prawej kości ramiennej i do tej pory nie ma ani jednego punktu.

W GP Hiszpanii Fabio Quartararo stał się ósmym najmłodszym zwycięzcą w klasie „królewskiej” Motocyklowych Mistrzostw Świata, a wygrywając GP Andaluzji, został drugim najmłodszym – po Marcu Marquezie – triumfatorem dwóch kolejnych wyścigów. Jego talent objawił się więc bardzo szybko i tylko kwestią czasu wydaje się zdobycie tytułu mistrzowskiego. Niewielu jednak sądziło, że może stać się już w tym roku. Jak na razie Francuz nie odczuwa żadnej presji, lecz ta z pewnością pojawi się w późniejszej części sezonu. Pytanie też, jak Fabio Quartararo poradzi sobie na torach, na których Yamaha będzie mieć większe problemy. Najbliższy test już za dwa tygodnie, kiedy to odbędzie się GP Czech. Potem – na Red Bull Ringu – może być jeszcze trudniej.

Niemniej na razie nie jest to czas na dywagacje, co będzie dalej. Jest tu i teraz, Fabio Quartararo jest na samym szczycie MotoGP i wprawia swoich rywali w zakłopotanie. Młodego Francuza musi też obawiać się Marc Marquez, który choć pokazał niesamowitą prędkość w GP Hiszpanii, tak ma już stratę, a jego forma po kontuzji jest wciąż niewiadomą. Zawodnik Petronasa zrobił, co mógł i zachwycił cały motocyklowy świat.

Pod wrażeniem muszą być też francuscy kibice, bo już drugi raz z rzędu mogli usłyszeć Marsyliankę, a to wcześniej w „królewskiej” klasie się nie zdarzało. Do tej pory żaden z Francuzów nie wygrał bowiem dwóch wyścigów, a Fabio Quartararo dokonał tego w dwóch kolejnych rundach. Chapeau bas.

2. Valentino Rossi powraca na podium podczas GP Andaluzji

Gdy w ubiegłorocznym GP Ameryk Valentino Rossi wywalczył drugie miejsce, jego fani nie spodziewali się, że dalsza część sezonu może być tak fatalna w wykonaniu ich ulubieńca. Włoch miał sporo problemów z oponami, zaliczył w międzyczasie kilka upadków, ani razu nie stał już na podium i ostatecznie zajął dopiero siódme miejsce w klasyfikacji generalnej. Wówczas pojawiało się wiele słów krytyki pod adresem dziewięciokrotnego mistrza świata, a jego przyszłość w MotoGP stała pod wielki znakiem zapytania.

Również pierwszy wyścig sezonu 2020 – o GP Hiszpanii – nie poszedł po myśli 41-latka. Valentino Rossi nie potrafił przez cały weekend znaleźć tempa, a gdy jego motocykl uległ awarii, jechał na 10. pozycji. Wydawało się więc, że nic się nie zmieniło w porównaniu z poprzednim rokiem. Tydzień później, już podczas GP Andaluzji, nastąpiło jednak odrodzenie. Wprowadzono pewne poprawki w motocyklu i udało się osiągnąć zamierzony kompromis pomiędzy stylem jazdy włoskiego mistrza a ustawieniami maszyny.

Efekt był już widoczny podczas pierwszego treningu, w którym zajął drugie miejsce. Dalsza część weekendu również była udana, w kwalifikacjach Valentino Rossi wywalczył czwarte pole startowe, a w wyścigu uplasował się na trzeciej pozycji. Jego jazda przypominała tę z najlepszych lat. Podczas walki z Maverickiem Vinalesem doskonale się bronił, maksymalnie opóźniając hamowanie. Hiszpan długo nie był w stanie znaleźć więc odpowiedniego miejsca do ataku, dopiero drobny błąd Włocha w końcówce wyścigu pozwolił mu wyprzedzić zespołowego partnera.

Valentino Rossi pokazał więc w wyścigu o GP Andaluzji to, do czego przyzwyczaił w ciągu całej swojej kariery. Wszystko dzięki odpowiednim ustawieniom, o które prosił Yamahę. Wywalczył więc swoje 199. podium w klasie „królewskiej” i zamknął usta wszystkim krytykom. W wieku 41 lat wciąż potrafi być konkurencyjny. Nie warto więc go jeszcze skreślać, zwłaszcza że widać jego luźniejsze nastawienie i brak większej presji. Włoch jeszcze napsuje krwi swoim młodszym rywalom, tego możemy być pewni, miniony wyścig doskonale to pokazał.

3. Szacunek dla rekonwalescentów

Podczas pierwszego weekendu wyścigowego w sezonie Alex Rins, Cal Crutchlow i Marc Marquez przeżyli spore dramaty. Zawodnik Suzuki podczas kwalifikacji doznał kontuzji barku, reprezentant LCR Hondy w czasie rozgrzewki uszkodził nadgarstek, a obrońca mistrzowskiego – po widowiskowej pogoni – złamał prawą kość ramienną. Była to dla nich fatalna informacja, zwłaszcza w kontekście tak krótkiego sezonu, gdy nie ma czasu na spokojną rekonwalescencję.

Ku zdziwieniu wszystkich fanów, cała trójka postanowiła spróbować swoich sił już w GP Andaluzji, kilka dni po pechowych upadkach. Choć ból był ogromny, tak nie darowaliby sobie, gdyby nie odważyli się wystartować. Chęć zdobycia kilku punktów była wielka, nikt nie chciał nic stracić.

Niestety, w przypadku Marca Marqueza ból był zbyt ogromny. Po dwóch sobotnich treningach i wyjeździe w pierwszym segmencie kwalifikacji postanowił zrezygnować. Ryzyko było zbyt duże, potencjalny wyścig mógł wyrządzić więcej złego niż pożytecznego. Hiszpan spróbował, nie żałował, ale decyzja o rezygnacji z dalszej części weekendu była jak najbardziej słuszna. Co prawda obrońca tytułu traci do prowadzącego Fabio Quartararo 50 punktów, ale wciąż nie można go skreślać. Marquez pokazał już wyborną prędkość i na pewno w dalszej części sezonu będzie groźny.

Cal Crutchlow i Alex Rins postanowili z kolei zaryzykować, nawet jeśli odczuwali ból. Obaj wytrzymali trudy 25 okrążeń w ekstremalnie wysokich temperaturach i wywalczyli kilka punktów. Brytyjczyk dojechał do mety na trzynastej pozycji, a Hiszpan na dziesiątej. Pokazali więc ducha walki i ogromne zaangażowanie. Ostrożna jazda się opłaciła i teraz przed nimi blisko dwa tygodnie przerwy. Niemniej można ich uznać – obok czołowej trójki – za bohaterów GP Andaluzji. Brawo.

Image: © Yamaha Motor Racing