MotoGP Hot3 #1: GP Hiszpanii

GP Hiszpanii 2020 / © Yamaha Motor Racing

Za nami otwierające sezon 2020 GP Hiszpanii. W pierwszy weekend wyścigowy działo się wiele, czego kumulację mieliśmy podczas niedzielnego wyścigu klasy MotoGP. W pamięć kibiców zapadnie szczególnie pierwsze zwycięstwo Fabio Quartararo, jak i genialna pogoń Marca Marqueza, która ostatecznie zakończyła się bardzo pechowo. Czas więc na pierwszy tekst z cyklu HOT3.

Gwoli wyjaśnienia

Czekając na rozpoczęcie sezonu 2020, szukałem pomysłu na nowy cykl, który będzie wydawany po zakończeniu Grand Prix. I tak właśnie zrodził się plan na HOT3, czyli artykuł zawierający trzy najważniejsze wydarzenia z każdej rundy MotoGP. Oczywiście, będą one wybrane subiektywnie, tak więc zrozumiem, gdy nie będziecie się z nimi zgadzać. Mimo to, serdecznie zapraszam Was do lektury, miłego czytania. Na początek HOT3 po GP Hiszpanii

1. Francuski wybawca – pierwsze zwycięstwo Fabio Quartararo w MotoGP

Gdy w 1999 roku Regis Laconi zwyciężył w GP Walencji, Francuzi nie sądzili, że na kolejnego triumfatora w „królewskiej” klasie motocyklowych mistrzostw świata będą musieli czekać blisko 21 lat. Ich marzenia, by znów usłyszeć Marsyliankę, spełniły się 19 lipca 2020 roku, kiedy to Fabio Quartararo po perfekcyjnej jeździe odniósł zwycięstwo w GP Hiszpanii na torze Jerez. Francuzi doczekali się więc wielkiego zawodnika, przed którym świetlana przyszłość w MotoGP.

Fabio Quartararo gonił już za triumfem w ubiegłym sezonie, zwłaszcza że imponował swoim tempem w sesjach kwalifikacyjnych. W wyścigach było jednak nieco gorzej, choć i tak w pamięci kibiców zapisały się jego dwa piękne pojedynki z Markiem Marquezem – najpierw na torze w Misano, a później w Tajlandii. Oba co prawda przegrał, ale po walce do ostatniego okrążenia. Wtedy jednak wszyscy już wiedzieli, że zwycięstwo Francuza w wyścigu MotoGP jest już tylko kwestią czasu, zwłaszcza że otrzymał od sezonu 2021 dwuletni kontrakt z zespołem Monster Energy Yamaha, a w tym roku ma pełne wsparcie od fabryki.

Dwa piątkowe treningi przed wyścigiem o GP Hiszpanii nie napawały jednak wielkim optymizmem. Fabio Quartararo mówił bowiem, że tegoroczny motocykl jest trudniejszy w prowadzeniu od ubiegłorocznej konstrukcji. Potwierdzały to wyniki, gdyż Francuz był po dwóch sesjach najwolniejszym zawodnikiem Yamahy.

W sobotę nastąpiło jednak odrodzenie. Fabio Quartararo uzyskał najpierw najlepszy czas trzeciego treningu, a pole position – swoje siódme w klasie MotoGP – wywalczył, notując absolutny rekord toru Jerez. Tym samym zawodnik zespołu Petronas Yamaha SRT pokazał dobre tempo zarówno na dłuższym dystansie, jak i na pojedynczym okrążeniu. Wszyscy wtedy już przypuszczali, że Francuz zaliczy dobry występ także w niedzielnym GP Hiszpanii.

Początek wyścigu nie był zbyt udany dla Fabio Quartararo. Zdobywca pole position szybko spadł na czwarte miejsce i musiał rozpocząć pogoń za Jackiem Millerem, Markiem Marquezem i Maverickiem Vinalesem. Przełomowym dla niego, jak i dla całej rywalizacji momentem, był uślizg przedniej opony obrońcy mistrzowskiego tytułu, przez co spadł on na koniec stawki. Francuz wykorzystał ten moment, jak i problemy jadących przed nim zawodników, i po kilku okrążeniach awansował na pozycję lidera. Perfekcyjna i praktycznie bezbłędna jazda pozwoliła mu szybko zbudować bezpieczną, około 5-sekundową przewagę, którą utrzymał do samej mety. Dzięki temu w wieku 21 lat i 90 dni mógł cieszyć się z pierwszego w karierze zwycięstwa w kategorii MotoGP.

Wynikiem tym Fabio Quartararo potwierdził swój ogromny talent i nadzieje w nim pokładane przez Yamahę. Wydaje się, że jest to materiał na mistrza świata i tylko kwestią czasu pozostaje, kiedy nim zostanie. Jak na razie jest liderem klasyfikacji, z nadziejami na powiększenie prowadzenia już w GP Andaluzji, które również odbędzie się na torze Jerez.

2. Fenomenalna gonitwa Marca Marqueza

Gdy Marc Marquez wyprzedził Mavericka Vinalesa i awansował na pierwsze miejsce, wydawało się, że obrońca mistrzowskiego tytułu w klasie MotoGP rozpoczyna swój marsz po trzecie z rzędu zwycięstwo na torze w Jerez. Wtedy jednak jego przednia opona straciła przyczepność w czwartym zakręcie i tylko dzięki swoim umiejętnościom udało mu się uniknąć upadku. Wyjazd na żwirowe pobocze kosztował go jednak sporo – spadł bowiem na osiemnaste miejsce, a strata do prowadzącego wówczas Mavericka Vinalesa wynosiła około 9 sekund.

Marc Marquez nie zamierzał się jednak poddawać. Zawodnik zespołu Repsol Honda szybko wrócił do pełnej koncentracji i rozpoczął niesamowitą pogoń. Był zdecydowanie najszybszym zawodnikiem na torze, czego dowodem był najlepszy czas okrążenia, a kolejnych rywali mijał niczym alpejczyk slalomowe tyczki. Żaden z rywali nie sprawiał mu najmniejszych problemów, a Valentino Rossi nawet pojechał bardzo szeroko w szóstym zakręcie, przepuszczając tym samym swojego rywala. Rękawice próbowali podjąć nieliczni, najwięcej trudności sprawił mu Jack Miller, który dzięki mocy Ducati mógł skontrować hiszpańskiego rywala. Na nic to się jednak zdało, Marquez i tak go wyprzedził i po dwudziestu okrążeniach GP Hiszpanii był już na trzeciej pozycji.

Jazda sześciokrotnego mistrza świata MotoGP była fenomenalna, był to objaw geniuszu. Rywale wyglądali tak, jakby jechali na maszynach znacznie słabszych, a on rywalizował w swojej własnej lidze. Niestety, jazda na limicie bardzo mocno obciążała opony. Te dały o sobie znać na 21. okrążeniu GP Hiszpanii, gdy Marc Marquez był już blisko za jadącym na drugiej pozycji Maverickiem Vinalesem. Wtedy w zakręcie numer cztery zawodnikowi zespołu Repsol Honda przydarzył się potężny uślizg tylnej opony, przez co został „wystrzelony” w powietrze i z impetem upadł o asfalt, a na poboczu został uderzony przez motocykl. Wypadek ten okazał się niestety poważny w skutkach, gdyż doszło do złamania kości ramiennej, a Hiszpana czeka teraz operacja.

Niemniej jego popisowa jazda i pogoń z osiemnastego na trzecie miejsce przejdzie do historii MotoGP. Marc Marquez udowodnił, że w tej chwili jest najszybszym zawodnikiem w stawce i nikt nie może równać się z nim w bezpośredniej walce. Jego instynkt kierowcy wyścigowego nie pozwalał mu odpuścić, a ambicje zabraniały wręcz się poddawać. Chciał zaprezentować się najlepiej jak potrafił, nawet przypłacając to kosztem kontuzji. Czy to była brawura? Owszem, ale właśnie za takie występy kochamy zawodników, w nich pokazują wielkie serce do walki i miłość do wyścigów motocyklowych. Niestety, zakończyło to się poważną kontuzją, która być może wykluczy go z walki o dziewiąty tytuł motocyklowego mistrza świata.

3. Pierwsza runda sezonu, a w MotoGP szpital

Wielu zawodników przed startem sezonu mówiło, że w tym roku muszą być bardzo uważni, ponieważ cykl będzie znacznie krótszy niż poprzedni, a czasu na odpoczynek pomiędzy rundami jest niewiele. Każdy więc najmniejszy błąd i potencjalna kontuzja mogą ich bowiem wykluczyć z walki o tytuł mistrzowski. Jednak mówić to jedno, a zrobić drugie.

Podczas pierwszego weekendu wyścigowego przekonała się o tym trójka czołowych zawodników. Wszystko zaczęło się w sobotę, podczas sesji kwalifikacyjnej. Alex Rins wystraszył się wtedy stojącego na poboczu Jacka Millera i niefortunnie upadł. W konsekwencji doznał kontuzji prawego ramienia, która wykluczyła go z udziału w GP Hiszpanii, a być może nawet i GP Andaluzji. Na tę informację musimy jednak jeszcze poczekać.

Kolejnym pechowcem okazał się Cal Crutchlow, który przewrócił się w zakręcie numer osiem podczas niedzielnej rozgrzewki. Początkowo problem nie wydawał się poważny, Brytyjczyk nawet chciał jechać w wyścigu, ale lekarze uznali, że to zbyt niebezpieczne. Późniejsze badania wykazały jednak złamanie kości prawego nadgarstka. Tym samym zawodnika zespołu LCR Honda czeka operacja.

Największy problem ma jednak Marc Marquez. Obrońca mistrzowskiego tytułu doznał bowiem całkowitego złamania prawej kości ramiennej, a być może uszkodzeniu uległ również nerw promieniowy. Konieczna jest więc operacja, jednak nie wygląda to zbyt optymistycznie. Hiszpan na pewno opuści GP Andaluzji i niewykluczone, że taki sam los czeka go również w GP Czech.

Po zaledwie jednej rundzie w klasie MotoGP jest już kontuzjowanych trzech czołowych zawodników. Nie tak wyobrażali sobie oni początek sezonu. Być może winna jest temu też długa przerwa, gdyż pomiędzy ubiegłorocznym wyścigiem o GP Walencji a wyścigiem o GP Hiszpanii minęło aż 245 dni. Nie pozostaje nam więc nic innego, jak tylko życzyć zdrowia kontuzjowanym i szybkiego powrotu na tor.

Image: © Yamaha Motor Racing