Zapowiedź GP Stanów Zjednoczonych: Zakończyć grę o tytuł mistrzowski

Już w ten weekend odbędzie się GP Stanów Zjednoczonych na Circuit of the Americas, podczas którego najprawdopodobniej Lewis Hamilton przypieczętuje swój szósty tytuł mistrzowski. Nim jednak to się stanie, zapraszamy Was do zapowiedzi rozpoczynającej się jutro 19. rundy sezonu.

Circuit of the Americas – mieszanka legendarnych torów

Otwarty w październiku 2012 roku tor w Austin jest jednym z najbardziej urozmaiconych obiektów na świecie. Hermann Tilke zaprojektował pętlę na tyle zróżnicowaną, że każdy z kierowców znajdzie tutaj coś dla siebie. Po 41-metrowym podjeździe do pierwszego zakrętu i pokonaniu drugiego wirażu, kierowcy rozpoczynają sekwencję niezwykle szybkich łuków. Przypomina ona chociażby znane z Silverstone Maggotts oraz Beckets bądź też „S-kę” z Suzuki. Kierowcy następnie mają do przejechania jeszcze szybkie zakręty aż do nawrotu prowadzącego na prostą liczącą sobie 1200 metrów.

Na tym nie kończą się urozmaicenia pętli. Zakręty 12-15 łudząco przypominają sekcję stadionową toru Hockenheimring, która kończy się trzema wirażami tworzącymi jeden szybki łuk. Dwa ostatnie zakręty to z kolei zakręty pod kątem 90 stopni. Ważnym faktem jest również ten, że kierowcy jeżdżą w kierunku odwrotnym do ruchu wskazówek zegara.

Jazda po teksańskim torze należy do jednym z najbardziej przyjemnych, ale również wymagających. Ciężko jest bowiem znaleźć kompromis w ustawieniach, potrzebna jest i duża prędkość, i spory docisk w szybkich zakrętach. Ważna jest również stabilność na hamowaniu, gdyż nie brak na COTA ciasnych nawrotów zaraz po prostych.

Podczas najbliższego Grand Prix na kierowców będą czekać dwie strefy DRS – jedna na ponad kilometrowej prostej, natomiast druga na prostej start/meta. Ułatwi to z pewnością wyprzedzanie, które i tak na torze w Austin jest dość częstym manewrem.

Rekordzistą COTA, jak i autorem najszybszego okrążenia jest Lewis Hamilton. Brytyjczyk w zeszłym roku wywalczył pole position, notując rezultat 1:32,237, natomiast w wyścigu najszybszego „kółko” przejechał w czasie 1:37,392.

Lewis Hamilton po szóste zwycięstwo w Austin i szósty tytuł mistrzowski

O ile kwestia mistrzowskiego tytułu wydaje się raczej przesądzona – trudno bowiem wyobrazić sobie, że Valtteri Bottas wygra trzy ostatnie wyścigi, a Lewis Hamilton zdobędzie w nich maksymalnie 3 punkty – tak zwycięstwo Brytyjczyka w Grand Prix Stanów Zjednoczonych nie musi być takie pewne. Owszem, kierowca Mercedesa wygrał pięć z siedmiu wyścigu w Austin, lecz powakacyjna forma Ferrari sprawia, że to Charles Leclerc i Sebastian Vettel mogą mieć większe szanse na triumf.

Lewis Hamilton udowodnił jednak, wraz ze swoim zespołem, że potrafią stawić czoła szybszym samochodom. Tak też było tydzień temu w Meksyku czy podczas wyścigu na torze w Soczi. Jeśli więc i tym razem Brytyjczyk zdoła pokonać kierowców Ferrari, ale również i pozostałych rywali, przypieczętuje swój szósty mistrzowski tytuł szóstym triumfem na torze Circuit of the Americas. Oczywiście, mistrzostwo może zostać rozstrzygnięte w zupełnie inny sposób (wystarczy, że po wyścigu będzie miał 52 punkty przewagi nad Valtterim Bottasem), ale świętowanie lepiej smakuje, gdy wygrywa się i Grand Prix.

Ferrari z szansą na drugie z rzędu zwycięstwo w Ameryce

Rok temu, dość niespodziewanie, wyścig w Austin wygrał Kimi Raikkonen. Dla Fina było to jak na razie ostatnie w karierze zwycięstw, ale i pierwsze na tym torze dla Ferrari. W tym roku ekipa z Maranello może również wygrać, biorąc pod uwagę ich formę po wakacyjnej przerwie. By tak się jednak stało, kluczowa będzie strategia. To właśnie przez błędne decyzje przegrali oni wyścig w Meksyku.

Pytanie tylko, który z kierowców będzie w uprzywilejowanej sytuacji. Być może zadecydują o tym pozycje wywalczone w kwalifikacjach, a być może postawa w wyścigu. Smaku wewnętrznej rywalizacji dodaje również fakt, że obecnie trzeci w klasyfikacji generalnej Charles Leclerc ma jedynie 6 punktów przewagi nad Sebastianem Vettelem. Różnica ta jest więc znikoma, co nie powinno sprawiać, że Ferrari będzie faworyzować jednego z kierowców. W praktyce może być jednak inaczej, czego też niejednokrotnie byliśmy świadkami.

Wracają demony Maxa Verstappena

Do momentu GP Węgier Max Verstappen był prawie bezbłędnym kierowcą. Po przerwie wakacyjnej coś się jednak odmieniło. Holender nie imponuje formą w ostatnich wyścigach, brakuje mu trochę szczęścia, ale przede wszystkim znów zdarza mu się zachować na torze irracjonalnie. Przesadna agresja i zachowanie w stylu „zjedźcie mi z drogi, bo nadjeżdżam” sprawia, że 22-letni kierowca spadł na piąte miejsce w klasyfikacji generalnej i szanse na walkę z kierowcami Ferrari są coraz mniejsze.

Choć to jest trochę niemiarodajna statystyka, ale fakt jest niezaprzeczalny – od momentu dołączenia do zespołu Alexandra Albona, lepsze wyniki w Red Bullu osiąga właśnie Taj. Pamiętajmy jednak, że w dwóch wyścigach w samochodzie Verstappena doszło do awarii. Niemniej jest to pewien sygnał ostrzegawczy dla holenderskiego kierowcy. Nie wystarczy być szybkim, trzeba być też opanowanym, a tego ostatnio znów zaczyna brakować młodemu zawodnikowi.

Emocje w środku stawki

W Austin może być bardzo ciekawie za plecami trzech czołowych zespołów. Różnice pomiędzy Renault, McLarenem, Racing Point i Toro Rosso nie są zbyt wielkie, co może zwiastować wiele bardzo ciekawych pojedynków pomiędzy kierowcami. Szczególnie warto zwrócić uwagę na reprezentantów Renault, którzy po bolesnym ciosie, jakim była dyskwalifikacja z wyników GP Japonii za niezgodny z regulaminem system regulacji balansu hamulców, zdołali z Meksyku wywieźć podwójne punkty. Na rywalizację z McLarenem o czwarte miejsce w klasyfikacji konstruktorów jest już jednak raczej za późno – ich strata do ekipy z Woking wynosi obecnie 38 punktów. Co więcej, nie tak daleko za zespołem Renault znajdują się ekipy Toro Rosso i Racing Point – obie tracą po 9 punktów. To zwiastuje nam w trzech ostatnich wyścigach sezony bardzo ciekawe pojedynki w środku stawki.

W Stanach Zjednoczonych z dobrej strony będzie chciał się pokazać także Haas, w końcu to ich domowa runda. Patrząc jednak na ich tegoroczną formę – w ostatnich siedmiu wyścigach zdobyli tylko dwa punkty – trudno sobie wyobrazić, by nagle w czołowej dziesiątce znalazł się Romain Grosjean albo Kevin Magnussen.

Harmonogram weekendu wyścigowego i prognoza pogody

To będzie dość chłodny weekend. Według aktualnych prognoz pogody w najbliższych dniach termometry w Austin nie pokażą więcej niż 19 stopni Celsjusza. Choć nie będzie zbyt ciepło, jak na standardy Formuły 1, tak kierowcom nie powinien zbytnio przeszkadzać wiatr ani deszcz. Szanse na opady są bowiem zerowe, nawet jeśli na niebie pojawi się trochę chmur.

Poszczególne sesje podczas GP Stanów Zjednoczonych będą rozgrywać się w podobnych godzinach co te w Meksyku. Kibice powinni jednak zwrócić na godziny odbywania się trzeciego treningu oraz kwalifikacji.

  • Piątek (1 listopada)
    Pierwszy trening: 17:00 - 18:30 
    Drugi trening: 21:00 - 22:30 
  • Sobota (2 listopada)
    Trzeci trening: 19:00 - 20:00 
    Kwalifikacje: 22:00 - 23:00
  • Niedziela (3 listopada)
    Wyścig: 20:10 - 22:10 (56 okrążeń) 

Dobór opon

W Austin po raz pierwszy kierowcy będą mogli też przetestować opony na sezon 2020. Podczas pierwszych dwóch treningów zawodnicy otrzymają dwa zestawy ogumienia typu C4.

„Austin zawsze było znane ze świetnego show, zarówno na torze, jak i poza nim. W tym roku jest szczególnie istotne, ponieważ to tam zespoły podczas piątkowych treningów wypróbują po raz pierwszy przyszłoroczne opony” – mówił Mario Mario Isola z Pirelli. „To oczywiście tylko przedsmak miękkiej mieszanki C4 na sezon 2020, zanim zespoły przetestują pełny homologowany zakres przyszłorocznych opon podczas dwudniowego testu w grudniu, jak zwykle po GP Abu Zabi”.

„Austin zawiera wszystko, jeśli chodzi o różny typ zakrętów, jak i również ma całkiem reprezentatywny asfalt. Powinno być więc dobrym miejscem na wypróbowanie tych nowych opon po raz pierwszy”.