Wielka rewolucja w F1 przesunięta na rok 2022?

Wielka rewolucja w F1 przesunięta na rok 2022?

Sezon 2021 ma być dla nas wielką rewolucją techniczną i mocnym wyrównaniem szans dla wszystkich zespołów F1. Widowisko jeszcze bardziej zyska na atrakcyjności, a jednocześnie próg wejścia do królowej sportów motorowych, a także koszty utrzymania zespołów, powinny być niższe. Zanim jednak to nastąpi, Formuła 1 musi zażegnać tegoroczny kryzys, który wywołany jest przez koronawirus. Może się okazać, że nie będzie to takie proste.

Już przy okazji decyzji o przesunięciu Grand Prix Australii spekulowano, że sezon 2020 oraz 2021 mogą zostać połączone w ten czy inny sposób. Po tym jak oficjalnie zapowiedziano, że kierowcy najszybszej serii wyścigowej na świecie staną na polach startowych najprawdopodobniej dopiero w maju, tegoroczny kalendarz czeka mocne przemodelowanie.

Kryzys finansowy w F1

To wszystko, w połączeniu z faktem, że niemal cała Europa pracuje obecnie z domu lub też nie pracuje wcale, może się wiązać z ogromnymi trudnościami finansowymi zarówno zespołów, jak i samej Formuły 1. Już teraz akcje F1 spadły z 46 dolarów (20 lutego) do poziomu 18,3 dolara (17 marca). Nie trzeba być ekspertem ekonomii, żeby przewidzieć, że po tak trudnym początku roku cały świat czeka kryzys gospodarczy, który zdecydowanie dotknie wszystkie podmioty zorganizowane wokół sportów motorowych.

Wystarczy wziąć pod uwagę, że do wspólnej kasy nie wpłyną środki za organizację chociażby GP Australii, Bahrajnu, Wietnamu oraz Chin. Według obliczeń Auto Motor und Sport to kwota bliska 150 milionów dolarów, o którą uszczupli się tegoroczny budżet. Część z tej kwoty miałaby wpłynąć na konta zespołów, które z kolei w tym roku mogą zaoferować swoim sponsorom mniejszą ekspozycję, to z uwagi na mniej wyścigów, a jednocześnie muszą zatrudniać swoich pracowników i rozwijać rewolucyjne konstrukcje na sezon 2021, jednocześnie walcząc o punkty w 2020. Brzmi logicznie?

To teraz trzeba wyobrazić sobie, że nie będzie sprzedaży biletów, bo nie ma wyścigów, nie będzie tylu transmisji w telewizji oraz tak wielu sprzedanych dostępów chociażby do F1 TV Pro. Idąc dalej, to również mniejsza szansa na sprzedaż gadżetów z logo na licencji F1 czy eventy i możliwe dochody chociażby z Paddock Club czy imprez dla fanów.

W dużym uproszczeniu – Formuła 1 wyraźnie odczuje obecną sytuację, co bardzo mocno przełoży się także na budżety zespołów. Łatwo się domyślać, że jeśli nic nie ulegnie zmianie, to dla ekip z mniejszym budżetem jak Williams czy Haas, może to mieć spore konsekwencje w przyszłości. Nawet jeśli spojrzymy na Mercedesa, który jest jedną z największych ekip w stawce, kilkumiesięczny przestój oznacza konieczność wykarmienia pracowników siedzących w domu i oglądających drugi sezon „Drive to Survive”.

Sezon 2021 kopią 2020?

Istnieje jednak rozwiązanie tej sytuacji i jest zaskakująco proste. Podobno już w tym momencie Chase Carey w imieniu Liberty Media rozmawia z zespołami na temat odłożenia zmian w regulaminach z sezonu 2021 na 2022. W praktyce oznaczałoby to, że wielkie rewolucje, w tym także ograniczenia budżetowe dla ekip i zupełnie nowe bolidy, pojawią się 12 miesięcy później.

W praktyce mogłoby to pozwolić ekipom na częściowe odroczenie kosztów z tym związanych, a sam regulamin na sezon 2021, najprawdopodobniej do złudzenia przypominałby ten z tego roku. W praktyce, wszyscy oszczędziliby mnóstwo pieniędzy, a my dostalibyśmy trochę odgrzewany kotlet. Sądzę jednak, że w obecnej sytuacji, nie ma co grymasić, bo to zdecydowanie najbardziej przystępny sposób przejścia tego wyjątkowo trudnego okresu związanego z koronawirusem.

Co dalej? Podobno odbyło się już głosowanie w tej sprawie i nieoficjalnie mówi się o tym, że aż 9 z 10 zespołów jest zainteresowanych takim właśnie rozwiązaniem. Według tych samych doniesień, jakiekolwiek oficjalne decyzje zapadną dopiero w przyszłym tygodniu.

Pozostaje jeszcze szereg pytań związanych chociażby z kontraktami dla kierowców, a jak wiemy wraz z końcem tego sezonu większość umów dobiega końca – w tym te Hamiltona, Vettela, Ricciardo czy Bottasa. Trzymamy rękę na pulsie i czekamy na kolejne informacje.