Podsumowanie sezonu 2019 / 1 - Mercedes dominuje, ale rywale są coraz bliżej

Sezon 2019 na początku grudnia dotarł do mety, która tradycyjnie była zlokalizowana na torze Yas Marina w Abu Zabi. Tegoroczna rywalizacja to kontynuacja dominacji zespołu Mercedes, który całkowicie zdominował rywalizację w królowej motosportu w erze hybrydowej, która trwa od sezonu 2014. Pomimo dominacji srebrnych strzał sezon 2019 nie należał do najnudniejszych, ponieważ różnice w czołówce w trakcie sezonu znacznie zmalały. Taki stan rzeczy to świetna zapowiedź przyszłorocznych zmagań, które mogą być najbardziej wyrównane od wielu lat.

Najtrudniejszy sezon Hamiltona w karierze

Lewis Hamilton zgodnie z przewidywaniami zgarnął w minionym sezonie szóste mistrzostwo świata i kolejny raz nie pozostawił swoim rywalom zbyt wielu argumentów. Brytyjczyk zdołał w sezonie 2019 wygrać jedenaście wyścigów oraz zdobyć pięć pierwszych pól startowych, co jest zdecydowanie dużą tendencją spadkową w przypadku sześciokrotnego mistrza świata.

Brytyjczyk w roku 2019 poczynił kolejny krok w przód w kwestii wyrównania/pobicia najważniejszych rekordów Michaela Schumachera. Hamiltonowi aktualnie brakuje jednego mistrzostwa, aby wyrównać dokonania niemieckiego kierowcy, a zapewnienia Brytyjczyka o pozostaniu w F1 na kolejne lata mogą wróżyć, że rekord Schumachera w liczbie mistrzowskich koron zostanie wkrótce pobity.

Wiele wskazuje również na to, że w sezonie 2020 Hamilton prześcignie legendę F1 w liczbie wygranych wyścigów. Aktualnie kierowca Mercedesa ma na swoim koncie 84 zwycięstwa w GP, a do wyniku byłego kierowcy m.in. Ferrari brakuje mu na ten moment zaledwie siedmiu. Kolejną ważną statystyką, w której Lewis będzie wkrótce sprawował pieczę, jest liczba zdobytych miejsc na podium. Aktualnie kierowca Mercedesa ma na swoim koncie 151 wyścigów ukończonych w pierwszej trójce. Jeżeli w sezonie 2020 uda się mu ukończyć pięć wyścigów na podium, to zostanie nowym rekordzistą w tej kategorii.

Pomimo słabszej dyspozycji Lewisa Hamiltona w kwalifikacjach w sezonie 2019, Brytyjczyk zbliża się bardzo szybko do bariery 100 Pole Position i wiele wskazuje na to, że kierowca Mercedesa przekroczy ten próg najpóźniej w sezonie 2021. W tej kategorii brytyjski kierowca plasuje się na czele klasyfikacji z 88 zwycięstwami w kwalifikacjach. Hamilton tym samym wyprzedza taką legendę, jak Ayrton Senna, który ma na swoim koncie 65 zwycięstw w czasówkach.

Lewis Hamilton po przypieczętowaniu szóstego tytułu mistrzowskiego w Austin stwierdził, że sezon 2019 był jego najcięższym sezonem w karierze, co na pierwszy rzut oka może wydawać się trudne do zrozumienia, patrząc na przewagę, jaką dysponował Brytyjczyk w obecnym sezonie.

"Może nie widać tego na pierwszy rzut oka, ale tak jest. Ludzie często nie widzą wszystkiego i nie mogą zrozumieć, co dokładnie siedzi w głowie sportowca. Nie widzą wzlotów i upadków, które siedzą w umyśle" - stwierdził po przypieczętowaniu szóstego tytułu mistrzowskiego Lewis Hamilton.

Mieszane uczucia Valtteriego Bottasa

Sezon 2019 miał być przełomowym sezonem dla Valtteriego Bottasa, który miał powalczyć o mistrzostwo z Lewisem Hamiltonem. Takowa walka była, ale tylko do pewnego momentu. Mimo przegranej walki o mistrzostwo ze swoim partnerem zespołowym fiński kierowca może być bardzo zadowolony z minionego sezonu, który pod wieloma względami, był jego najlepszym w dotychczasowej karierze w F1. Bottas poprawił się na wielu płaszczyznach, ale nadal nie była to poprawa na tyle duża, aby kierowca z Nastoli mógł powalczyć o tytuł mistrzowski z Lewisem Hamiltonem.

Po zakończeniu obecnego sezonu Bottas zapowiedział, że na sezon 2020 ma przygotowany plan, który ma mu pozwolić spełnić dziecięce marzenia w postaci zdobycia mistrzostwa świata. Szczegółów tego planu jednak kierowca nie chciał wówczas zdradzać.

Sezon 2020 będzie bardzo ważnym i kluczowym aspektem dla losów dalszej kariery Bottasa w F1. Jeżeli Valtteri pokaże się z dobrej strony i być może pokusi się o zdobycie mistrzostwa, to wielce prawdopodobne, że Mercedes przedłuży z nim kontrakt. Jeżeli jednak sezon wypadnie nie pomyśli Bottasa, to może on wówczas podzielić los Nico Hulkenberga. Z takiego obrotu spraw na pewno ucieszony najbardziej byłby Max Verstappen, który ma dużą chrapkę na wskoczenie do czołowego bolidu w sezonie 2021.

Przegrzewający się Mercedes

Mercedes w obecnym sezonie miał dość spory problem, który dotyczył ich jednostki napędowej i jej wszystkich elementów, które bardzo cierpiały w trakcie minionego sezonu w dużych temperaturach. Ekipa z Brackley miała również problemy na wysoko położonych torach, gdzie powietrze jest bardzo rozrzedzone, co automatycznie skutkuje gorszym chłodzeniem silnika.

Na przestrzeni całego sezonu w konstrukcjach W10 można było dostrzec kilka rozwiązań dotyczących chłodzenia, które w ostatecznym rozrachunku nie przynosiły zamierzonego skutku, a kierowcy tego zespołu musieli ścigać się z mocno skręconymi silnikami, które w każdej chwili mogły "eksplodować".

Ferrari brakuje docisku i spokoju wewnątrz zespołu

Ferrari miało na sezon 2019 podobne aspiracje, co Valtteri Bottas. Podobnie jak w przypadku fińskiego kierowcy na mistrzowskich aspiracjach wszystko się zakończyło. Ekipa z Maranello najchętniej chciałaby wymazać pierwszą część minionego sezonu z pamięci, która była bardzo nieudana dla włoskiego zespołu. Ferrari traciło bardzo dużo, nie tylko do Mercedesa, ale również do Red Bulla, w krętych fragmentach torów. Najbardziej uwidocznione było to w trzecim najbardziej krętym sektorze na torze Circuit de Barcelona-Catalunya, gdzie strata Ferrari do rywali idealnie oddawała to, w jakim miejscu aktualnie znajduje się zespół pod przewodnictwem Matti Binotto.

Ferrari i Sebastian Vettel właśnie podczas GP Hiszpanii zdali sobie sprawę, że tegoroczna koncepcja jest nietrafiona i mistrzostwo będzie kolejny raz poza zasięgiem Scuderii. Inżynierowie włoskiego zespołu nie poddawali się jednak i szukali wyjścia z tej trudnej sytuacji. Efekt był bardzo widoczny po zakończeniu przerwy wakacyjnej. Wówczas Ferrari wprowadziło sporo poprawek do swojego bolidu, które dotyczyły wielu struktur SF90. Poprawki przyniosły zamierzony skutek i Ferrari zbliżyło się bardzo do Mercedesa w kwestii tempa w zakrętach.

Największym zaskoczeniem bieżącego sezonu było wygranie przez Leclerca kwalifikacji i wyścigu w Singapurze, czyli na torze, gdzie pierwsze skrzypce odgrywa docisk. To zapowiadało, że Ferrari zmierza w dobrym kierunku, a większość z testowanych wówczas części została wyprodukowana z myślą o sezonie 2020.

Kolejną bolączką Ferrari jest atmosfera wewnątrz zespołu, która jest w znakomity sposób maskowana. Młody głodny sukcesów Leclerc i stary wyjadacz Vettel, który nie chce dać się młodemu pokoleniu. Taki zestaw z miejsca gwarantuje kłopoty, nad którymi Ferrari nie umie zapanować. Oliwy do ognia w tym przypadku dolało Ferrari, które zdecydowało się zmienić wewnętrzny układ sił w zespole, co nie przyniosło żadnych pozytywnych rezultatów. Przykład? - Rosja i Brazylia. Jeżeli Ferrari na sezon 2020 zbuduje bolid, który pozwoli im walczyć od początku do końca o mistrzostwo, to jeszcze trudniej będzie Matii Binotto zapanować nad swoimi kierowcami, którzy będą chcieli za wszelką cenę przywrócić Ferrari na mistrzowski tron.

Wydajność Ferrari pod lupą zespołów i FIA

W trakcie sezonu 2019 pod dużym znakiem zapytania znalazła się wydajność Ferrari, która zdaniem rywali była nienaturalnie duża na prostych odcinkach. Na trop domniemanej nielegalności jednostki napędowej Ferrari wpadły osoby związane z zespołem Mercedes, które przekazały informacje Red Bullowi, który wywołał medialną burzę wokół jednostek napędowych ekipy z Maranello. Oficjalnie żaden zespół nie wszczął oficjalnego protestu dotyczącego silnika Ferrari, ale mimo tego FIA przebadała elementy układu paliwowego Ferrari, które zostały w warunkach laboratoryjnych poddane dokładnej analizie i porównane z układałem paliwowym innego zespołu.

FIA pod koniec sezonu zaczęła publikować dyrektywy, które miały prowizorycznie uderzyć w Ferrari i ich jednostkę napędową, ale zdaniem Matti Binotto wydane wówczas notki regulaminowe nie miały żadnego wpływu na wydajność Ferrari.

Plotki o domniemanej nielegalności silnika włoskiego zespołu nasiliły się po wydanej pierwszej dyrektywie, która została ogłoszona przed GP Stanów Zjednoczonych. Ferrari w tym okresie straciło właśnie sporo z wydajności, co zostało zauważone przez całe środowisko. Jak przyznali jednak kierowcy Ferrari oraz szefostwo zespołu, spadek mocy był spowodowany większym obciążeniem aerodynamicznym, które było testowane w końcowej fazie sezonu. Ostatecznie do końca sezonu FIA wydała jeszcze dwie dyrektywy, ale ostatecznie nic nie zostało udowodnione ani potwierdzone w kontekście potencjalnej nielegalności silnika Ferrari.

Pozytywny sezon dla Maxa Verstappena i Hondy

Max Verstappen podobnie jak Valtteri Bottas może zaliczyć sezon 2019 do udanych. Właśnie podczas minionej kampanii holenderski kierowca zdobył swoje pierwsze pole position w karierze, a miało to miejsce podczas kwalifikacji na węgierskim torze Hungaroring. Jeszcze wcześniej kierowca Red Bulla dał wielkie powody do radości, zarówno swojemu zespołowi, jak i ekipie Hondy, która dostarcza silniki składowi z Milton Keynes.

Po ośmiu rundach sezonu każdy z niecierpliwością czekał na wyścig w Austrii, który miał być idealnym miejscem na przełamanie tegorocznej hegemoni srebrnych strzał przez zespół Ferrari. Wszystko w wyścigu szło zgodnie z planem, ponieważ Leclerc jechał po pewne zwycięstwo, ale na jego drodze stanął wówczas Max Verstappen, który wydobył ze swojego bolidu i silnika ponad 100% mocy, co skutkowało dogonieniem monakijczyka i odniesieniem pierwszego zwycięstwa w sezonie.

Zwycięstwo w Austrii było ważnym czynnikiem dla Hondy, która w ostatnich latach miała więcej powodów do zmartwień niż do potencjalnej radości z osiąganych wyników. Rozwój silnika Hondy, perspektywa dobrych wyników w przyszłości oraz niższe koszty związane z silnikami spowodowały, że Honda postanowiła pozostać w F1 na kolejny sezon z opcją przedłużenia o kolejne lata. Taki rozwój wypadku wpływa bardzo dobrze na zespół Red Bulla, który chce zaskoczyć wszystkich w sezonie 2020, a potencjalnie bardzo dobry silnik od japońskiego producenta ma stanowić jeden z głównych czynników, które pozwolą powrócić ekipie z Milton Keynes na szczyt.

Verstappen okazał się również najlepszym kierowcą w trakcie szalonego wyścigu w Niemczech, który odbywał się w mokrych warunkach. Odpowiednia strategia oraz umiejętności Maxa pozwoliły mu odnieść spektakularne zwycięstwo na terenie, który prowizorycznie należy do Mercedesa. Pod koniec sezonu na torze Interlagos Verstappen potwierdził świetną dyspozycję Red Bulla, wygrywając zarówno wyścig, jak i kwalifikacje.

W trakcie sezonu Verstappen wielokrotnie udowadniał, że jest zdecydowanie bardziej dojrzałym kierowcą, niż miało to miejsce w sezonie 2018. Efektem mądrej i dojrzałej jazdy jest zajęcie trzeciego miejsca na koniec sezonu, które jednak nie zadowala młodego ambitnego kierowcy, który chce za wszelką cenę walczyć o najwyższe cele. Sezon 2020 ma być kluczowy dla młodego Holendra, który może wówczas opuścić szeregi zespołu Red Bulla, jeżeli ten nie zapewni mu mistrzowskiego bolidu. Możliwy kierunek migracji Verstappena jest jednak aktualnie nieznany, ponieważ drzwi w Ferrari są na ten moment zamknięte dla tego kierowcy, co jest skutkiem ostatnich wypowiedzi medialnych, które dotyczyły zespołu z Maranello. Jednym racjonalnym kierunkiem wydaje się zespół Mercedes, ale raczej trudno sobie wyobrazić duet Verstappen – Hamilton.

Letnia karuzela transferowa w Red Bullu

Wielką zagadką przed rozpoczęciem tegorocznego sezonu była dyspozycja Pierra Gasly’ego, który wskoczył do seniorskiego zespołu Red Bulla w miejsce Daniela Ricciardo. Dyspozycja młodego Francuza w trakcie sezonu była daleka od ideału, a bezpośrednie porównania z Maxem Verstappenem jeszcze bardziej pogrążały młodego zawodnika.

Według Christiana Hornera gwoździem do trumny Gasly’ego w Red Bullu były dwa wypadki, do których doszło w trakcie przedsezonowych testów. Wówczas osoby zarządzające zespołem straciły sporo zaufania do Francuza. Mimo wszystko w trakcie sezonu zarówno Horner, jak i Dr Helmut Marko zapewniali, że Red Bull nie zamierza zmieniać składu kierowców w trakcie sezonu. O tym, że słowa osób z Milton Keynes należy brać z dużym dystansem, przekonaliśmy się podczas przerwy wakacyjnej. Wówczas w świat powędrowała informacja o zdegradowaniu Gasly’ego do Toro Rosso, a w jego miejsce postanowiono zatrudnić niespodziewanie Alexa Albona.

Tajski kierowca od samego początku zaskakiwał bardzo dobrą dyspozycją, która została doceniona przez zespół w postacie kontraktu na sezon 2020. Albon oczywiście traci aktualnie dość dużo do Maxa Verstappena, ale cyklicznie ta strata jest niwelowana, co może bardzo cieszyć zarząd Red Bulla, który w ostatnim czasie ma spory problem ze znalezieniem drugiego talentu na miarę Maxa Verstappena.