Podsumowanie GP USA: Lewis Hamilton przypieczętował szósty tytuł mistrza świata F1

Lewis Hamilton potrzebował tylko czterech punktów, by pozbawić swojego jedynego już rywala, Valtteriego Bottasa, jakichkolwiek szans na odebranie mu tytułu. Co prawda Fin stanął na najwyższym stopniu podium, jednak drugie miejsce Hamiltona rozwiało wszelkie wątpliwości – to on, po raz szósty w swojej karierze, został Mistrzem Świata Formuły 1. Do wyrównania rekordu Michaela Schumachera brakuje mu tylko jednego trofeum.

Mercedes

Weekend dla ekipy z Brackley od początku układał się niemal idealnie. Podczas piątkowych treningów obaj kierowcy testowali nowe opony Pirelli na sezon 2020, przez co uzyskane czasy nie były miarodajne.

Valtteri Bottas okazał się niespodzianką sobotnich kwalifikacji. Zdobywca pole position wykręcił czas lepszy od drugiego Sebastiana Vettela o zaledwie 0.012 sekundy. Zaliczył również bardzo dobry start, utrzymując prowadzenie.

Odpowiednia strategia wyścigowa pozwoliła Bottasowi utrzymać pozycję w czołówce, mimo dwóch pit stopów. Walka o pierwsze miejsce rozegrała się pomiędzy partnerami z zespołu – na trzy okrążenia przed metą zawodnik z Finlandii wyprzedził jadącego na bardziej zużytym ogumieniu Lewisa Hamiltona, co dało Bottasowi siódme zwycięstwo w karierze oraz wicemistrzostwo świata.

Lewis Hamilton musiał dojechać do mety na co najmniej ósmym miejscu, by jego szósty tytuł mistrzowski stał się faktem. Do wyścigu startował z piątej pozycji i po zgaśnięciu czerwonych świateł, bardzo szybko zabrał się za odrabianie strat.

Przedłużał swój pierwszy stint, zjeżdżając do boksu tylko raz, na dwudziestym czwartym okrążeniu. Po zmianie opon odzyskał swoje dobre tempo i doganiał rywali. Pod koniec wyścigu dogonił go Valtteri Bottas, któremu oddał pierwszą pozycję niemal bez walki. Było to 150 podium w karierze Brytyjczyka.

Dublet Mercedesa potwierdził zdobycie mistrzostwa i wicemistrzostwa dla zawodników tej ekipy.

Ferrari

Zespół z Maranello po raz kolejny pokazał rozczarowujący występ. Od początku weekendu ich tempo było różne, a Charles Leclerc zmagał się z problemami w swoim samochodzie, przez co opuścił trzecią sesję treningową. W kwalifikacjach zajęli drugie i czwarte miejsce, jednak już kilka okrążeń po starcie okazało się, że nie będzie to łatwy wyścig dla Scuderii.

Sebastian Vettel, startujący z pierwszej linii obok Valtteriego Bottasa, zaczął tracić kolejne pozycje i zakończył wyścig już na ósmym okrążeniu, po tym, jak przy prawym tylnym kole złamało się zawieszenie.

Charles Leclerc był w tym wyścigu właściwie niewidoczny. Jego słabe tempo nie pozwoliło mu na równą walkę z czołówką, stracił również wiele cennego czasu podczas nieudanego pit stopu (7.7 sekundy). Monakijczyk dojechał do mety aż czterdzieści siedem sekund za trzecim Maxem Verstappenem.

Postawa Ferrari podczas tego weekendu była poniżej oczekiwań. Ich nagły spadek formy mógł być wynikiem nowej dyrektywy FIA w kwestii silnika, któremu zarzucono niezgodność z regulaminem. Po szczegółowej inspekcji FIA odrzucono te podejrzenia.

Jeśli GP USA było dla Ferrari po prostu wypadkiem przy pracy, GP Brazylii powinna rozwiać wątpliwości, co do rzeczywistej formy tego zespołu.

Red Bull

Tym razem Max Verstappen wyciągnął odpowiednie wnioski sprzed tygodnia i przejechał bardzo dobry wyścig. Zaliczył także dobry start, co w tym sezonie nie zawsze mu się udawało. Jako pierwszy z czołówki zjechał na zmianę opon, jednak na trzydziestym czwartym okrążeniu ponownie odwiedził mechaników. Dojechał do mety na trzecim miejscu, powracając na podium po trzech Grand Prix.

Tym razem to Alex Albon miał "pod górkę" podczas wyścigu. Już na pierwszym okrążeniu, w wyniku kontaktu z Carlosem Sainzem z McLarena, musiał zjechać do boksu. Wylądował na ostatnim miejscu, ale sukcesywnie odrabiał pozycje. Mimo komunikatu inżyniera wyścigowego o zauważonych uszkodzeniach aerodynamicznych, Albon zakończył rywalizację na piątej pozycji. To kolejny bardzo dobry występ tajskiego zawodnika.

McLaren

Ekipa z Woking, po nieudanym GP Meksyku, wyjeżdża ze Stanów Zjednoczonych z podwójnymi punktami. Mimo kontaktu Sainza z Alexem Albonem tuż po starcie, Hiszpanowi udało się utrzymać na torze. Zajął ósme miejsce, jednak po wyścigu przyznał, że jego wynik byłby o wiele lepszy, gdyby nie problemy na pierwszym okrążeniu.

Lando Norris zaliczył dobry start, dzięki któremu wskoczył na piąte miejsce. Przez dużą część wyścigu walczył z Danielem Ricciardo, ostatecznie dojeżdżając do mety jako siódmy.

W tym sezonie kierowcy McLarena punktowali podwójnie po raz szósty, a uzyskany w ten weekend solidny wynik przybliżył ich do ukończenia tegorocznej rywalizacji na czwartym miejscu w klasyfikacji konstruktorów.

Renault

Dla francuskiej ekipy był to kolejny udany weekend, podczas którego obaj zawodnicy znaleźli się w pierwszej dziesiątce.

Daniel Ricciardo zaliczył znakomity występ na torze w Austin i dojechał do mety na wysokim, szóstym miejscu. Była to zasługa odpowiednio przygotowanej, agresywnej strategii wyścigowej, a ryzyko z zaplanowanym jednym pit stopem opłaciło się.

Nico Hulkenberg, który po tym sezonie żegna się z Renault, zajął dziewiąte miejsce. Był zadowolony z osiągniętego wyniku, który mógł być jednak lepszy, gdyby nie problemy w początkowej fazie rywalizacji.

Toro Rosso

Siostrzana ekipa Red Bulla nie może zaliczyć GP USA do udanych. Pierre Gasly, który jako jedyny z zespołu punktował w zeszłym tygodniu, tym razem dojechał do mety na szesnastym miejscu ze stratą jednego okrążenia do lidera.

Daniił Kwiat stracił dziesiątą pozycję po otrzymanej karze czasowej za spowodowanie kolizji z Sergio Perezem na ostatnim okrążeniu, w wyniku czego w samochodzie Racing Point zostało uszkodzone przednie skrzydło. Rosjanin zajął ostatecznie dwunastą lokatę. Otrzymał także punkt karny. Podobne zdarzenie z udziałem Kwiata miało miejsce przed tygodniem, podczas GP Meksyku.

Racing Point

Sobotnie kwalifikacje w wykonaniu kierowców ekipy Racing Point wypadły fatalnie. Już w Q1 z rywalizacji odpadł Sergio Perez, który dodatkowo otrzymał karę za niestawienie się na ważenie podczas trzeciej sesji treningowej, przez co startował do wyścigu z alei serwisowej. Udało mu się dojechać do mety na dziesiątej pozycji i zdobyć jedyny punkt dla zespołu podczas tego weekendu.

Lance Stroll uplasował się na trzynastym miejscu, o jedno wyżej od wywalczonego w kwalifikacjach.

Alfa Romeo i Haas

To kolejny wyścigowy weekend, który zespoły Alfa Romeo i Haas zakończyły bez zdobyczy punktowej.

W sobotę obaj kierowcy ekipy z Hinwil odpadli już w pierwszym segmencie kwalifikacji, a podczas wyścigu nie wykazali się żadnym godnym uwagi popisem. Kimi Raikkonen otarł się o punkty, zajmując jedenastą lokatę, a Antonio Giovinazzi czternastą

Ekipa Haas optymistycznie podchodziła do wyścigu w Austin, ale niestety – tym razem obaj zawodnicy także się nie popisali.

Już w piątek Romain Grosjean przyprawił szefa zespołu Gunthera Steinera o kilka kolejnych siwych włosów, rozbijając się podczas drugiej sesji treningowej, w czasie której testował nowe przednie skrzydło. W kwalifikacjach zajął piętnaste miejsce i na tym samym ukończył niedzielny wyścig.

Kevin Magnussen zakończył GP USA na ostatniej osiemnastej pozycji, lądując na żwirowym poboczu na dwa okrążenia przed metą, po awarii prawej tarczy hamulcowej.

Williams

W ekipie z Grove bez niespodzianek. Robert Kubica swoim dobrym startem kolejny raz udowodnił, że zasługuje na fotel w prawdziwym zespole Formuły 1, jednak na trzydziestym trzecim okrążeniu dopadł go pech i musiał wycofać się z wyścigu z powodu awarii układu hydraulicznego.

George Russell dojechał do mety jako siedemnasty, ze stratą dwóch okrążeń do zwycięscy Valtteriego Bottasa.