Podsumowanie GP Meksyku: Mercedes i Ferrari z kolejnymi rekordami w F1

Tegoroczna Grand Prix Meksyku za nami. Na torze imienia braci Rodriguez kolejne zwycięstwo odniósł Lewis Hamilton. Triumf niespodziewany – ponieważ Mercedes nie był uznany za faworyta w tym wyścigu. Mimo to, na przypieczętowanie szóstego tytułu mistrza świata, Brytyjczyk musi jeszcze poczekać.

Warto także odnotować, że była to setna wygrana Mercedesa jako konstruktora.

W sobotnich kwalifikacjach Max Verstappen dosyć sensacyjnie wywalczył pole position, jednak za sprawą nałożonej na niego kary (zignorowanie podwójnej żółtej flagi po wypadku Valtteriego Bottasa w ostatnim segmencie kwalifikacji), stracił pierwsze miejsce startowe na rzecz Charlesa Leclerca. W ten sposób pierwszą linię zajęli dwaj kierowcy Ferrari. Holender startował z czwartej pozycji, za Lewisem Hamiltonem.

Mercedes

Lewis Hamilton i Valtteri Bottas zajęli w kwalifikacjach odpowiednio 4. i 6. miejsce. Po starcie Hamilton stracił nieco panowanie nad samochodem, czego skutkiem był kontakt z Verstappenem. Na szczęście Brytyjczyka, obyło się bez poważniejszych konsekwencji i przedwczesnych odwiedzin u mechaników. Zmienił opony jako pierwszy zawodnik z czołówki, przez co, swoim zwyczajem, narzekał na słuszność tej decyzji. Finalnie to właśnie taka strategia pozwoliła mu odnieść zwycięstwo.

Valtteri Bottas może zaliczyć ten weekend do udanych. Sobotnia kraksa w ostatnim zakręcie toru, po której skarżył się na ból w kolanie, nie dawała mu nadziei na dobry wynik. Jednak dzięki genialnej pracy mechaników Mercedesa i uniknięciu kar za pozaregulaminową wymianę podzespołów, startował z wywalczonej szóstej pozycji. Na starcie stracił jedno miejsce, walczył także z Verstappenem, który podczas próby wyprzedzenia Fina, przebił oponę i wylądował na ostatnim miejscu. Biorąc pod uwagę wypadek z kwalifikacji, dla Bottasa, trzecie miejsce było zadowalającym wynikiem.

Ferrari

Swoisty rekord ustanowiła w ten weekend także Scuderia. Po karze dla Verstappena, Charles Leclerc startował do wyścigu z pole position, a Sebastian Vettel z drugiego pola. Zawodnicy Ferrari stanęli obok siebie w pierwszej linii po raz 65.

Sam start był bardzo dobry, kierowcy zdołali obronić swoje pozycje. Z racji tego, iż ich największy rywal – Mercedes, nie był tu faworytem i nie osiągał tak dobrego tempa, wygrana dla Ferrari była niemal pewna. Problemem była odpowiednia strategia wyścigowa, która wielokrotnie w tym sezonie odbierała zespołowi szansę na zwycięstwo. Tym razem nie było inaczej.

Sebastian Vettel przedłużył swój pierwszy stint i zjechał na zmianę opon kilkanaście okrążeń po Hamiltonie. Świeże ogumienie miało umożliwić skuteczną walkę o zwycięstwo z kierowcą Mercedesa, niestety Vettelowi się to nie udało. Musiał także bronić swojej drugiej pozycji przed mocno naciskającym na niego Bottasem. Zdołał dojechać do mety przed Finem, zajmując drugie miejsce.

Strategia Leclerca zakładała dwa pit stopy. Na 43. okrążeniu powiadomił swojego inżyniera o złym stanie opon. Został ściągnięty do boksu na drugi postój, który trwał ponad sześć sekund z powodu problemów z lewą tylną oponą. Monakijczyk wyjechał na piątym miejscu, ostatecznie zajmując w wyścigu czwartą lokatę.

To kolejny występ ekipy z Maranello, w którym plany na zwycięstwo pokrzyżowała zła strategia.

Red Bull

Kiedy już wydawało się, że Max Vestappen pokonał demony z zeszłego sezonu i stał się odpowiedzialnym i bardziej dojrzałym kierowcą, GP Meksyku pokazała, że do jego „kompletności” brakuje sporej lekcji pokory.

Zachowałby pole position, gdyby nie zignorował podwójnej żółtej flagi i zdjął nogę z gazu, widząc rozbity na poboczu samochód Mercedesa (tak jak zrobił to Sebastian Vettel, który uniknął w ten sposób kary). W wyścigu po raz kolejny stracił szansę na walkę o najwyższe miejsca z powodu swojej niecierpliwości. Tuż po starcie zaliczył kontakt z Hamiltonem, w wyniku której spadł na 8. miejsce. Kilka okrążeń później, podczas wyprzedzania Bottasa, zahaczył o przód jego samochodu i przebił oponę, lądując na samym końcu stawki. Przez cały wyścig konsekwentnie przebijał się na wyższe pozycje, dowożąc do mety szóste miejsce.

Z kolei jego partner z ekipy, Alex Albon po raz kolejny udowodnił, że zasługuje na reprezentowanie barw Red Bulla. Po przejściu z Toro Rosso, w każdym wyścigu meldował się na mecie w pierwszej szóstce. Tym razem dojechał na piątym miejscu, tuż przed Verstappenem. Jego dalsza kariera w barwach tego zespołu wydaje się być coraz bardziej pewna.

McLaren

Fatalny błąd mechaników zrujnował znakomicie zapowiadający się występ Lando Norrisa. Podczas wymiany opon jedno z kół zostało źle dokręcone, przez co kierowca musiał zatrzymać się kilkanaście metrów po wyjeździe ze swojego stanowiska. Został dopchnięty z powrotem na miejsce, gdzie tym razem wymiana odbyła się prawidłowo. Norris wyjechał jednak na ostatnim miejscu i przez dłuższy czas nie mógł w żaden sposób nawiązać walki z jadącym przed nim kierowcą. Na 51. okrążeniu został ściągnięty do boksu, co oznaczało dla niego koniec wyścigu.

Niedziela nie ułożyła się również po myśli Carlosa Sainza. Znakomicie spisujący się w sesjach treningowych, po walce z Mercedesami i dużymi problemami z ogumieniem, zajął 13. pozycję. Specyfika tego toru oraz nietypowe warunki nie odpowiadają zespołowi McLarena, który liczy na poprawę osiągów w zbliżającej się GP USA.

Renault

Po trudnym dla zespołu tygodniu, Renault wyjeżdża z Meksyku z podwójnymi punktami. Kluczem do sukcesu okazała się dobra strategia i zastosowanie twardej mieszanki w odpowiednim czasie.

Wynik ten mogła zaprzepaścić kolizja Hulkenberga z Daniiłem Kwiatem tuż przed przekroczeniem linii mety, jednak Niemcowi udało się zachować punktowane miejsce.

Daniel Ricciardo, który rok temu wywalczył na tym torze pole position, jeszcze w barwach Red Bulla, nie krył swojego zadowolenia po zakończonym wyścigu. Po widowiskowej potyczce na torze z ulubieńcem publiczności Sergio Perezem, zajął 8. miejsce. Był to również jego pierwszy ukończony wyścig o GP Meksyku od sezonu 2016.

Toro Rosso

Siostrzany zespół Red Bulla mógłby mówić o dobrym występie, gdyby nie 10-sekundowa kara nałożona na Daniiła Kwiata. Na ostatnim okrążeniu wyścigu, w sekcji stadionowej, po nieudanej próbie wyprzedzenia Nico Hulkenberga, zakończonej kolizją, Rosjanin spadł z 9. pozycji na 11.

Dzięki wypadnięciu Kwiata z pierwszej 10-tki, zmagający się z wirusem Pierre Gasly zajął 9. miejsce.

Racing Point

GP Meksyku była domowym wyścigiem dla kierowcy RP, Sergio Pereza. Wspierany przez wielotysięczny tłum kibiców startował do wyścigu z 11. pola, co umożliwiło mu dobranie korzystniejszej strategii z wyborem opon na start. Na kilku początkowych okrążeniach zdołał wyprzedzić dwóch kierowców Toro Rosso, a przed pierwszym zjazdem do alei serwisowej zajmował szóstą pozycję. Po zmianie opon utrzymał się w pierwszej dziesiątce, ostatecznie przekraczając linię mety na siódmym miejscu. Udało mu się obronić tę pozycję przed Danielem Ricciardo z Renault.

Kanadyjczyk Lance Stroll ukończył wyścig na tuż za punktowaną dziesiątką.

Alfa Romeo

Alfa Romeo może mówić o sporym pechu. Najpierw nieudany pit stop Antonio Giovinazziego, podczas którego jego samochód spadł z podnośnika, przez co stracił wiele sekund, potem przedwczesne zakończenie wyścigu dla weterana Kimiego Raikkonena, który po komunikacie swojego inżyniera wyścigowego, został wezwany do alei serwisowej na 11 okrążeń przed metą. Powodem tej decyzji było poważne uszkodzenie podłogi oraz układu chłodzenia po kontakcie z dwoma bolidami na starcie wyścigu. Giovinazzi dojechał do mety na 14. miejscu.

Haas

Jeszcze przed rozpoczęciem zmagań na torze, amerykańska ekipa zakładała spore problemy. Kierowcy Haasa nie najlepiej spisywali się podczas treningów, a w sobotnie kwalifikacje zakończyli już w Q1. Niedziela była dla nich jeszcze trudniejsza, gdy okazało się, że przez sporą część dystansu Romain Grosjean nie był w stanie nawiązać walki z kierowcami Williamsa. Francuzki zawodnik, który bardzo narzekał na tempo swojego samochodu oraz na złą pracę opon, zajął przedostatnie, 17. miejsce.

Kevin Magnussen przejechał cały wyścig z uszkodzonym, po kontakcie z Raikkonenem, bolidem, dojeżdżając na piętnastej pozycji. W rozmowie z dziennikarzami podkreślił, że było to maksimum, jakie byli w stanie osiągnąć podczas tego weekendu.

Williams

Ekipa z Grove przyzwyczaiła nas do swoich „drugoligowych” występów, jednak tempo obu samochodów podczas GP Meksyku – z dosyć niejasnych powodów – było lepsze, niż początkowo zakładano.

Robert Kubica i George Russel byli nawet w stanie powalczyć ze sobą na torze, a zwycięsko z tego pojedynku wyszedł Polak, zajmując 18. lokatę. Przez bardzo długi okres udawało mu się utrzymać Brytyjczyka za sobą. Kubica dojechałby do mety na szesnastej pozycji, gdyby nie przebita opona i dodatkowy zjazd do alei serwisowej. Dzięki temu George Russel po raz kolejny w tym sezonie zajął miejsce przed polskim zawodnikiem.