Podsumowanie GP Kanady: Procesja zdominowana przez Vettela

GP Kanady nie rozpieszczało względem emocji, ale przynajmniej doszło do ważnej zmiany w kontekście pojedynku o mistrzowski tytuł i układu sił w klasyfikacji generalnej. Sebastian Vettel pokonał Lewisa Hamiltona na torze, który jest tak naprawdę jego świątynią.

Podczas zawodów w Montrealu wszyscy kibice i eksperci na ustach mieli dwa słowa: silniki oraz opony hiper miękkie. To były kluczowe czynniki, które zdecydowały o takich, a nie innych wynikach GP Kanady. W tym kontekście przede wszystkim malowała się porażka ekipy Mercedesa.

Jedno Ferrari wykonało robotę

Nie ma sensu przesadnie rozpisywać się na temat występu Sebastiana Vettela w GP Kanady. Czterokrotny mistrz świata zdominował całą rundę i jechał po prostu perfekcyjnie. W naprawdę pięknym, nienagannym stylu sięgnął po pięćdziesiąte zwycięstwo w swojej karierze i pierwsze w Montrealu dla Ferrari od 2004 roku.

Zdecydowanie mniej pochlebnych słów można użyć opisując występ Kimiego Raikkonena. Ujmując to metaforycznie, Fin znalazł wspólny język z maszyną SF71H i na początku sezonu chwaliliśmy jego formę. Dziś możemy powiedzieć, że jeśli to jest jego 100%, to już czas najwyższy na emeryturę. Kierowca Ferrari popełnił błąd w kluczowym momencie kwalifikacji, a jego tempo wyścigowe po raz kolejny bardziej przypominało przejażdżkę do sklepu po bułki niż pełną determinacji walkę o jak najlepszy wynik.

Kimi Raikkonen minął linię mety pół minuty za swoim partnerem z ekipy, nie odebrał cennych punktów Lewisowi Hamiltonowi. Chyba już czas na korektę w składzie kierowców zespołu Ferrari…

Rewelacyjny występ Bottasa

Valtteri w zeszłym sezonie wyraźnie odstawał od Lewisa Hamiltona, ale to już jest przeszłość. Może nadal Fin nie ma w swojej jeździe takiego prawdziwego błysku, który charakteryzuje największych mistrzów kierownicy, jednak w tym roku stanowi pewnego rodzaju konkurencję dla swojego partnera z ekipy.

Podczas gdy Lewis Hamilton popełnił błąd na hamowaniu do nawrotu w kwalifikacjach, Valtteri Bottas wywalczył miejsce w pierwszym rzędzie i na starcie wyścigu nie dał się sprowadzić do parteru Maxowi Verstappenowi, który z całych sił próbował go wyprzedzić. Później co prawda oglądał jedynie plecy Sebastiana Vettela, ale pilnował dystansu i w przypadku wyraźnego błędu Niemca, mógłby objąć prowadzenie.

Toto Wolff co prawda po wyścigu w Kanadzie powiedział, że Mercedes powinien się przebudzić, ale fakty są takie, że ekipa z Brackley po raz kolejny ograniczyła swoje straty do minimum. Siedem Grand Prix na jednym silniku? Okazuje się, że jest to możliwe i niewątpliwie może przynieść pewnego rodzaju korzyści w dalszej części sezonu.

Nareszcie spokojny wyścig Maxa

Max Verstappen w tym sezonie nie zaliczył ani jednego weekendu Grand Prix bez przygody. Na szczęście ta passa zakończyła się na torze w Montrealu. Młody Holender na pierwszych metrach próbował wyprzedzić Valtteriego Bottasa, ale później tak naprawdę nie miał z kim walczyć, ale po samym wyścigu dało się odnieść wrażenie, że wreszcie odetchnął z ulgą.

Tego było mu potrzeba i należy przypuszczać, że się odblokuje, z pewnością częściej będziemy go oglądali na podium. Skoro Red Bull na „silnikowym” torze tak dobrze się spisuje, to można śmiało przypuszczać, że na obiektach takich jak chociażby Hunaroring może być naprawdę bardzo konkurencyjny.

Renault liderem środka stawki

Ekipa z Enstone ma wyraźną przewagę nad pozostałymi konkurentami ze środka stawki. GP Kanady pokazało jednak dość wyraźnie, że przepaść dzieląca trzy najlepsze zespoły i resztę jest gigantyczna. Zarówno Carlos Sainz jak i Nico Hulkenberg zostali zdublowani przez liderów.

Ocon i Leclerc – kolejne świetne występy młodzieży

Charles Leclerc ostatnimi czasy stał się gwiazdą Formuły 1. Po co najmniej dobrych jak na możliwości auta zespołu Sauber wynikach, wszyscy widzą w nim przyszłego mistrza świata i słusznie. Sposób w jaki obronił się przed Fernando Alonso był z całą pewnością dla Hiszpana zawstydzający.

Esteban Ocon natomiast potwierdził, że zespół Force India powoli wraca na dobre tory. Zarówno on jak i Sergio Perez nie odstawali tak bardzo, jakby mogło się to wydawać od zawodników Renault. Można więc powiedzieć tylko jedno: nareszcie!

Tak przebiegało GP Kanady, a już za dwa tygodnie czeka nas trzytygodniowy maraton z Formułą 1. Na początek powracająca do kalendarza GP Francji na torze Paul Ricard, następnie dobrze nam już znane GP Austrii z udziałem Roberta Kubicy w pierwszej sesji treningowej oraz na deser mekka F1, czyli GP Wielkiej Brytanii.

Bieżący tydzień z kolei będzie zdominowany przez wyścig 24H Le Mans. Fernando Alonso nie ma najlepszych wspomnień ze swojego 300 wyścigu Formuły 1, więc może powetuje sobie to zwycięstwem w tych legendarnych zawodach? Jest na to duża szansa, a o przebiegu 24H Le Mans będziemy szeroko pisali na łamach naszego serwisu. Już teraz serdecznie zapraszamy!