Formuła 1

Charles Leclerc i Sebastian Vettel - Scuderia Ferrari Mission Winnow

Dramat Ferrari w GP Brazylii. Analiza incydentu pomiędzy Sebastianem Vettelem a Charlesem Leclerkiem

Nie o takim GP Brazylii marzył zespół Ferrari. Sebastian Vettel zderzył się z Charlesem Leclerkiem na pięć okrążeń przed końcem wyścigu, powodując ich wycofaniem z dalszej rywalizacji. Każdy z kierowców ma jednak swój punkt widzenia dotyczący incydentu. Jak widzę to ja i co o tym sądzi Mattia Binotto? Zapraszamy do lektury.

Dobre złego początki

Już przed weekendem w Brazylii było pewne, że Charles Leclerc będzie cofnięty na starcie wyścigu i czeka go pogoń za dużymi punktami. Ostatecznie w kwalifikacjach zajął czwarte miejsce, więc startował z czternastego pola. Nowy silnik miał mu jednak ułatwić zadanie i pomóc mu szybko odrobić straty. Z kolei Sebastian Vettel spisał się bardzo dobrze w sobotniej „czasówce”, w której zajął drugie miejsce. GP Brazylii mogło być więc całkiem udanym wyścigiem dla stajni z Maranello.

Na starcie wydawało się, że Sebastian Vettel będzie mógł powalczyć o prowadzenie z Maxem Verstappenem, ale ostatecznie brudniejsza część toru sprawiła, że był bezradny w starciu z ruszającym z trzeciego pola Lewisem Hamiltonem. Z kolei Charles Leclerc bardzo szybko przebijał się przez stawkę, wyprzedzając kolejnych kierowców. Po kilku okrążeniach Monakijczyk był już szósty. Do jadącego przed nim Alexandra Albona tracił około trzy sekundy.

Wraz z czasem trwania wyścigu i pojedynkiem strategicznym Leclercowi udało się znaleźć na piątym miejscu, przed Valtterim Bottasem. Monakijczyk świetnie się bronił przed atakującym go Finem aż do momentu, gdy jednostka napędowa Mercedesa wyzionęła ducha. Najpierw pojawiły się więc żółte flagi, a chwilę później na tor wyjechał samochód bezpieczeństwa. Wielu kierowców wykorzystało ten moment, by zjechać do alei serwisowej i zmienić opony, w tym gronie znajdował się również Charles Leclerc. Chwilę wcześniej miękkie ogumienia założono również w samochodach Alexandra Albona i Sebastiana Vettela.

Tuż przed restartem czołowa piątka prezentowała się następująco: Lewis Hamilton, Max Verstappen, Sebastian Vettel, Alexander Albon i Charles Leclerc.

Niezbyt udany restart i kolizja

Lewis Hamilton bardzo mocno zwolnił przed wznowieniem rywalizacji, chcąc zmaksymalizować swoje szanse na utrzymanie prowadzenia. Na nic się to zdało, gdyż Max Verstappen wykorzystał tunel aerodynamiczny i wyprzedził brytyjskiego kierowca. Z kolei za jego plecami podobnie zachował się Alexander Albon. Taj w pięknym stylu ograł czterokrotnego mistrza świata i awansował na trzecią pozycję. Tym samym duet Ferrari znalazł się na miejscach 4-5.

Wydawało się, że Sebastian Vettel będzie mógł wykorzystać moc swojej jednostki napędowej, by po kilku okrążeniach odzyskać straconą na rzecz Albona pozycję, ale Taj doskonale się bronił. Niemiec próbował go wyprzedzić na prostej start/meta, korzystając z systemu DRS, ale kierowca Red Bulla skontrował swojego rywala w pierwszym zakręcie i utrzymał się na trzeciej pozycji.

Można było sądzić, że czterokrotny mistrz świata podejmie się jeszcze kolejnej próby ataku, lecz ta już nie nastąpiła. Co więcej, na pięć okrążeń przed metą Vettel stracił czwarte miejsce na rzecz Charlesa Leclerca. Monakijczyk wyprzedził swojego zespołowego partnera w zakręcie numer jeden.

Podrażniony Niemiec nie zamierzał jednak odpuszczać. Vettel wykorzystał tunel aerodynamiczny na prostej prowadzącej do zakrętu czwartego i zaczął wyprzedzać Leclerca. Gdy jego tylna oś znalazła się na wysokości przedniego skrzydła Monakijczyka, nagle doszło między kierowcami do kontaktu. Vettel zjechał bowiem nieco do środka toru i zahaczył o samochód swojego zespołowego partnera.

U Niemca doszło do przebicia lewej tylnej opony, natomiast w samochodzie Monakijczyka uszkodzone zostało przednie skrzydło. Ostatecznie zmusiło to kierowców Ferrari do wycofania się z wyścigu i znacznie oddaliło ich od rywalizacji z Maxem Verstappenem o trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej.

Gdzieś już to widziałem

W przeszłości dochodziło do wielu kolizji pomiędzy dwójką kierowców jeżdżących w tym samym zespole. W ostatnich latach najbardziej w pamięć zapadły pojedynki Lewisa Hamiltona z Nico Rosbergiem. Również pamiętna jest kolizja Marka Webbera z Sebastianem Vettelem w Turcji w 2010 roku. Wówczas walka między kierowcami Red Bulla toczyła się o zwycięstwo, a ostatecznie zakończyła na poboczu toru.

Tutaj było podobnie, ale jednak trochę inaczej. Podrażniony kolejną stratą pozycji Vettel chciał szybko się zrewanżować i podjął się próby ataku. Niestety, zbyt wcześnie próbował zjechać do wewnętrznej i spowodował kontakt. Wina leży więc po jego stronie. Należy jednak zrozumieć tutaj zachowanie czterokrotnego mistrza świata. W tym roku miał walczyć o tytuł, a jak na razie przegrywa w klasyfikacji generalnej ze swoim zespołowym partnerem, który w Ferrari spędza dopiero swój pierwszy rok. Irytacja narasta więc z rundy na rundę. Czy jednak takie błędy mogą przytrafiać się czterokrotnemu mistrzowi świata? Każdy ma już swoje własne zdanie, pamiętajmy jednak, że są to tylko ludzie.

W tym roku już kilka razy dochodziło do starć pomiędzy kierowcami stajni z Maranello, ale głównie toczyło się to na płaszczyźnie strategicznej. Zespół decydował bowiem, którego ze swoich podopiecznych stawia w uprzywilejowanej sytuacji. Żaden jednak nie chciał się godzić, by traktowano go jako tego drugiego. Pojedynek z Brazylii jest idealnym tego dowodem. Niestety, dla obu kierowców zakończyło się to najgorzej jak mogło – wyeliminowaniem z wyścigu. Czy można było tego uniknąć? Leclerc musiałby odpuścić, a Vettel aż tak bardzo nie ryzykować. 

Punkt widzenia

Jak incydent ten widzą kierowcy? Oczywiście, każdy z nich ma swoją teorię. Charles Leclerc nie widzi w swoim zachowaniu żadnej winy, tłumacząc się tym, że zostawił Sebastianowi wystarczającą przestrzeń, a sam, podczas wyprzedzania, zachował się fair.

„Z mojego punktu widzenia, wyprzedziłem go w pierwszym zakręcie, cieszyłem się podczas tego manewru. Później w trzecim musiałem być blisko, ponieważ wiedziałem, że Sebastian spróbuje ponownie” – wyjaśniał Leclerc w rozmowie ze Sky Sports F1. „Zrobił to, pojechał po zewnętrznej, gdzie było mało miejsca, ale trochę mu zostawiłem”.

„Potem pod koniec prostej zaczął trochę mnie przyciskać do wewnętrznej i byliśmy bardzo blisko siebie. Wszystko stało się bardzo szybko. Gdy tylko zjechał do wewnętrznej, zetknęliśmy się i potem doszło do przebicia”.

„Jeszcze nie wydziałem Seba, ale jestem prawie pewien, że jesteśmy wystarczająco dojrzali, by pozostawić to za sobą. Oboje bardzo przepraszamy zespół, że zakończyło się to takim rezultatem. W przyszłości zostawimy to za sobą i będziemy kontynuować wspólną pracę” – dodał Monakijczyk.

Trochę inny punkt widzenia ma Sebastian Vettel, który uważa, że Leclerc nie dał mu wystarczająco miejsca. Nie był jednak zbyt wylewny.

„Myślę, że jest to szkoda dla zespołu, moglibyśmy uzyskać lepszy rezultat” – mówił z kolei Sebastian Vettel. „Mieliśmy wielką walkę, myślałem, że jestem szybszy od niego, ale nie wiem dlaczego się dotknęliśmy, szkoda”.

„W tym momencie nie miałem dużo miejsca po prawej stronie. Miałem lepsze wyjście z zakrętu trzeciego i spróbowałem go wyprzedzić” – dodał Niemiec.

„Muszą zrozumieć, że zniszczyli wyścig Ferrari”

Wydawać się mogło, że mieć w zespole dwóch bardzo dobrych kierowców, to skarb. Nic bardziej mylnego. Historia pokazała już, że tacy zawodnicy są na tyle ambitni, że żaden z nich nie chce być tym drugim. Powoduje to duże konflikty między nimi, które działają ze szkodą dla zespołu. Choć kibice nie lubią poleceń wydawanych przez radio, tak czasami są one konieczne, by ostudzić temperament kierowców.

Owszem, Formuła 1 i każdy inny sport motorowy polega na emocjach i wyprzedzaniu, ale nie można działać ze szkodą dla swojego zespołu. Wszystko musi odbywać się fair, a własną ambicję czasami trzema utemperować.

Zespół Ferrari potwierdził już, że musi porozmawiać ze swoimi podopiecznymi na temat wydarzeń z Brazylii i być może nie wyda oficjalnego podsumowania wydarzeń z Grand Prix.

„Oczywiście, jeśli spojrzymy na nasz zespół, jesteśmy naprawdę rozczarowani, ponieważ błąd popełniony przez dwóch kierowców drogo nas kosztował” – mówił dla Sky Sports Italy Mattia Binotto. „Przeanalizujemy to, co wydarzy się w najbliższych dniach. Nie chcę tego teraz mówić, ponieważ jeszcze wszystkiego nie oglądałem, ale obaj kierowcy muszą zrozumieć, że zniszczyli wyścig Ferrari”.

„Kierowcy mieli swobodę walki, ale jest to kosztowny błąd, który zniszczył pracę całego zespołu. Myślimy o tym, aby nie przeprowadzać podsumowania, ponieważ musimy wysłać wiadomość do obu kierowców. Rozmawiałem już z nimi, że są to wypadki, które mogą się zdarzyć, ale obaj ponoszą odpowiedzialność” – kontynuował szef Ferrari.

Binotto zaznaczył również, że będzie mieć pełną władzę nad swoimi kierowcami w podobnych sytuacjach, jeśli w przyszłym roku będą oni walczyć o mistrzostwo.

„Jeśli w przyszłym roku będziemy mieli dwóch kierowców walczących o tytuł mistrzowski, bylibyśmy szczęśliwy i pozwolilibyśmy im swobodnie walczyć, ale w tej sytuacji? Nie”.

Brak kar od sędziów

Incydent pomiędzy Leclerkiem a Vettelem był również analizowany przez sędziów. Uznali oni jednak, że na żadnego z nich nie nałożą kary, argumentując to tak: "Obaj kierowcy mieli okazję, by uniknąć lub złagodzić incydent, dlatego żaden z nich nie ponosi w głównej mierze winy".

© 2011-2019 Motorsport Grand Prix. Wszelkie Prawa Zastrzeżone