Formuła 1

Charles Leclerc - Scuderia Ferrari

Czy Charles Leclerc będzie w stanie pokonać Sebastiana Vettela?

W sezonie 2019 skład kierowców Scuderii Ferrari ulegnie zmianie. Barwy włoskiej stajni będą reprezentować Sebastian Vettel i Charles Leclerc.

Kiedy ogłoszono, że Monakijczyk, będzie drugim kierowcą ekipy z Maranello w mediach bardzo mocno zawrzało. Internauci podzielili się na dwa „obozy”. Jedni uważali, że to zbyt duże ryzyko, aby zastąpić doświadczonego, byłego mistrza świata Kimiego Raikkonena młodym debiutantem, który dopiero co odnajduje się w świecie królowej sportów motorowych. Drudzy uważali, że to może być ten „wybraniec”, który ma przywrócić Ferrari blask i wyprowadzić na szczyt. Wyniki 21-latka były jednak bardzo imponujące w zakończonym sezonie i można odnieść wrażenie, że Leclerc jest bardzo szybki, ale czy wystarczająco, aby „rzucić rękawicę” czterokrotnemu mistrzowi świata?

Statystyki za Vettelem

Statystyki przyszłych kolegów z zespołu są na korzyść Vettela. Niemiec debiutował w Formule 1 w wieku 19 lat w zespole Sauber i swoim pierwszym wyścigu od razu zdobył swój pierwszy punkt w mistrzostwach świata. Leclerc potrzebował czterech wyścigów, aby tego dokonać. Rok póżniej 21-letni wówczas Vettel już jako etatowy kierowca ekipy Scuderia Toro Rosso odniósł swoje pierwsze zwycięstwo w wyścigu o Grand Prix Włoch, dzień wcześniej wygrywając kwalifikacje na torze Monza. Niemiec zrobił to w dwudziestym drugim starcie w królowej sportów motorowych. Leclerc będzie miał szansę wyrównać to osiągnięcie, jeśli wygra inauguracyjny wyścig sezonu 2019 o Grand Prix Australii.

Vettel miał problemy z zespołowymi kolegami

Mogłoby się wydawać, że czterokrotny mistrz świata Formuły 1, z racji ilości zdobytych tytułów mistrzowskich, zawsze był na uprzywilejowanej pozycji w zespole. Trudno się z tym nie zgodzić, kiedy 31-latek jeździł w ekipie Red Bull Racing. Gdy jego partnerem był Mark Webber, to wszyscy kibice doskonale wiedzieli, że Niemiec jest faworyzowany przez stajnię z Milton Keynes. Widać to było szczególnie od sezonu 2011, aż do zakończenia kariery przez Webbera. Vettel miał tak mocną pozycję w austriackim teamie, że nawet słynna afera „Multi 21” z Grand Prix Malezji z 2013 roku, kiedy to dostał polecenie, aby nie wyprzedzać swojego kolegi z zespołu, do której obecny kierowca Ferrari oczywiście się nie dostosował, obeszła się bez poważniejszych konsekwencji.

Inaczej było w sezonie 2014. Po odejściu Marka Webbera, na jego miejsce przyszedł inny Australijczyk, kolejne „złote dziecko” Red Bulla, Daniel Ricciardo. Zmiany w przepisach w szczególności silników z V8 na V6 z turbodoładowaniem spowodowały, że Red Bull nie był tak konkurencyjny jak w poprzednich sezonach. Nie przeszkodziło to jednak nowemu koledze Vettela w odniesieniu swojego pierwszego zwycięstwa w Formule 1. Mało tego, Ricciardo wręcz zdominował już wtedy czterokrotnego mistrza świata. Trzecie miejsce w klasyfikacji kierowców i przewaga ponad siedemdziesięciu „oczek” nad ustępującym wtedy mistrzem świata. Vettel po sezonie postanowił zmienić otoczenie i odszedł do Ferrari.

Kolegą zespołowym Sebastiana został Kimi Raikkonen, który liczył na lepsze wyniki po fatalnym sezonie 2014. I rzeczywiście sytuacja Ferrari jak i fina uległa poprawie. Raikkonen zaczął stawać na podium, również nowy partner mistrza świata z sezonu 2007 szybko odnalazł się w nowej ekipie, czego sygnałem były trzy zwycięstwa i tytuł drugiego wicemistrza świata za kierowcami Mercedesa. Wydawało się, że Ferrari znowu postanowiło postawić na Niemca, jak za czasów Michaela Schumachera i ponumerować kierowców.

W sezonie 2017 pojawiła się realna szansa na walkę o mistrzostwo świata kierowców i konstruktorów. We wspomnianym sezonie Scuderia Ferrari bardzo często starała się pomagać Sebastianowi Vettelowi, kosztem strategii Kimiego Raikkonena. Wszystko układało się doskonale dla szesnastokrotnych mistrzów świata do Grand Prix Singapuru, kiedy to najbardziej utytułowany zespół w Formule 1 zaczął się po prostu gubić. Na pocieszenie został tytuł wicemistrza świata w obu klasyfikacjach.

W sezonie 2018 sytuacja w zespole się zmieniła. Niespodziewanie swoje dawne tempo sprzed najlepszych lat odzyskał Raikkonen. Wygrał swój pierwszy wyścig od pięciu lat i jednocześnie został najbardziej utytułowanym Finem pod względem zwycięstw w wyścigach Grand Prix. Vettel natomiast zaczął sezon od dwóch wygranych w dwóch pierwszych wyścigach sezonu. Potem kolizja z Verstappenem w Chinach i Japonii, nieukończony wyścig w Niemczech, kontakt z Hamiltonem we Włoszech doprowadziły do tego, że marzenia o piątym tytule trzeba odłożyć przynajmniej do następnego sezonu. Także Kimi Raikkonen niechętnie oddawał pozycje Vettelowi, wręcz można powiedzieć, że bardzo utrudniał życie swojemu partnerowi w niektórych wyścigach.

Jeśli zaś chodzi o Leclerca to Monakijczyk nigdy nie przegrał rywalizacji z kolegą z zespołu od czasu startów w samochodach jednomiejscowych. Również w tym sezonie nie dał żadnych szans Marcusowi Ericssonowi. Mało tego, 21-latek wyprzedził w klasyfikacji kierowców Romaina Grosjeana, który dysponował dużo lepszym samochodem zespołu Haas.

Leclerc kolejne „złote dziecko”

Charles Leclerc uznawany jest za jeden z największych talentów, jakie kiedykolwiek widziała Formuła 1. I trudno się z tym nie zgodzić. W swoich debiutanckich sezonach w seriach GP3 i F2, które są zapleczem Formuły 1, zdobywał tytuły mistrzowskie. Debiutancki sezon w królowej sportów motorowych w ekipie Saubera również był pomyślny. Dlatego ja również się dołączam do opinii, że Charles Leclerc, to przyszły mistrz świata Formuły 1.

Jeśli zaś chodzi o rywalizację z Sebastianem Vettelem, to jestem zdania, że Leclerc jest w stanie pokonać swojego przyszłego kolegę z zespołu, a nawet nie zdziwię się, jeśli ten młody chłopak zostanie mistrzem świata już w następnym sezonie i pogodzi Lewisa Hamiltona z niemieckim rywalem, bo jak mówi przysłowie: Gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta!

Pliki Cookie

© 2011-2018 Motorsport Grand Prix. Wszelkie Prawa Zastrzeżone