Menu

Wywiad z Christopherem Vlokiem

Christopher Vlok rozpoczął swoją przygodę ze sportem motorowym w 2008 roku w wieku 15 lat, gdy zbudował własnymi siłami samochód BMW E30 i wystartował w ostatniej rundzie New Zealand E30 Series, kończąc zmagania w połowie stawki. Rok później wystąpił w tych samych mistrzostwach kończąc je na czwartej pozycji z czterema zwycięstwami, dwoma pierwszymi polami startowymi i dziewięcioma podiami.

Nowo Zelandczyk startował także w takich seriach jak New Zealand Formula Ford Championship, Quebec Formula Tour 1600, South Island Formula Ford, Toyota Racing Series, Formula 3 Australian Drivers Championship, JK Racing Asia Series a także w Europejskiej Formule 3 Open.

Chris opowiedział nam jak rozpoczęła się jego przygoda ze sportami motorowymi, jakie są jego cele i plany na przyszłość.

Twoja kariera rozpoczęła się w momencie dołączenia do E30 BMW NZ Series z ręcznie wykonanym samochodem. Jak długo go budowałeś i co skłoniło Cię do tego?

Christopher Vlok: Tak, zacząłem ścigać się E30 BMW, który sam zbudowałem. To zabawne, ponieważ nikt z mojej rodziny na tym etapie nie brał nigdy udziały w sportach motorowych, nawet żaden z moich przyjaciół. Jednak wszyscy byliśmy wielkimi miłośnikami samochodów; wraz z bratem często kupowaliśmy i sprzedawaliśmy stare samochody w celu zarobienia pieniędzy w szkole średniej. Niezwykle umiłowałem sobie BMW serii 3 i już wkrótce stałem się posiadaczem małej kolekcji w domu. Mimo, że moja rodzina nie była zaangażowana w żaden sport motorowy, zawsze czułem potrzebę szybkości, co przełożyło się na zakup samochodu, ponieważ potrzebowałem szybszej maszyny bądź uczynić swoją o wiele szybszą. Sądzę, że w tym momencie narodziła się idea zbudowania wyścigowego auta, więc gdy tylko stare, zepsute BMW 318l z 1984 r. stało się dostępne w cenie około 400 dolarów nadarzyła się najlepsza okazja i jak najszybciej go kupiłem. Wszystko działo się bardzo szybko - od czasu powstania pomysłu po zdobycie samochodu minęło zaledwie parę dni. Moja rodzina ostrzegała mnie, że marnuję czas i pieniądze, jednak od kiedy ta idea zawróciła mi w głowie nie potrafiłem robić nic innego aż do momentu jej sfinalizowania. Wiedziałem, że być może będę żałował wydania wszystkich zarobionych pieniędzy. Bardzo dobrze pamiętam dzień, kiedy pojechałem odebrać samochód, podobnie jak moja mama. Auto było u mechanika w tamtejszym mieście w celu zamontowania nowej pompy paliwowej. Odbierając go, mama pozwoliła mi się nim przejechać jednak w drodze do domu podążała za mną powoli. Wpadłem na pomysł przetestowanie swojej maszyny, ponieważ był to pierwszy raz, kiedy siedziałem za jej kierownicą. Ku przerażeniu mojej mamy po chwili jechałem już po całej drodze, świetnie się bawiąc. Ze względu na ograniczony budżet, wykonałem całą robotę sam pomimo niewielkiego doświadczenia. Wiele się nauczyłem i dobrze spędziłem tamten czas. Kilka tygodni później samochód był całkowicie ukończony, domalowałem mu wyścigowe paski, umieściłem oryginalne felgi, skróciłem sprężyny w celu obniżenia auta, zamieściłem klatkę, zainstalowałem kubełkowy fotel i wyścigowe pasy oraz kierownicę, nawet wywierciłem dziury w tłumiku, aby był głośniejszy. Wyglądał świetnie podczas swojej pierwszej wycieczki na lokalnym torze wyścigowym, jednak okazało się wówczas, że czeka mnie jeszcze wiele pracy, aby uczynić go szybkim i lepszym w prowadzeniu. Zacząłem uczęszczać do lokalnego klubu wyścigowego BMW, gdzie spotkałem się ze wsparciem starszych członków. Jeden z nich podarował mi swój stary wyścigowy kombinezon oraz stare klocki hamulcowe ze swojego samochodu wyścigowego. Już wkrótce dysponowałem całkiem szybkim autem i natychmiast wziąłem udział w swoim pierwszym wyścigu. Zabrałem tam swoją rodzinę i dzięki temu również oni złapali haczyk, co trwa po dziś dzień. Jestem szczęśliwy, że tak bardzo pomagają mi w mojej karierze.

Większość kierowców zaczyna od kartingu, jednak w Twoim przypadku było inaczej. Dlaczego?

CV: Tak to prawda, ale tak szczerze to chciałbym mieć kartingową przeszłość. Duża część kierowców, z którymi teraz się ścigam była w kartingu już w wieku 5 lat, więc mają oni teraz 10 lat więcej doświadczenia wyścigowego niż ja, co jest dużą przewagą. Nie chodzi tylko o jazdę, ale też o znajdowanie funduszy. Mieli na to 10 lat - więcej niż ja, więc mogli zbudować solidne relacje ze sponsorami. Mogli wystartować z małą ilością pieniędzy, ale teraz te same kampanie dają im więcej - zwiększyły swoje wkłady na przestrzeni lat. Ktoś mógł zacząć z 250$ tu i ówdzie, a teraz ma 250 000$. Ja na uzbieranie budżetu miałem tylko 3 lata. Musiałem znaleźć sponsorów. Ponieważ przebrnąłem przez niższe serie tak szybko, mój budżet też musiał znacznie się zwiększyć w niedługim czasie. Musiałem te pieniądze znaleźć sam, bez wsparcia, co wcale nie pomagało. Można to porównać z sytuacją, kiedy idziesz do banku pożyczyć trochę pieniędzy. Bank, który cię zna, użyczy ci ich chętniej niż ten, który o tobie nie słyszał.

Założyłeś szkołę jazdy. Jakiego rodzaju jest to obiekt?

CV: Nie prowadzę szkoły jazdy jako takiej, ale w przerwie między wyścigami zajmuję się przeprowadzaniem dodatkowych treningów dla kierowców dla różnych szkół albo dealerów samochodowych. Daje mi to niezłą zabawę - mogę też poznać wiele ciekawych osób i pojeździć różnymi samochodami, które po prostu kocham. Służę również pomocą młodszym kierowcom jako trener.

Pochodzisz z Nowej Zelandii, ojczyzny wielu wspaniałych kierowców, jak choćby D. Hulme czy Ch. Amona. Widzisz w nich swoich idoli, punkt odniesienia?

CV: Pochodzę z Nowej Zelandii, to prawda, ale urodziłem się w Republice Południowej Afryki. Moje pochodzenie ma bardzo szczególne znaczenie w moim życiu, ale Nowa Zelandia to miejsce, które nazywam teraz domem. Oprócz korzeni Afrykańskich i Kiwi, mam też silne więzi z Kanadą, gdzie moja rodzina mieszka od prawie 5 lat. Jestem wielkim fanem hokeja i próbowałem nawet grać – przed karierą kierowcy wyścigowego. W Kanadzie nauczyłem się także jeździć w Quebec Formula Tour 1600. Każdy z tych krajów miał wielu wspaniałych reprezentantów w F1, a ci, których najbardziej cenię to Gillesa Villeneuva, Jody Schecktera, Bruca McLarena, Denniego Hulme czy Chrisa Amona właśnie. Co do Pana Amona, miałem okazję go spotkać przed wyścigiem odbywającym się w Nowej Zelandii w sezonie 2012.

Ile miałeś lat, gdy przeniosłeś się do Europy i z czym to się wiązało?

CV: Nigdy nie mieszkałem w Europie dłużej niż półtora miesiąca. Najczęściej – kiedy tylko mogę - wracam do domu pomiędzy wyścigami i zajmuję się czymś zupełnie innym niż ściganie – to pozwala mi skupić się na treningu oraz motorsporcie. Europa posiada wiele śmiesznych rzeczy, pięknych i niesamowitych miejsc, które chciałabym zwiedzać. Mimo tego, że są tak absorbujące i chciałbym to wszystko zobaczyć, wolę skupić się na rzeczach ważnych niż być na wakacjach.

Jak widzisz swoją przyszłość w Motorsporcie?

CV: Moja przyszłość w Motorsporcie... Mam wiele celów, jednak najważniejszy to oczywiście Formuła 1. Inne – w razie gdyby ten pierwszy nie wypalił – to chciałbym się ścigać na pewnym poziomie w Indycar, DTM, Le Mans czy V8 Supercars.

Ambicje? Plany na przyszłość?

CV: Sporo ich! Oczywiście chciałbym się dostać do F1, jednak jestem też zapalonym przedsiębiorcą i chciałbym zobaczyć jak moje projekty wchodzą w życie. Chciałbym zmienić coś na tym świecie i uczynić go lepszym miejscem będąc zaangażowanym w wiele projektów takich jak globalne ocieplenie, energia odnawialna czy opieka medyczna. Chciałbym także zrobić jak najwięcej dla akcji charytatywnych oraz dla tych, którzy nie są tak bogaci jak ja. Wiem, że wiele z nich jest bardzo ambitnych i sam się taki staję, jednak wierzę, że to jest to co nas ludzi skupia razem. Jeżeli nie spełnię moich celów poczuję się przez chwilę smutny, jednak moja radość będzie większa niż moje starania ze względu na wspaniałe momenty, jakie przeżyłem i jak wspaniałych ludzi poznałem, co według mnie jest ważniejsze. Jak już wcześniej powiedziałem, jeśli wpadnę na jakiś pomysł to nie mogę zrobić nic innego, dopóki go nie zrealizuję, obserwujcie mnie!

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE