Menu

Wywiad z Mateuszem Lisowskim

O powrocie do Porsche Supercup, swoich celach na przyszłość, wypadku w Kielcach a także o tym dlaczego Mateusz Lisowski nie kontynuował swojej kariery w kierunku bolidów jednomiejscowych.

Dlaczego zdecydowałeś się przenieść do Volkswagen Castrol Cup?

Mateusz Lisowski: Puchar jest budżetowo przystępny, samochody wyglądają naprawdę fajnie, a wyścigi odbywają się na ciekawych torach. Ważne dla mnie jest także to, że to są prawdziwe wyścigi, więc mogę czuć wszystkie emocje związane z jazdą i zaciętą rywalizacją. Każda seria, w której się startuje ma wpływ na to, jakim jest się zawodnikiem i daje możliwości rozwoju.

Podczas pierwszego weekendu wyścigowego w Poznaniu miałeś dobrą i złą passę. Jak oceniasz pierwsza rundę pucharu?

ML: Była bardzo dobra, wszystko szło zgodnie z planem, nie mieliśmy żadnych problemów z samochodem. W drugim wyścigu po prostu miałem pecha – zostałem ofiarą wypadku dwóch innych kierowców. Na szczęście pierwszy wyścig był perfekcyjny.

Z ósmego pola do zwycięstwa – jakie to uczucie?

ML: To jest coś wspaniałego. Nie ma nic lepszego niż jazda z odległej pozycji i wyprzedzanie jednego konkurenta za drugim. Było przy tym kilka kontaktów, było ostro, było twardo, ale jednocześnie walczyliśmy fair. Udało się wygrać, więc jak można się domyślić – to było świetne uczucie.

Jakbyś opisał specyfikę toru w Brnie?

ML: Tor jest szeroki, dość długi, obfituje w zjazdy i podjazdy, słowem konfiguracja jest naprawdę fajna. W niektórych miejscach są wysokie tarki, są też fragmenty toru, w których trzeba uważać i dobrze wychodzić z zakrętów, by ostatecznie wykręcić świetny czas.

Myślałeś o powrocie do Porsche Supercup?

ML: Oczywiście, że tak. To jedno z moich marzeń i jeden z moich celów, które chcę zrealizować, najlepiej już w przyszłym roku. Mam nadzieję, że wszystko dopniemy na ostatni guzik i za rok zobaczycie mnie w Porsche Supercup.

Zaczynałeś od kartingu, nie żałujesz, że nie kontynuowałeś swojej kariery w kierunku ścigania się w samochodach jednomiejscowych?

ML: Nigdy mnie to nie fascynowało tak, jak wyścigi w samochodach o zamkniętej konstrukcji. Nie podobają mi się single-seatery, między innymi dlatego, że w takich wyścigach praktycznie każdy kontakt powoduje uszkodzenie samochodu, co najczęściej kończy jazdę. Wyścigi samochodów jednomiejscowych są podobne do kartingu, a w tej dyscyplinie nie czułem się jakoś szczególnie dobrze. Dopiero jak wsiadłem w auto wyścigowe to poczułem, że to jest właśnie to, co chcę w życiu robić.

Którą z serii, w których startowałeś, wspominasz najlepiej?

ML: Skoda Octavia Cup i Scirocco Cup. Porsche Supercup też wspominam dobrze, mimo tego, że w tym cyklu miałem trochę pecha, zmagałem się z przeciwnościami losu. Jednak dzięki temu sporo zobaczyłem, dużo się nauczyłem i miałem szansę rywalizować z naprawdę szybkimi kierowcami.

Czy po wypadku w Kielcach w 2007 r. nie myślałeś o tym, żeby skończyć ze ściganiem?

ML: Nie, nie myślałem. To dopiero był początek mojej kariery, ale wiedziałem już, że wypadki się zdarzają. Pech polegał na tym, że to chyba jedyny obiekt na świecie, na którym ot tak można uderzyć w drzewo. To tak jakby Fernando Alonso jechał na torze w Spa i uderzył w drzewo. Po moim wypadku pojawiały się pytania o to, gdzie była strefa bezpieczeństwa, na co absurdalnie odpowiadano, że to drzewa były tą strefą. Nie unikam jednak toru w Kielcach, jeżdżę tam czasem potrenować, ale już zdecydowanie bardziej uważam na otoczenie nitki asfaltu.

Startowałeś w Skoda Octavia Cup, jakbyś ocenił i porównał poziom wyścigów w Polsce i w Czechach?

ML: To jest bardzo trudne pytanie, ponieważ tak naprawdę każda seria i każdy puchar rządzi się swoimi prawami, więc trudno o miarodajną ocenę poziomu, który nierzadko jest różny. Zawsze jest kilku zawodników, którzy jeżdżą bardzo szybko, reszta stawki trochę się uczy i w połowie sezonu już dołącza do rywalizacji o czołowe lokaty.

Stosujesz specjalną dietę jak kierowcy w F1 czy raczej jadasz to, co lubisz?

ML: Z tym jest różnie, choć staram się dbać o linię, lubię zdrowy tryb życia, sporo trenuję, nie dlatego, że musze, lecz dlatego, że sprawia mi to przyjemność.

Jesteś wielki fanem Ferrari prawda?

ML: Może nie tyle fanem samego Ferrari, co fanem Fernando Alonso i oczywiście Roberta Kubicy. To są moi idole, a moim wzorem sportowca zdecydowanie jest Władimir Kliczko.

Zdarzyło Ci się kiedykolwiek zapomnieć czegoś, co musisz mieć ze sobą podczas wyścigu?

ML: Ścigam się bodaj od 15 lat i w tym czasie zdarzało mi się zapomnieć butów, rękawiczek, HANSa czy licencji, ale z reguły udawało się te brakujące rzeczy dostarczyć na miejsce.

Jakie są twoje cele na przyszłość oprócz dotarcia do Porsche Supercup?

ML: Przede wszystkim koncentruję się na tym sezonie, żeby jak najlepiej go wykorzystać, zwyciężyć w Volkswagen Castrol Cup i powrócić do ścigania się w Porsche, by dalej się rozwijać. Myślę, że tam jest moje miejsce i tam czuję się dobrze.

Gdybyś nie został kierowcą wyścigowym to byłbyś...?

ML: Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie, bo od początku byłem kreowany na kierowcę wyścigowego, więc naprawdę nie wiem, kim bym został. Dzisiaj trudno mi sobie wyobrazić, że mógłbym iść inną ścieżką. Niestety kiedyś w życiu następuje taki moment, w którym trzeba sobie powiedzieć ‘stop’ i zająć się prawdziwym życiem, a nie bajką, jaką trochę są wyścigi. Mam jednak nadzieję, że przede mną jeszcze sporo czasu spędzonego na torach wyścigowych. Niemniej jednak wiem też, że ten czas szybko ucieka. Ale przykład Gabrielle Tarquiniego pokazuje, że można się ścigać naprawdę długo.

Wiadomo, że chciałbym rywalizować w wyścigach tak długo, jak robi to Tarquini, ale dalszy przebieg mojej kariery zależy od wielu okoliczności i możliwości budżetowych. Na razie nie mogę sobie pozwolić na jazdę w wyższych seriach wyścigowych, bo mnie po prostu na to nie stać. Bardzo bym chciał startować w DTM, ale jesteśmy w Polsce, mamy takie warunki, jakie mamy i ciężko jest dostać się do jakiejkolwiek serii. To nie jest tak, jak myśli sobie wielu ludzi, że kierowca wyścigowy zarabia niewiadomo jakie pieniądze. Nierzadko jest wręcz odwrotnie, bo nie tylko się na tym nie zarabia, lecz dokłada.

Image © VW Castrol Cup

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE