Menu

Wywiad z Maciejem Dreszerem

Gdy już zaczynam jechać zapominam o wszystkim i nie ma to dla mnie znaczenia czy ktoś patrzy na to jak jadę czy nie. Wyścigi to moje życie - Maciej Dreszer, siedemnastoletni tarnowianin startujący w ubiegłym sezonie w Volkswagen Castrol Cup i Kia Lotos Race specjalnie dla Motorsport Grand Prix opowiada o swoich doświadczeniach z pierwszego ‘dorosłego’ sezonu startów i o tym co ma przynieść przyszłość.

Jak się zaczęło u Ciebie z motorsportem? Dużo startowałeś wcześniej w kartingu?

Maciej Dreszer: Od zawsze kochałem samochody, rajdy i wyścigi. Gdy miałem 5 lat dostałem swojego pierwszego gokarta, którym ćwiczyłem po zamkniętych placach. Później przesiadłem się do samochodu, którym też trenowałem tylko na parkingu firmowym mojego taty, następnie przyszedł czas na starty w Kia Lotos Race. Nie startowałem nigdy wcześniej w profesjonalnym kartingu.

Twoja kariera nabiera niesamowitego rozpędu. Jak wspominasz ubiegły sezon Kia lotos Race i (co ważniejsze) Volkswagen Castrol Cup?

MD: Ubiegły sezon był dla mnie bardzo trudny z jednej strony starty w Kia Lotos Race, które od pierwszego startu były pechowe. Np. Na torze Eurospeedway w Niemczech nie z własnej winy zderzyłem się z innym samochodem. Zrujnowanym samochodem udało mi się ukończyć tylko drugi wyścig na niezłej 6-tej pozycji. Później ze startów w KLR wyeliminowała mnie awaria silnika i ostatecznie kontuzja, przez co nie wziąłem udziału w ostatnich dwóch rundach.

W Volkswagen Castrol Cup natomiast miałem więcej szczęścia. Walczyłem w każdym wyścigu a dodatkowo starty w VWCC pozwoliły mi nauczyć się nowych technik jazdy i ostatecznie dzięki swojemu uporowi w treningach pod koniec sezonu dojeżdżałem regularnie w pierwszej dziesiątce. W przeciwieństwie do Kii Picanto mój Golf zawiódł mnie tylko raz i szybko udało się go naprawić. Wielkim atutem mojego teamu wyścigowego były trafne ustawienia samochodu i chciałbym podziękować wszystkim jego członkom za serce włożone w jego przygotowania i Tobie Darku za pomoc jakiej udzieliłeś nam na Hungaroringu.

Jakie masz plany na przyszły rok? Coś nowego?

MD: Nie mam jeszcze planów na przyszły sezon. Stawiam na naukę i zdobywanie nowych doświadczeń. Chciałbym zacząć ścigać się samochodem z napędem na tył, mam kilka ciekawych propozycji z zagranicy, za 2 tygodnie zobaczymy co z tego wyjdzie.

Angażujesz się wyraźnie w różne akcje, w tym charytatywne. Pomaga Ci to w jakimś stopniu, czy robisz to tylko dla przyjemności?

MD: Jedno nie wyklucza drugiego. Przede wszystkim moim głównym celem jest pomoc ludziom, edukacja kolegów, rówieśników i wszystkich kierowców. Jednak angażowanie w akcje charytatywne pomaga także mnie samemu. Do każdej akcji muszę się przygotować, często wiele nauczyć, zrozumieć potrzeby innych. To rozwija mnie jako człowieka i kierowcę.

Co jest Twoim celem na najbliższe kilka lat?

MD: Moim celem na najbliższe kilka lat jest w dalszym ciągu nauka i dochodzenie do perfekcji w prowadzeniu samochodów turystycznych. Moim marzeniem jest spróbować swoich sił w wyścigach długodystansowych i zajść w nich możliwie daleko. Tak się składa, że swój pierwszy wyścig w 2014 roku planuję dokładnie w swoje 18 urodziny. To taki prezent od rodziców. Wystartuję na słynnym Nordschleife na Nurburgringu i będę tam najmłodszym zawodnikiem w tym sezonie wyścigowym, a być może najmłodszym w historii tego toru, nie zdążyłem tego sprawdzić.

Za granicą na wyścigach Volkswagen Castrol Cup jest mało kibiców z naszego kraju, ma to jakiś wpływ na Twoją jazdę? Jeśli tak to jaką?

MD: Niska frekwencja kibiców z Polski nie ma żadnego wpływu na adrenalinę na starcie i moje zamiłowanie do wyścigów. Pamiętajmy o przekazach internetowych, które ogląda wielu fanów. Oczywiście, wiadomym jest, że zawsze jest milej, gdy są osoby, które ci kibicują, ale gdy już zaczynam jechać zapominam o wszystkim i nie ma to dla mnie znaczenia czy ktoś patrzy na to jak jadę czy nie. Wyścigi to moje życie.

Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia w przyszłości.

MD: Również dziękuję.

Image © VWCC

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE