Menu

Wywiad z Kubą Giermaziakiem

Trzy zwycięstwa w sezonie 2014, w tym na legendarnym torze w Monte Carlo, dwa pole position i wicemistrzostwo serii Porsche Supercup – to dorobek Kuby Giermaziaka, który specjalnie dla Motorsport Grand Prix opowiedział o swoim piątym sezonie, współpracy z zespołem i swoim partnerem zespołowym, a także startach w Stanach Zjednoczonych.

Kuba, przede wszystkim gratulacje za wywalczenie wicemistrzostwa Porsche Supercup. To naprawdę świetny wynik, z którego cieszą się Twoi kibice, jednak Ty chyba czujesz pewien niedosyt…

Kuba Giermaziak: Byłem bardzo blisko zwycięstwa, dlatego lekki niedosyt pozostał. Zdaję sobie jednak sprawę, że Porsche Supercup jest niewiarygodnie trudną serią i o końcowych wynikach decydują setne sekundy. Zaryzykuję stwierdzenie, że jest to jedna z najbardziej wyrównanych serii wyścigowych świata. Dlatego niezmiernie cieszy mnie tytuł wicemistrza.

Twoje wicemistrzostwo i świetne wyniki przez cały sezon to również duży wkład zespołu VRT. Jak współpracowało się Tobie z zespołem?

KG: Współpraca przebiegała bez zarzutu. Ogromne podziękowania należą się wszystkim członkom VERVA Racing Team – każdy włożył mnóstwo sił i pracy, które złożyły się na nasz końcowy sukces. To ogromny komfort psychiczny, gdy nie muszę się martwić o zaplecze techniczne, bo nad moim autem czuwa ekipa profesjonalistów. W każdym wyścigu byliśmy świetnie zgrani, dlatego też tytuł dla VERVA Racing Team jest w pełni zasłużony. Mistrzostwo Porsche Supercup to ogromne wyróżnienie i radość dla każdego z nas.

Sezon 2014 zacząłeś od 8 pozycji w Hiszpanii. Nie był to jednak wymarzony początek sezonu dla Ciebie.

KG: To prawda. Bardzo lubię ten obiekt i nie ukrywam, że liczyłem tam przynajmniej na podium. Ósme miejsce nieco podcięło mi skrzydła, jednak wraz z zespołem znaleźliśmy przyczynę gorszego rezultatu i wyeliminowaliśmy ją w kolejnych wyścigach.

Jednak w następny weekend przyszło historyczne zwycięstwo w Monte Carlo. Wyglądało to tak jakby właśnie ta wygrana dodała Tobie pewności siebie na kolejne starty…

KG: Monako jest miejscem szczególnym. Cieszę się, że odniosłem zwycięstwo na tak wyjątkowym i trudnym torze. Wygrana tam sprawiła, że uwierzyłem, iż jestem w stanie pokonać rywali na każdym obiekcie!

Potem świetne wyniki na Red Bull Ringu, na Silverstone oraz Hungaroringu. Czy już wtedy myślałeś, że to może być Twój rok i możesz walczyć o mistrzostwo?

KG: Już po Monako wiedziałem, że włączamy się do walki o tytuł. Świetna passa na początku sezonu dała nam przewagę punktową i duży komfort psychiczny. Bardzo ważne jest regularne zdobywanie punktów na przestrzeni całego sezonu, dlatego w każdym wyścigu starałem się dojechać do mety. Z drugiej strony były momenty, kiedy zabrakło trochę agresywności. Chociażby na Monzie - bardziej ostra jazda mogła dać lepszy rezultat.

Wszystkie wyścigi w tym sezonie ukończyłeś na punktowanych pozycjach. Byłeś w pełni zadowolony ze swojego samochodu czy pojawiły się jakieś problemy?

KG: Czasem pojawiały się problemy z tempem wyścigowym, ale to jest motosport i nie zawsze jest idealnie. W kwalifikacjach samochód sprawował się dobrze, może poza Spa, na którym popełniliśmy błąd.

W tym roku twoim partnerem zespołowym był Ben Barker. Często można było odnieść wrażenie, że tworzycie zgrany zespół. Jak wyglądała wasza współpraca przez ten sezon?

KG: Musze przyznać, że z Benem rozumiemy się bez słów. Jest świetnym kierowcą i znakomicie nam się współpracowało na torze.

To był już piąty sezon w Supercupie. Jak uważasz, w którym roku Twoich startów, walka o mistrzostwo była najbardziej wyrównana?

KG: Najtrudniejsze były chyba starty w 2011 roku. rywalizacja była bardzo wtedy bardzo wyrównana, do ostatniego wyścigu toczyła się walka o miejsca w klasyfikacji końcowej. Stawka kierowców również była bardzo wymagająca.

Do Austin jako jeden z nielicznych jechałeś ze znajomością charakterystyki toru. Czy ten fakt dał Ci pewną przewagę nad pozostałymi zawodnikami?

KG: Z pewnością tak, choć nie byłem jedynym zawodnikiem znającym tor. Moją przewagę wykorzystałem podczas treningu, w którym uzyskałem najlepszy czas. Jednak już w kwalifikacjach i wyścigu wszyscy zawodnicy stawki, znali tor tak samo dobrze. Dodatkowo pojawiły się problemy z ‘track limits’, które ja przestrzegałem zbyt skrupulatnie w porównaniu do reszty kierowców. To spowodowało, że w pierwszym sektorze mogłem jechać 0,2-0,3 s szybciej.

W tym roku największym rywalem był Earl Bamber. Wasza walka o wygraną nie była raczej owiana o jakieś nieczyste zagrania…

KG: Walka była bardzo fair. Przegrać z zawodnikiem, który wsiada po raz pierwszy do 911 GT3 Cup i jest o około 0,2 s szybszy od wielu kierowców Porsche to naprawdę żaden wstyd.

Połączyłeś starty w Porsche Supercup ze startami w Stanach Zjednoczonych. Czy ten fakt, że jeździłeś dość często, pomógł również w odniesieniu tego sukcesu w tym roku?

KG: Każdy start pozwala zdobyć nowe doświadczenia. Sukces w sportach motorowych to wypadkowa wielu czynników – talentu, ciężkiej pracy kierowcy oraz zespołu, a także szczęścia, dlatego cieszę się, że mam możliwość szlifować swoje umiejętności podczas różnych zawodów. Nie ukrywam jednak, że częste wyjazdy do Stanów powodowały też zmęczenie. W związku z tym ograniczyłem starty za oceanem.

Który z wyścigów uważasz za najlepszy w tym sezonie?

KG: Moim zdaniem najlepszy wyścig pojechałem na Węgrzech. Byłem tam bezkonkurencyjny od początku weekendu. Myślę, że ten start kibicom sprawił wiele radości, a dla mnie był bardzo ważnym punktem sezonu.

W Supercupie startujesz od 2010 roku i odniosłeś tu wiele sukcesów. Czy wiesz już co będziesz robił w przyszłym roku?

KG: Plany mam ambitne, ale na chwilę obecną nie mogę nic więcej zdradzić.

Image © Verva Racing Team / Sutton Images

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE