Menu

Toyota i Ferrari z dubletami w 6 Hours of Spa-Francorchamps

Toyota Gazoo Racing #8

Kierowcy Toyoty TS050 #8 Sebastian Buemi, Anthony Davidson i Kazuki Nakajima stanęli na najwyższym stopniu podium w drugiej rundzie sezonu FIA WEC. Imponująco wypadli również kierowcy Ferrari w GTE-Pro.

Tuż po starcie, na hamowaniu do pierwszego, zakrętu sporo zamieszania wprowadził Nicolas Lapierre. Kierowca trzeciej Toyoty #9, która zaliczyła swój swój debiut w tym sezonie, przestrzelił hamowanie i znalazł się na wyasfaltowanym poboczu. Na szczęście reszta stawki zachowała chłodniejszą głowę i na pierwszym okrążeniu obyło się bez incydentów.

Po starcie z pole position Andre Lotterer w Porsche 919 Hybrid #1 oddalił się od rywali w japońskich prototypach, lecz w ciągu 20 minut stracił tempo, a zarazem dwie lokaty. W tym momencie Mike Conway w Toyocie #7 przewodził stawce przed Sebastianem Buemi w siostrzanym samochodzie #8.

Szansę na dobry wynik dla załogi Ligera #34 od Tockwith Motorsports przekreśliła kara przejazdu przez aleje serwisową, za nie dostosowanie się do zaleceń dyrekcji wyścigowej na starcie. Taką samą karę musieli odbyć kilka okrążeń wcześniej za incydenty z poprzedniej rundy. Nieco inaczej sytuacja wyglądała w przypadku zespołu TDS #28, który dyrekcja ukarał tylko raz, również za nieregulaminowe rozpoczęcie rywalizacji.

W LMP2 Bruno Senna z Rebelliona #31 prezentował najlepsze tempo w trakcie pierwszej fazy wyścigu, dzięki czemu przebił się ze środka stawki LMP2 na drugą pozycję. Brazylijczyk ostro walczył z Romain Dumas z Signatech Alpine #36, z którym doszło nawet do kontaktu, lecz bez większych konsekwencji. Wtedy Romain Rusinow w Orece 07 #26 G-Drive Racing prowadził z przewagą ośmiu sekund.

Po pół godzinie James Calado w Ferrari 488 #51 jednym manewrem wyprzedził, walczących między sobą, kierowców Fordów. Okrążenie później musiał jednak uznać wyższość Harry'ego Tincknella z Forda GT #67.

W ciągu pierwszych 60-ciu minut aż trzy zespoły (Porsche #86, lider GTE-Pro Ferrari #51 i Ferrar #61) dostały ostatnie ostrzeżenie od sędziów o przestrzeganiu limitów toru.

Jako pierwsi na pit stop zjechali Conway w Toyocie #7 i Lotterer #1. Niemiec nie był zadowolony z balansu samochodu w drugiej połowie swojego przejazdu, dlatego zmienił go Nick Tandy. Okrążenie później u mechaników zameldowały się pozostałe TS050 #8 i #9, a na kolejnym zjechał Brendon Hartley w Porsche #2.

Jako pierwszy do pit lane z samochodów GT zjechał Tincknell w Fordzie #67. Jednak tuż po wyjeździe musiał się zatrzymać i zresetować całą elektronikę w swoim aucie, przez co stracił kilka pozycji. Później te problemy jeszcze raz się powtórzyły.

W międzyczasie Senna dogonił Rusinova i umieścił swojego Rebelliona #31 na czele klasyfikacji słabszych prototypów. Problem w tej kategorii zanotował skład Alpine #36, który przez pozostałe pięć godzin musiał sobie radzić bez kontroli trakcji.

Po 90 minutach kategorię GTE-Pro zdominowali już kierowcy AF Corse. Oba Ferrari włoskiego zespołu nie pozostawiły reszcie stawki, utrzymując się na czele aż do flagi w biało-czarną szachownicę. Aby utrzymać równe tempo na przestrzeni kolejnych wyjazdów liderował skład, będący szybszy w danym momencie.

W trakcie drugiej tury pit stopów kierowcy LMP1 zmienili się ze swoimi partnerami. W Toyocie #7 zasiadł Kamui Kobayashi, w #8 Anthony Davidson, w Porsche #2 Earl Bamber. Jedynie Tandy został za sterami 919 Hybrid #1, dzięki czemu awansował na drugie miejsce.

Po 15 minutach Bamber przebił oponę, z której powoli uchodziło powietrze. To oznaczało nadprogramowy zjazd dla Porsche #2. Kilka minut później na parę chwil zatrzymała się Alpine #36.

Po dwóch godzinach prowadziła Toyota #1 przed Porsche #2 i Toyotą #8. W LMP2 Rebellion #31 uciekał G-Drive Racing #26 i Jackie Chan DC Racing #37. Za samochodami Ferrari w tym momencie plasowało się Porsche #92 naciskane przez #66, a kategorię GTE-Am zdążył zdominować Aston Martin #98, wyprzedzając Porsche Dempsey-Proton #77 i Ferrari #61 od Clearwater Racing.

Na 60-tym okrążeniu doszło do delikatnej kolizji na wjeździe do boksów między Rebellionem #31 o Fordem #66. Ten pierwszy został ukarany doliczeniem dziesięciu sekund w trakcie kolejnego postoju. Był to istotny moment, ponieważ zespół znajdował się tuż za tylnim skrzydłem liderującego G-Drive Racing #26, zanim sędziowie zaczęli rozpatrywać ten incydent.

W połowie sześciogodzinnej rywalizacji na czele widniał duet Toyoty, mający około dwadzieścia mięć sekund przewagi nad Porsche #1. W klasie LMP2 przewodził nadal G-Drive Racing #26 przed Rebellionem #31 i DC Racing #37. Na trzecią lokatę w GTE-Pro awansował Ford #66, a kategoria amatorów pozostawała bez zmian, jeśli chodzi o czołową trójkę.

Dziesięć minut po minięciu półmetka wyścigu na prostej zatrzymało się Porsche #86 Gulf Racing, co spowodowało pierwszą żółtą flagę na całym torze. Neutralizacja trwała przez sześć minut. Wtedy Słońce schowało się za gęstymi chmurami, które mogły zwiastować opady deszczu. Początkowo jednak obniżyła się jedynie temperatura, dzięki czemu we wszystkich klasach poprawiły się najlepsze czasy pojedynczych okrążeń.

Na dwie i półgodziny przed końcem w zakręcie Pif Paf obracał się Francois Perrodo w Orece TDS Racing #28. Francuz spowodował również drugi okres FCY, uderzając w bandę z opon kilkaset metrów dalej. Po wyciągnięciu z żwiru udało mu się dojechać do alei serwisowej.

Na ostatnie dwie godziny klasyfikacje nie różniły się niewiele względem poprzednich godzin. Jedyną istotną zmianą było prowadzenie ekipy Vaillente Rebellion #31 w kategorii LMP2.

Problemy nie ominęły walczących o zwycięstwo kierowców DC Racing #37. Zespół chińskiego aktora Jackie Chana uderzył w bandę i uszkodził tylne skrzydła. Zjazd i naprawa zabrały cenny czas i pozbawiły marzeń o wejściu na podium.

Po uporaniu się z elektroniką Ford #67 w ciągu kolejnych godzin dogonił, a następnie wyprzedził oba fabryczne Porsche 911. Jednak czasu na odrabienie strat starczyło jedynie, aby zająć czwartą pozycję.

Świetne tempo na ostatniej zmianie Brendona Hartleya pozwoliło objąć prowadzenie. Australijczyk miał jedną, niebezpieczną sytuację w zakręcie Bus Stop Chicane, gdzie przy próbie dublowania samochodu LMP2 doszło do kontaktu. Uszkodzenia zmusiły mechaników do wymiany całego przodu prototypu. Szansę na pokonaniu konkurencji w tym momencie zostały pogrzebane.

O pechu mogą mówić z pewnością kierowcy Toyoty #8, którzy przez FCY w niefortunnych chwilach stracili mnóstwo czasu. To miało decydujący wpływ w trakcie ostatnich 20-stu minut. Kamui Kobayashi mimo szarży i świetnych czasów okrążeń nie zdołał jednak dogonić Sebastiana Buemiego i to siostrzana załoga mogła cieszyć się ze zwycięstwa.

W LMP2 triumfowała Oreca G-Drive Racing #26 w składzie Alex Lynn, Roman Rusinov i Pierre Thiriet, która ostatnie dziewięćdziesiąt minut mogła spokojnie jechać do mety, gdy najgroźniejsi rywale z Rebelliona #31 musieli wykonać małe naprawy swojego prototypu. Trzecie miejsce przypadło DC Racing #38.

Losy triumfu w GTE-Pro rozstrzygnęły się po ostatniej serii zjazdów do boksu, kiedy brytyjska załoga #71 Davide Rigon/Sam Bird wyjechała z piętnastoma sekundami przeagi nad #51. Na podium stanęli również kierowcy Forda #66.

W klasie GTE-Am niemal od samego początku kolejność nie uległa zmianie i pomimo kary drugie zwycięstwo zanotowali Paul Dalla Lana, Pedro Lamy i Mathias Lauda w Astonie Martinie Vantage #98. Drugie i trzecie miejsce przypadło Porsche Dempsey-Proton #77 i Ferrari #61 Clearwater #61.

Image © Toyota Motorsport GmbH

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE