Menu

Toyota wygrywa na inaugurację sezonu FIA WEC na Silverstone

Anthony Davidson, Sebastien Buemi i Kazuki Nakajima / Toyota Gazoo Racing #8

Zespół Toyoty w składzie Anthony Davidson, Kazuki Nakajima i Sebastian Buemi odnieśli zwycięstwo w pierwszej rundzie sezonu Długodystansowych Mistrzostw Świata FIA na torze Silverstone.

Załoga modelu TS050 Hybrid #8 dopiero na mniej niż kwadrans przed końcem zapewniła sobie tryumf, kiedy to Sebastian Buemi wyprzedził Brendona Hartleya z Porsche #2.

Obie Toyoty tuż po starcie zaczęły wykorzystywać przewagę pakietu aerodynamicznego z większym dociskiem, dzięki czemu zdołały z każdym kolejnym okrążeniem powiększać dystans nad najgroźniejszymi konkurentami.

Podobnie uczynił Nicolas Lapierre z Signatech Alpine #36 w klasie LMP2. Tam walka o drugie miejsce na początku rywalizacji trwała przede wszystkim między Rebellionem #31 a zespołem G-Drive Racing #26. Jednak tych drugich z walki o podium wyeliminował dodatkowy zjazd do boksów z powodu otwierających się drzwi.

Wcześniej podobny problem przytrafił się liderującemu Andy’emu Priaulx w Fordzie GT #67. Tutaj prawe drzwi otwierały się kilkukrotnie zanim kierowca został wezwany do mechaników. Wydawało się, że dla tej ekipy to również koniec marzeń o dobrym rezultacie. Na tym pechu najbardziej skorzystali Frederic Makowiecki w Porsche 911 RSR #91 i Stefan Mucke w Fordzie #66 .

Po 45-ciu minutach od startu w pit-lane zobaczyliśmy obie Toyoty, zjeżdżające w tym samym momencie. Porsche pokonało kolejno okrążenie (919 Hybrid #1) lub dwa więcej (919 Hybrid #2).

W GTE-Am o prowadzenie walczyli między sobą zawodnicy Spirit of Race #54 z Ferrari i fabryczny Aston Martin #98. Pod koniec pierwszej godziny dyrektor wyścigowy poinformował o pierwszych kroplach deszczu w zakręcie Copse, jednocześnie ogłaszając wyścig jako mokry (wymuszenie użycia dodatkowych świateł z tyłu).

Po serii tankowań problemy z odpaleniem samochodu miał Makowiecki. Później w trakcie próby wyprzedzania jego kolegi zespołowego z #92 przez Ferrari 488 #51 doszło do kontaktu.

Prowadzący Buemi dostał polecenie od zespołu na początku drugiej godziny, aby przepuścił Mike’a Conwaya z #7, który miał w tym momencie znacznie lepsze tempo. Także Brendon Hartley z Porsche #2 zaczął odrabiać straty do Szwajcara.

Przed drugą turą zjazdów do mechaników w klasie LMP2, Bruno Senna z Rebelliona #13 toczył wyrównaną walkę z Mathieu Vaxiviere z TDS Racing #28. Za tego pierwszego do prototypu wsiadł Nicolas Prost. Francuz później doprowadził do kolizji w czwartym zakręcie z Manorem #24, w wyniku czego dostał karę 15-sekundowego postoju.

Przewaga wypracowywana przez Toyotę na torze zawsze zmniejszała się po postojach. Po drugich zjazdach Anthony Davidson w #8 starał się utrzymywać pięciosekundową przewagę nad Timo Bernhardem z Porsche #2. Wtedy na torze najszybsza była jednak druga maszyna tej marki. Nick Tandy w samochodzie z numerem jeden najpierw dogonił, a potem bez problemów wyprzedził Kobayashiego w kolejnej Toyocie i stopniowo zmniejszał stratę do liderów.

Pod koniec drugiej godziny po raz pierwszy na czoło GTE-Pro wyszło Ferrari, kiedy Alessandro Pier Guidi z #51 prowadził przed kolegą zespołowym z #71 Samem Birdem. Po wyjeździe z boksów Włoch miał kilkanaście sekund straty do prowadzącego Forda #66.

Tuż po kolejnych pit-stopach Porsche #1 i Toyoty #8 zaczęło kropić na torze. Tandy w tych warunkach na oponach typu slick radził sobie o wiele lepiej niż Anthony Davidson, przez co nie miał problemu aby znaleźć się przed Brytyjczykiem. Lecz na zaistniałej sytuacji skorzystał najbardziej Timo Bernhard, który zjechał do mechaników dwa okrążenia później. Do jego prototypu w trakcie rutynowego postoju założono „przejściówki”. Ten manewr pozwolił umieścić samochód z numerem dwa na czele wyścigu. W ciągu kilku następnych minut także siostrzana konstrukcja miała podobny zestaw opon.

Zdecydowanie gorzej poradził sobie Kamui Kobayashi. Japończyk na wilgotnej nawierzchni nie wyhamował do ostatniej szykany i wpadł do żwiru, przez co stracił całe okrążenie do liderów. Ostatecznie na zmianach pogody najlepiej wyszedł Davidson, który bez dodatkowego postoju i po przeschnięciu toru, wyrobił sobie pół minuty przewagi.

Końcówka pierwszej połowy wyścigu to interesująca walka za plecami prowadzącego Billy’ego Johnsona w Fordzie #66. James Calado w 488 #51 jechał przed Richardem Litzem w 911 RSR #91, a Kevin Estre z siostrzanego modelu #92 wyprzedzał Davide Rigona z kolejnej maszyny włoskiego producenta.

W połowie wyścigu za kierownicą Porsche po raz pierwszy w oficjalnym starcie zobaczyliśmy byłego kierowcę prototypów Audi Andre Lotterera.

Kwadrans po półmetku wyznaczonego czasu ścigania się Paul Dalla Lana obracał się w swoim Astonie #98 przy próbie dublowania go przez pojazd LMP2. Kanadyjczyk mimo to utrzymał prowadzenie w klasie GTE-Am. W tym samym czasie Toyota #8 otrzymała od sędziów ostatnie ostrzeżenie za przekraczanie limitów toru.

Kilka chwil minęło, a na torze znowu problem miało auto GT. W Porsche 911 #92 Kevina Estre’a zapalił się silnik, co uniemożliwiło kierowcy dalszą jazdę. Na całym torze zapanowały żółte flagi, a pięciominutową neutralizację wykorzystał zespół Toyoty na zjazd do boksów.

Dziesięć minut później na torze zapanowało sporo zamieszanie. Godzinę po pierwszych opadach, deszcz kolejny raz pojawił się w okolicach Copse. Dalla Lana znowu się obracał i musiał na nowo odpalać silnik. Liderujący Nakajima z #8 miał kłopoty żeby zmieścić się w siódmym zakręcie, a minutę później w tym miejscu z toru wypadł Jose Maria Lopez, który z dużą siłą uderzył swoją Toyotą #7 w bandę. Argentyński mistrz świata WTCC zdołał po kilku minutach dojechać do garażu, a później został przewieziony do szpitala na badania. Na torze najpierw ogłoszono żółtą flagę, następnie wyjechał samochód bezpieczeństwa.

Dwie neutralizacje zburzyły wszelki ład w klasyfikacji LMP2. Prowadzący do tej pory Signatech Alpine #36 spadł na czwartą pozycję i taką też zajął na linii mety. W walce o podium pozostały ekipy Jackie Chan DC Racing #38, Vaillante Rebellion #31 i TDS Racing #28. W takiej kolejności także finiszowali, a zwycięstwo chińskiemu zespołowi zagwarantował Oliver Jarvis.

Po ostatniej serii postojów Brendon Hartley wyjechał przed Sebastianem Buemi z przewagą około 7s, lecz kierowca Toyoty w ciągu kilku okrążeń zniwelował tą różnicę. Szwajcar widowiskowym manewrem w czwartym zakręcie zapewnił Toyocie Gazoo Racing #8 tryumf w sześciogodzinnej rywalizacji na Silverstone. Podium uzupełniło kolejne Porsche #1.

W GTE-Pro wielki powrót zanotowała załoga Forda #67 – Andy Priaulx/Harry Tincknell i Pipo Derani, która z otwierającymi drzwiami borykała się nawet na końcowych metrach, zdołała dotrzeć na metę jako pierwsza. Drugi był duet Ferrari #51 James Calado/Alessandro Per Guidi, a trzecie Porsche #91 Makowieckiego oraz Lietza.

Emocje nie opuściły do samego końca również klasy GTE-Am. Tutaj tryumfował zespół Clearwater Racing #61 z Ferrari. Walkę pod koniec o drugi stopień podium prowadził Aston Martin Racing #98 z Ferrari #54 od Spirit of Race. Na cztery zakręty przed metą doszło do kolizji, przez co ci drudzy nie mogli ukończyć rywalizacji. Czołową trójkę w takim układzie uzupełnił Dempsey-Proton Racing w Porsche #77.

Image © Toyota Motorsport GmbH

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE