Menu

Marquez: Gdybyśmy nie jeździli na limicie, bylibyśmy jak F1

Grand Prix Australii 2017

Za nami emocjonujące Grand Prix Australii. Dla zwykłego śmiertelnika walka o podium Antypodów mogłaby wydawać się wręcz brutalna. Zawodnicy zmieniali swoje pozycje z prędkością światła, zostawiając na swoich kombinezonach prawdziwe rany bitewne. Jednak co na ten temat sądzą sami zainteresowani?

Zwycięzca wyścigu, Marc Marquez nie miał problemów z agresywnością motocyklistów podczas pokazu na Phillip Island.

Oczywiście, że są pewnie granice, jednak było zupełnie normalnie! Było agresywnie i zaliczyliśmy zderzenia, ale przecież właśnie takie są wyścigi. Jeśli będziemy jeździć poniżej naszych limitów, staniemy się tacy jak F1. To właśnie dlatego MotoGP zdobywa coraz większą popularność! – powiedział Marquez.

O agresywności jazdy świadczą przede wszystkim ślady na kombinezonach zawodników, czy nawet na motocyklach!

Tak, mam sporo otarć na kevlarze, a nawet na moim motocyklu, ale to nic. Również byłem agresywny, więc inni byli agresywni wobec mnie, graliśmy dokładnie tymi samymi kartami.

Podobał mi się ten wyścig. Oczywiście, było dosyć niebezpiecznie i starałem się myśleć o mistrzostwie – wywrotka albo niezdobycie punktów byłoby dla mnie katastrofą.

Marquez zderzył się ze swoim rywalem Valentino Rossim w szybkim drugim zakręcie. Tłumacząc kolizję, Marc myślał, że przeszedł spokojnie koło Rossiego, dopóki nie uświadomił sobie, że zahaczył o motocykl drugiego zawodnika.

Nie widziałem tego w kamerze, ale na drugim zakręcie wyprzedzałem sporo zawodników. Szczerze mówiąc, pomyślałem, że byłem przed Vale, ale nagle poczułem jak mój motocykl wyjeżdża sam i pomyślałem: Ok, zaraz skończę na poboczu. Przymknąłem gaz i na szczęście dalej siedziałem na swoim motocyklu.

Rossi miał zupełnie inne zdanie na ten temat: Widziałem czyjąś oponę, gdy nie było tam miejsca. Nie miałem pojęcia kto to i byłem ciekaw kto tam za mną jest – skomentował Włoch.

Ten jednak również czuł nacisk ze strony Andreii Iannone i świetnego debiutanta z Francji, Johanna Zarco.

To ten rodzaj gry, w którą albo grasz, albo zostajesz w domu.

Tegoroczny pretendent do zdobycia mistrzowskiej korony zgadza się, że istnieje pewien limit w zachowaniu na torze, jednak kontakty na Phillip Island mieściły się w dopuszczalnej normie.

Image © Michelin

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE