Menu

Na szczyt góry po sławę. Zapowiedź Bathurst 1000

Craig Lowndes

Craig Lowndes określił ten wyścig jako swoją wyprawę po Świętego Graala. Chyba wszyscy zawodnicy, którzy mogli wystartować w nim i wygrać stwierdziło że smakuje ono jak mistrzostwo.

Bathurst 1000, bo o nim mowa, już za tydzień. Rok temu po wyścigu w Sandown pewnym liderem był Mark Winterbottom z Pepsi Max Crew, jednak w tym roku nic nie wiadomo.

W walce pozostało sześciu zawodników. Jednak lidera z wiceliderem dzieli zaledwie kilka punktów. Pikanterii dodaje fakt, że obaj są kierowcami Red Bull Racing Australia.

Głodny sukcesu i poszukujący swojego pierwszego tytułu reprezentant Nowej Zelandii Shane van Gisbergen oraz Jamie Whincup, czyli 6-krotny mistrz VASC oraz ktoś kto wygrał 100 wyścigów w karierze. Jednak ten wyścig ma swoje wymagania. 1000 km wyścigu to około siedem godzin ścigania, więc jest gdzie urwać i stracić.

Boleśnie się o tym przekonał SVG, który w 2014 roku był liderem z przewagą 12 sekund na 30 okrążeń do mety, jednak po zjeździe na pit stop jego auto zgasło i odpalenie zajęło ponad 10 minut. Czar prysł. Jego rywal Whincup wygrał tam trzy razy jednak ostatnie lata nie może zaliczyć do udanych.

W 2014 roku zignorował nawoływania zespołu o oszczędzanie paliwa i przegrał pewne zwycięstwo tak, że skończył piąty, a co ciekawe trzy zakręty wcześniej był pierwszy.

Rok temu J-Dup pokazał całego siebie. Jadąc jako lider z pewnym prowadzeniem postanowił wyprzedzić samochód bezpieczeństwa, który dopiero co wyjechał na tor. Wtedy marzenia o siódmym tytule mógł odstawić na rok następny, bo nawet genialna końcówka sezonu nie pomogła mu wskoczyć przynajmniej na trzecie miejsce w klasyfikacji kierowców.

Bathurst to najważniejsze miejsce jeśli chodzi o Australijski Motorsport. Pierwsze wyścigi o randze GP odbyły się na tym torze już w 1938 roku. Odkąd zawitały tam auta turystyczne od razu stał się największym wyścigiem i najcenniejszym dla wszystkich uczestników zarówno w zespołach, jak i na trybunach.

Co roku gromadzi się tam grubo ponad 250 tysięcy ludzi na samym wyścigu co potwierdza wszystko napisane przed chwilą. Dzień wyścigu to prawdziwe Święto na Antypodach.

O wyścigu Le Mans mówi się, że kierowcy go nie wygrywają, tylko tor daje wygrać kierowcom. Tutaj jest tak samo. 6.2 km i 23 zakręty to prawdziwe wyzwanie dla kierowców. Do tego dochodzi długa wspinaczka do szykany Skyline na wysokość ponad 200 metrów. Po zjeździe z góry czeka na nich najdłuższa prosta w sezonie oraz zakręt „The Chase”, który jest najszybszym zakrętem serii turystycznych na świecie. Rok temu Volvo prowadzone przez Scotta Mclaughlina osiągnęło niesamowita prędkość 302 km/h!

Pechowcami rok temu okazali się Chaz Mostert, zwycięzca z 2014 roku oraz Scott Pye, którzy zakończyli swoje sezony po wypadkach. Chaz w treningu obił się o bariery na zjeździe po Skyline do zakrętu Forrest. Jego mistrzowskie aspiracje się skończyły. Złamanie biodra i nadgarstka wykluczyły go z reszty sezonu. W wyścigu w drodze na szczyt barierę zaliczył Pye, przy czym złamał rękę.

Mount Panorama staje się torem dwa razy w roku, gdyż są to drogi miejskie. Sekcja górna toru to bariera obok bariery, także trzeba tam nie lada umiejętności aby nie wylądować na jednej z nich.

Najgorszym wyzwaniem obok Skyline oraz The Chase jest zakręt numer dwa. Trzeba do niego potężnie hamować z prędkości około 265 km/h. To na nim dochodziło to wielu strasznie wyglądających wypadków. Jak na tak trudny technicznie tor z wieloma pułapkami, zginęło na nim tylko trzech kierowców, z czego ostatni zmarł na zawał serca.

Tegoroczny wyścig będzie całkowicie poświęcony pamięci Petera Brocka, rekordzisty zwycięstw na tym torze. Wygrywał go dziewięć razy z czego raz na solo, co jest wielkim wynikiem. Miesiąc temu była 10 rocznica tragicznej śmierci „Króla Góry”, jak go nazywają do dziś. Wiele zespołów pojedzie w specjalnych malowaniach, np. Nissan Michaela Caruso pojedzie w malowaniu ze zwycięskiego wyścigu z 1991 roku, gdy za sterami modelu Skyline BNR 32 GT-R siedział Mark Skeife w parze z Jimem Richardsem.

Podobnie jak przed rokiem pojedzie żeńska załoga de Silvestro/Gracie, które tym razem zasiądą za kierownicą Nissana Altimy. Dziewczyny dostały numer 360, a z tym numerem jechali w 2014 roku James Moffat i Taz Douglas, którzy wtedy zajęli drugie miejsce, za co mogli podziękować choćby Whincupowi. I pomyśleć, że Douglas dwa razy uderzył w bariery w zakręcie numer dwa. To pokazuje nieprzewidywalność samych zmagań.

Na zwycięstwo w tym roku liczy piąty w klasyfikacji kierowców Scott McLaughlin, który wciąż liczy na mistrzostwo zanim odejdzie od Garrego Rogersa. Jak i czy łaskawa okaże się góra Panorama, tego nie wiemy, ale został jeszcze tydzień do legendarnego wyścigu. Czy tam rozstrzygnie się tytuł?

Image © Red Bull Content Pool

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE