Formuła 1

Lewis Hamilton - Mercedes AMG Petronas Motorsport

Podsumowanie GP Singapuru: Zbytnia pewność siebie zgubną bywa

Sytuacja się powtarza: Ferrari wkracza w weekend jako zdecydowany faworyt, a następnie musi przełknąć gorycz porażki. Jakim cudem Lewis Hamilton w tak wyraźny sposób pokonał swojego konkurenta w walce o mistrzowski tytuł?

Nie przez przypadek mówi się, że opony są czarnym złotem Formuły 1. To one są jedynym elementem auta stykowym z nawierzchnią i mają decydujące znaczenie dla osiągów. Na torze Marina Bay właśnie ogumienie rozdawało karty i ten, który wydobył z nich największy potencjał był po prostu szybszy.

Rozstrzygająca wygrana?

Lewis Hamilton wyskoczył niczym Filip z Konopi swoim okrążeniem podczas Q3, które jak później się okazało dało mu pole position. Dotychczas był mniej więcej na równi z resztą konkurencji. Może to zabrzmi trochę jak wystawianie mu laurki, ale trzeba powiedzieć, że to okrążenie było fenomenalne. Pomógł mu w tym samochód, który był stabilny, współpracował z nim, jednak jedyny kierowca dysponujący takim samym sprzętem jak on - Valtteri Bottas - nawet się nie zbliżył do takiego poziomu wirtuozerii.

Znowu Brytyjczyk mógł sobie na to pozwolić dzięki oponom. Bodajże w pierwszym segmencie kwalifikacji skarżył się swoim inżynierom, że nie doprowadził ogumienia do właściwych temperatur i dlatego zaliczył naprawdę duży uślizg tylnej osi.

Trudno jest cokolwiek powiedzieć jeśli chodzi o wyścig, ponieważ tam kierowca Mercedesa po prostu przez cały czas miał sytuację pod kontrolą.

Przejdźmy więc może do Ferrari. Jak to jest możliwe, że nagle stracili tę całą przewagę? Da się odnieść wrażenie, że zarówno Sebastian Vettel jak i Kimi Raikkonen nie byli w stanie wykrzesać pełnego potencjału z opon hiper miękkich na jednym okrążeniu. Niemiec zasugerował, że być może źle przygotowują się do „kółka” pomiarowego.

Niewątpliwie jest nad czym pracować, ponieważ także i w niedzielę Ferrari miało gigantyczne problemy. Tutaj należy się zastanowić, co było tym największym kłopotem. Z jednej strony Sebastian Vettel bardzo wcześnie zjechał do alei serwisowej, ale Kimi Raikkonen pozostał na torze bardzo długo. Ten drugi jednak nie dysponował zbyt wysokim tempem. Gdy do tego dodamy kompletne nieporozumienie, jakim było wyposażenie Sebastiana Vettela na drugą połowę wyścigu w opony ultramiękkie, to wówczas mamy przepis na marnotrawienie punktów i żegnanie się z mistrzowskim tytułem.

Maksimum Maxa

Tor Marina Bay był także nadzieją na sukces dla zespołu Red Bull Racing. Tutaj deficyt mocy używanej przez nich jednostki napędowej Renault nie daje o sobie znać tak bardzo jak na innych obiektach, co skrzętnie wykorzystał Max Verstappen. Może pewnym nadużyciem byłoby powiedzieć, że Holender jako jedyny dotrzymywał kroku Lewisowi Hamiltonowi, jednak w koncertowy sposób rozprawił się z Sebastianem Vettelem i po prostu zasłużył sobie na drugą pozycję.

Max Verstappen w ten sposób również totalnie zdeklasował swojego partnera z ekipy – Daniela Ricciardo, który przegrał pojedynek z fińskim duetem numerów dwa Mercedesa oraz Ferrari.

Chciałoby się rzec szkoda, że tak rzadko Holender może się włączyć w walkę o czołowe pozycje.

Sirotkin, który skradł show

Do GP Singapuru naprawdę trudno było cokolwiek powiedzieć o występach Siergieja Sirotkina w sezonie 2018, jednak teraz przyszła okazja na to, by poświęcić mu trochę czasu. W totalnie niekonkurencyjnym aucie Williamsa bronił się przed Sergio Perezem. Meksykaninowi wyraźnie puściły nerwy, ponieważ spędził za rywalem kilka okrążeń i zmarnował sobie w ten sposób szanse na dobry wynik. Gdy wreszcie znalazł okazję do ataku, Rosjanin kontrował, aż wszystko skończyło się na krótkiej prostej wiodącej do osiemnastego zakrętu, gdzie kierowca Force India zbyt wcześnie skręcił do wewnętrznej i obaj się zderzyli.

Zachowanie skandaliczne, ponieważ było umyślne. Sergio Perez stracił w ten sposób definitywnie szansę na jakikolwiek wynik w GP Singapuru i trzeba przyznać, że ten wyścig zapisał się na kartach jego kariery jako niechlubny występ. Dodać do tego należy kolizję z partnerem z ekipy z pierwszego okrążenia, jednak tam nie było aż tak wyraźniej winy Meksykanina.

Wracając jednak do Siergieja Sirotkina, nic sobie nie robił walcząc później z Romainem Grosjeanem. Taka jazda, choć może na granicy mogła się podobać. Była przynajmniej pewnego rodzaju urozmaiceniem do niezbyt powalającego spektaklu w Singapurze. Jednocześnie pokazała, że wyprzedzanie na torze Marina Bay nie należy do najłatwiejszych.

Następny przystanek: Rosja

Za dwa tygodnie czeka nas GP Rosji na torze w Soczi. W poprzednim roku Lewis Hamilton kompletnie nie mógł poradzić sobie z gładką nawierzchnią. Jeśli w tym roku pokona tutaj Sebastiana Vettela, wówczas już naprawdę trudno będzie wyobrazić sobie innego mistrza świata sezonu 2018 niż Brytyjczyka.

Pliki Cookie

© 2011-2018 Motorsport Grand Prix. Wszelkie Prawa Zastrzeżone