Menu

Podsumowanie sezonu 2017 cz.5: Najlepsze tegoroczne wyścigi

GP Australii

W minionym sezonie rywalizacji na torze nie brakowało i dlatego też w kolejnej części podsumowania postanowiliśmy przypomnieć najważniejsze spośród dwudziestu rund tegorocznych mistrzostw świata Formuły 1.

GP Australii - Jarosław Werner

Zgodnie z tradycją Grand Prix Australii na torze Albert Park rozpoczynało kolejny sezon Formuły 1. Po wyjątkowo udanych testach przedsezonowych w wykonaniu Ferrari wszyscy zadawali sobie jedno pytanie: czy wreszcie znalazł się mocny na Mercedesa?

Prawdziwym kubłem zimnej wody dla kibiców było pole position Lewisa Hamiltona. Sebastian Vettel zakończył kwalifikacje na drugiej lokacie, natomiast tuż za ich plecami znaleźli się dwaj Finowie - Valtteri Bottas przed Kimim Raikkonenem.

Pierwsze starcie w sezonie 2017 - start do Grand Prix - wygrał Lewis Hamilton, jednak tuż za nim jak cień podążał Vettel. To już coś nowego, ponieważ przyzwyczajeni byliśmy do tego, że kierowcy Mercedesa wraz z pierwszym okrążeniem uciekają swoim rywalom. Co więcej, można było odnieść wrażenie, że Sebastian Vettel jest wyraźnie szybszy, ale na torze Albert Park trudno się wyprzedza.

Tu z pomocą Niemcowi przyszedł Max Verstappen, który blokował Lewisa Hamiltona po jego pit stopie. W ten sposób kierowca Ferrari po swoim postoju w alei serwisowej objął prowadzenie w GP Australii, a my w boksach mogliśmy oglądać wściekłego Toto Wolffa, który nie szczędził pięści i blatu stanowiska dowodzenia.

Vettel nie miał sobie równych i z okrążenia na okrążenie powiększał swoją przewagę nad drugim Hamiltonem i trzecim Bottasem, którzy odjechali Raikkonenowi i Verstappenowi.

Pierwsze Grand Prix sezonu 2017 pokazało, że tegoroczna rywalizacja o mistrzowski tytuł będzie niezwykle emocjonująca i tak się stało, co było widoczne przez większość wyścigów. Konstrukcja Ferrari okazała się strzałem w dziesiątkę i dała początek niezwykłej walki w klasyfikacji kierowców pomiędzy Sebastianem Vettelem oraz Lewisem Hamiltonem.

GP Azerbejdżanu - Piotr Sztyler

GP Azerbejdżanu

W „Przedwiośniu” Żeromskiego Cezary Baryka mówił o rewolucji, jaka dokonała się w Baku: Uczynię z tej garści piasku świat nowych zjawisk. Można rzec, że ponad 200 lat później na tej samej Ziemi byliśmy świadkami podobnego zjawiska, tyle, że w wykonaniu najlepszych kierowców świata.

Przez ostatnich osiem lat królowa sportów motorowych nas nie rozpieszczała. Zaledwie na placach jednej ręki bezproblemowo moglibyśmy wyliczyć wyścigi Formuły 1, które w tym okresie, ze względu na swoją dramaturgię, nieprzewidywalność i niecodzienne wyniki przeszły do historii. Sezon 2017 był okresem zaciętej walki pomiędzy Lewisem Hamiltonem, a Sebastianem Vettelem. O końcowym wyniku zadecydowały najmniejsze szczegóły oraz wydarzenia, na które z perspektywy czasu patrzymy zupełnie inaczej.

25 czerwca 2017 roku o godzinie 15 mało kto spodziewał się, że tor uliczny w stolicy Azerbejdżanu, który był notabene krytykowany i mieszany z błotem przez kibiców i byłych kierowców F1 w 2016 roku, dostarczy nam klasyk, który będziemy pamiętać co najmniej do kolejnego równie emocjonującego Grand Prix.

Trzy samochody bezpieczeństwa na torze. Jedna czerwona flaga. Siedmiu kierowców, którzy nie dojechali do mety. W tych trzech zdaniach zamyka się obraz dramaturgii, jakiej mogliśmy doświadczyć w trwającym ponad dwie godziny wyścigu. To jednak nie wszystko. Pewne wydarzenie spowodowało wzrost palpitacji serca u wielu fanów Ferrari i Mercedesa. Otóż doszło do kolizji pomiędzy Hamiltonem a Vettelem, która jak się okazało w późniejszym czasie miała może nie decydujący, ale istotny wpływ na rozstrzygnięcie losów tytułu mistrzowskiego. Nie brakowało komentarzy zarówno broniących i oskarżających Sebastiana, jak i Lewisa. To właśnie po tym incydencie między tymi Panami skończyły się „uprzejmości” i zaczęła się prawdziwa walka o tytuł.

Cichymi bohaterami tego dnia byli kierowcy na podium. Zwycięzca Daniel Riccardo powetował sobie koszmarny początek sezonu ekipy Red Bulla. Valtteri Bottas po doskonałym wyścigu zajął drugie miejsce… po ogromnym pechu jaki spotkał go tuż po starcie. Trzeci był Lance Stroll, który zaliczył najlepszy weekend w swojej dotychczasowej karierze i przy odrobinie szczęścia osiągnął znakomity wynik dla Williamsa.

Baku było kluczowym momentem sezonu, gdzie Sebastian Vettel pogrzebał swoje szanse na tytuł. Jednakże ten wyścig nie zostanie zapamiętany z tego powodu. Będzie on wspominany i wymieniany jednym tchem razem z Grand Prix, które zmieniły przebieg danego sezonu.

GP Węgier - Magdalena Kotlińska

GP Węgier

GP Węgier okazało się popisem jednego zespołu. Jednak tym razem to nie Mercedes zdominował kolejną z rund sezonu 2017, lecz Ferrari okazało się bezkonkurencyjne na Hungaroringu. Od początku weekendu mówiono, że tor pod Budapesztem nie będzie sprzyjał Mercedesom i to się sprawdziło.

Już w trzecim treningu kolejno Kimi Raikkonen, a następnie Sebastian Vettel pobili dotychczasowy rekord toru. Kwalifikacje również ułożyły się pomyślnie dla włoskiej stajni. Sebastian Vettel wywalczył pole position, choć Kimi Raikkonen stracił do niego zaledwie 0,1 sekundy. Być może gdyby nie błąd na hamowaniu, to Fin ruszałby do wyścigu z pierwszej pozycji.

Mercedes natomiast mógł jedynie rywalizować z duetem Red Bull Racing - niewiele brakowało, a przegraliby również z nimi. Hamilton ponadto narzekał na problemy z samochodem i do wyścigu ruszał dopiero z drugiej linii.

Vettel w momencie przyjazdu na Węgry dysponował jedynie jednym punktem przewagi w klasyfikacji kierowców nad Hamiltonem. Wyjeżdżał natomiast wyprzedzając Brytyjczyka już o 14 oczek.

Sebastian Vettel odniósł zwycięstwo na Hungaroringu, lecz nie można oprzeć się wrażeniu, że to Kimi Raikkonen był lepszym pretendentem do zwycięstwa, niemniej jednak zespół nie pozwolił mu wyprzedzić partnera z zespołu. Ostatecznie jednak Ferrari zgarnęło dublet na Węgrzech.

Ciekawa sytuacja miała miejsce także w przypadku zespołu Mercedes. Hamilton utknął na czwartej pozycji za Bottasem. Wyprosił jednak, aby zespół pozwolił mu wyprzedzić Fina, a w zamian obiecał, że jeśli nie uda mu się awansować przed Ferrari, odda trzecie miejsce Valtteriemu. Hamilton dotrzymał słowa.

Na torze nie zabrakło także innych incydentów, a autorem jednego z najciekawszych był Max Verstappen, który uderzył w samochód swojego partnera zespołowego i tym samym zakończył wyścig Daniela Ricciardo.

GP Włoch - Przemysław Mitak

GP Włoch

Słoneczna Monza, świątynia prędkości... ale nie tylko, jest to przecież także miejsce kultu Ferrari. Rokrocznie zapraszani są na tę Grand Prix najbardziej zasłużeni dla marki oficjele, a licznie zgromadzeni tifosi głośno skandują "Forza Ferrari"! W tym sezonie, który był wyjątkowo udany dla ekipy z Maranello można było mieć nadzieję, że Sebastian Vettel lub Kimi Raikkonen pokrzyżują szyki reprezentantom Mercedesa i po raz pierwszy od 2010 roku kierowca w czerwonym samochodzie stanie na najwyższym stopniu podium w domowej rundzie dla Ferrari... O ironio!

Zespół Mercedesa miał najmocniejszy silnik w stawce, co skrzętnie wykorzystał na długich prostych toru Monza. W sobotę wydawało się, że los uśmiechnął się dla kierowców Ferrari, ponieważ z nieba padał rzęsisty deszcz, który znacząco opóźnił start sesji kwalifikacyjnej. Mokry asfalt nie tylko nie pomógł, lecz poważnie przeszkodził w uzyskaniu dobrego wyniku kierowcom ekipy z Maranello.

Do GP Włoch startowali dopiero z trzeciej linii. Lewis Hamilton mając za sobą bufor w postaci Lance Strolla i Estebana Ocona, mógł spokojnie oddalić się od reszty stawki. Tak się zaczął wyścig, który sprawił, że Sergio Marchionne i Maurizio Arrivabene stali się czerwoni ze wstydu.

Nikogo specjalnie nie zaskoczyło to, że wygrał Lewis Hamilton, ale przewaga pół minuty na mecie nad Sebastianem Vettelem nie była czymś, do czego przywykliśmy. Zgodnie z przypuszczeniami Brytyjczyk objął prowadzenie w klasyfikacji generalnej, którego później nie oddał już do końca sezonu.

Czy fakt tak frustrującej, sromotnej porażki we własnym domu przyczynił się do późniejszej serii dramatycznych występów w azjatyckich wyścigach ekipy z Maranello? To właśnie one zadecydowały o losach mistrzowskiego tytułu?

GP Meksyku - Adrian Legumina

GP Meksyku

Grand Prix Meksyku, to moim zdaniem najlepszy wyścig sezonu 2017. Nie zabrakło w nim dramaturgii, emocji i walki do samego końca. Rywalizacja na torze Autodromo Hermanos Rodriguez wyróżnia się na tle innych weekendów wyścigowych tym, że liderzy klasyfikacji generalnej nie mogli pozwolić sobie na żadne błędy, a końcowy wynik po ujrzeniu flagi w białoczarną szachownicę mógł zdecydować o losach mistrzostwa. Tak też się oczywiście stało.

Sebastian Vettel, Max Verstappen i Lewis Hamilton. W tej enumeratywnej kolejności ustawiła się czołowa trójka na starcie wyścigu. Jedni z najlepszych kierowców, w tym dwaj, którzy walczą o mistrzostwo świata. Po zgaszeniu świateł i dojeździe do pierwszego zakrętu Max Verstappen minął ‘’Asa Ferrari”. Vettel kilka razy zaliczył kontakt z samochodem Holendra, jak i Brytyjczyka, co zakończyło się tym, że wraz z Lewisem Hamilton musieli wykonać awaryjny pit stop i znaleźli się na samym końcu całej stawki kierowców Formuły 1.

Czy Sebastian Vettel nie wytrzymał presji i stąd te ‘’kontakty’’ na starcie? Wydaję się, że spróbował stworzyć takie zamieszanie, aby tylko Hamilton spadł na koniec stawki bądź w ogóle nie ukończył wyścigu, bo przecież tylko taka sytuacja umożliwiła mu utrzymanie szans na mistrzowski tytuł.

Odrabianie start przez liderów klasyfikacji generalnej i niejednokrotne wyprzedzanie wolniejszych kierowców przyśpieszało bicie serca. Zwłaszcza, gdy owymi zawodnikami byli niedoświadczeni Lance Stroll czy Brendon Hartley. Na szczęście obyło się bez żadnych incydentów.

Lewis Hamilton pod koniec wyścigu zbliżył się do Fernando Alonso. Hiszpan pokazał klasę broniąc się niekonkurencyjnym bolidem przed atakami jeszcze wtedy trzykrotnego mistrza świata w najlepszym bolidzie sezonu 2017. Naprawdę epicki pojedynek między tymi zawodnikami dodał pikanterii na ostatnich kółkach. No cóż, po kilku okrążeniach bolid Mercedesa pokazał swoją wyższość i Hamilton wyprzedził Alonso dojeżdżając do mety na dziewiątym miejscu, które jednocześnie dało mu upragniony czwarty tytuł mistrza świata.

Image © Scuderia Ferrari, Mercedes AMG Petronas, Red Bull Content Pool

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE