Menu

Podsumowanie GP Stanów Zjednoczonych: Amerykańskie show na torze w Austin

Start do wyścigu o GP Stanów Zjednoczonych

W miniony weekend Formuła 1 zawitała ponownie do Stanów Zjednoczonych, by rozegrać szóstą rundę na torze Austin. Organizatorzy zdecydowali się stworzyć klimat w bokserskim stylu.

Konferansjer Michael Buffer wypowiadając „start your engines” na podium dla zawodników, zaprosił do rywalizacji najszybszych kierowców świata. Wspomniana zapowiedź poprzedzona była prezentacją kierowców w bokserskim stylu. Ustawieni naprzeciwko siebie Sebastian Vettel i Lewis Hamilton wyglądali jakby za chwilę miała rozpocząć się ich walka. Tak się stało, ale kierowcy zmierzyli się na torze. Nie należy zapominać o obecności Usaina Bolta podczas tego weekendu, który przed okrążeniem formującym pomachał zieloną flagą, dając tym samym znać kierowcom, że mogą ruszyć. Sprinter przeprowadził także wywiady z najlepszą trójką na podium.

Vettel przegrał bitwę, ale nie wojnę

Okrążenie rozgrzewkowe, gasną czerwone światła i rozpoczęła się bitwa, prawdopodobnie ostatnia runda dla Hamiltona, który miał szansę zadać ostateczny cios Vettelowi. Jednak Niemiec nie poddał się i w pierwszym zakręcie odpowiedział na świetną dyspozycję w kwalifikacjach swojego rywala, obejmując prowadzenie, które wprawdzie nie trwało długo. Kierowca Ferrari nie był w stanie utrzymać dobrego tempa za liderem klasyfikacji generalnej. Mimo, że Niemiec odniósł porażkę w tej bitwie, nie przegrał ostatecznego pojedynku. Walka o tytuł przeniosła się zatem na kolejne starcie. Kierowca Mercedesa wygrał czwarty z rzędu wyścig w Austin, tym samym przybliżając się do czwartego tytułu. Tylko niespodziewany splot nieszczęśliwych wydarzeń mógł spowodować, że mistrzowska korona nie trafi do Hamiltona. W puli tego sezonu jest do zdobycia 75 punktów, z czego przewaga Hamiltona wynosi 66 „oczek”. Zatem w Meksyku 32-latek otrzyma drugą szansę potwierdzenia swojej dominacji.

Zwycięski Mercedes

Swojego sukcesu pewien jest Mercedes, który po wyścigu w Austin otwierał szampany, by świętować czwarte z rzędu mistrzostwo konstruktorów. Pierwsza i piąta pozycja w Austin wystarczyła, by tego dokonać w tym wyścigu. Od początku sezonu ekipa z Brackley miała silnego konkurenta, który wykorzystywał każdą ich słabość, jednak druga połowa sezonu zdecydowała o tym, komu bliżej do mistrzowskiego tytułu. Dużą rolę odegrała wysoka niezawodność obu Mercedesów na tle czerwonych bolidów. Hamilton dowiózł swoje auto w punktach w każdym rozegranym wyścigu, a Bottas zaliczył jedną awarię jednostki napędowej w przeciągu całego sezonu.

Kontrowersyjny Max, kolejna degradacja Kwiata

Kierowcą dnia okrzyknięty został Max Verstappen, wokół którego pojawiło się sporo kontrowersji, za manewr w końcówce wyścigu. Holender wyprzedził trzeciego Raikkonena, ale sędziowie uznali, że wyjazdem czterema kołami poza tor zyskał pozycję, więc postanowili nałożyć na niego 5-sekundową karę, przez co kierowca Red Bulla nie mógł spróbować szampana na najniższym stopniu podium (na pewno organizatorzy przygotowali napój bezalkoholowy, gdyż w USA alkohol można spożywać od 21 roku życia).

Swój pierwszy wyścig w nowej ekipie zaliczył Carlos Sainz. Renault w poprzednim wyścigu na japońskiej Suzuce postanowiło podziękować za usługi Joloyna Palmera, zatrudniając w jego miejsce młodego Hiszpana. Świetna siódma lokata dała Sainzowi sześć punktów. Wspomniany Palmer zdobył dwa punkty więcej przez 16 wyścigów, porównując do jednego występu swojego następcy.

Swój debiut w wyścigu Formuły 1 zaliczył Brendon Hartley w barwach Toro Rosso. Co prawda punktów nie zdobył, trudno się dziwić skoro był to jego pierwszy start, jednak z 13. lokaty może być jak najbardziej zadowolony. Po wyścigu okazało się, że występ Hartleya nie był jednorazowy i kierowca dokończy ten sezon Formuły 1 w Toro Rosso. Rozczarowanie może czuć natomiast Kwiat, który podczas tego wyścigu wywalczył punkt dla ekipy, jednak wygląda na to, że to nie wystarczyło i Rosjanin po raz kolejny został zdegradowany. W miejsce Rosjanina wróci nieobecny w ten weekend Pierre Gasly.

Image © Scuderia Ferrari

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE