Menu

Podsumowanie Grand Prix Kanady: Perfekcja Hamiltona

Lewis Hamilton

Lewis Hamilton potwierdził, że potrafi jeździć lepiej niż ktokolwiek inny po torze w Motrealu. Brytyjczyk i jego zespół bezapelacyjnie zdominowali Grand Prix Kanady Formuły 1.

Jako, że tor w Montrealu jest obiektem ulicznym, to na początku weekendu brakowało na nim przyczepności. Owocowało to wieloma piruetami i naprawdę groźnymi chwilami dla kierowców, gdy samochód nie chciał skręcić w odpowiednim kierunku. Szczęśliwie jednak przynajmniej podczas treningów nikt nie uderzył w bariery.

Wyniki trzech sesji treningowych wykazały, że kierowcy Ferrari i Mercedesa są w Kanadzie najszybsi. Interesujące również było to, że tuż za nimi znajdowała się grupa prezentujących porównywalny poziom reprezentantów Red Bull Racing, Force India oraz Felipe Massa.

Pierwsza część sesji kwalifikacyjnej nie przynosła wielkich sensacji, ponieważ wyeliminowani z dalszej rywalizacji o lepsze pozycje zostali kierowcy Saubera, Kevin Magnussen, Lance Stroll i Stoffel Vandoorne. Możliwe, że skład ten byłby nieco inny, gdyby nie wypadek Pascala Wehrleina w ostatnich minutach Q1.

Jeśli chodzi o czołówkę to warto zwrócić uwagę na fakt, że reprezentanci Ferrari jako jedyni w pierwszym segmencie kwalifikacji korzystali z opon supermiękkich. Q2 jednak wykazało, że Lewis Hamilton ma naprawdę dobre tempo, aby powalczyć o pole position.

Trzecia część sesji kwalifikacyjnej była jedynie potwierdzeniem fantastycznej postawy Lewisa Hamiltona, który pobił rekord okrążenia toru im. Gillesa Villeneuve. Brytyjczyk ustanowił czas 1:11,459. Kierowcy Ferrari głównie przez własne błędy nie byli w stanie się do niego zbliżyć.

Trzykrotny mistrz świata zdobył 65. w swojej karierze pole position i w ten sposób w rankingu wszech czasów znalazł się na drugim miejscu, ex aequo z Ayrtonem Senną. Podczas wywiadu tuż po zakończeniu kwalifikacji wręczono mu kask słynnego Brazylijczyka. Dla Lewisa Hamiltona było to wyjątkowe przeżycie, ponieważ nie ukrywa tego, że Ayrton Senna jest jego idolem.

Niedziela w Montrealu okazała się dniem, w którym panowały wysokie temperatury powietrza. Sprawiło to, że plany przejechania całego wyścigu na jeden pit stop, stały się czymś mało realnym.

Przed startem spodziewano się, że kwestia tryumfu w GP Kanady rozstrzygnie się pomiędzy napędzonym dobrymi wydarzeniami z soboty Lewisem Hamiltonem a liderem klasyfikacji generalnej Sebastianem Vettelem.

Losy tego pojedynku jednak zostały przesądzone już na pierwszym zakręcie, gdzie Niemiec został wyprzedzony po zewnętrznej przez Maxa Verstappena i po wewnętrznej przez Valtteriego Bottasa. Holender w dodatku uszkodził przedni spojler w aucie Ferrari.

Lewis Hamilton skorzystał z tego zamieszania i pewnie prowadził w wyścigu, mając za sobą Maxa Verstappena, następnie Valtteriego Bottasa i dopiero na czwartej pozycji Sebastiana Vettela.

Już na pierwszych metrach GP Kanady doszło do wypadku, który skutkował neutralizacją. Carlos Sainz uderzył w Romaina Grosjeana i nie mając już kontroli nad autem, zabrał z toru Felipe Massę. Francuz jako jedyny był w stanie kontynuować jazdę i ukończył wyścig na dziesiątej pozycji.

Po wznowieniu rywalizacji Max Verstappen zdawał sobie świetnie sprawę, że nie ma na tyle dobrego tempa, aby mógł czekać z atakiem na Lewisa Hamiltona. Holender tuż po zapalanu się zielonego światła, które oznacza, że kierowcy mogą się ścigać, spróbował wyprzedzić Brytyjczyka na hamowaniu do ostatniej szykany. Ostatecznie jednak ta sztuka mu się nie udała i musiał zadowolić się drugą pozycją.

Max Verstappen może mówić o tym, że w Montrealu miał pecha. Holender jechał po niemal pewne podium, lecz na jedenastym okrążeniu doszło do awarii w jego samochodzie i musiał zakończyć udział w GP Kanady.

Sebastian Vettel zdecydował się na wcześniejszy pit stop. W jego aucie oczywiście wymieniono przy okazji przedni spojler, a sam zainteresowany spadł na sam koniec stawki. Co ciekawe kilka chwil po tym, gdy opuścił aleię serwisową na torze obowiązywał wirtualny samochód bezpieczeństwa. W praktyce oznacza to, że kierowcy poruszają się po torze wolniejszym tempem niż zwykle, nie dotyczy to strefy boksów. Część kierowców ze środka stawki postanowiła to wykorzystać, a Niemiec musiał ich później wyprzedzić na torze i stracił na tym wiele cennych sekund. To one zadecydowały o tym, że nie udało mu się stanąć na podium w GP Kanady.

Kierowcy Force India, którzy zdecydowali się na strategię jednego pit stopu byli cichymi bohaterami wyścigu w Montrealu. Na szczególną uwagę zasługuje Esteban Ocon, który nie dość, że na zużytych oponach utrzymał się przed znacznie szybszym Valtterim Bottasem, to na dodatek był wyraźnie szybszy od swojego partnera z zespołu. Gdyby ekipa zdecydowała się dać mu szansę na wyprzedzenie Daniela Ricciardo, to może Francuz świętowałby pierwsze podium w swojej karierze...

Pozytywnym zaskoczeniem są pierwsze punkty w Formule 1 dla Lance Strolla. Kanadyjczyk przed własną publicznością wykorzystał pech, a także problemy swoich rywali. Należy liczyć, że kierowca Williamsa się przełamie i regularnie będzie plasował się w pierwszej dziesiątce.

Już za dwa tygodnie kolejna runda sezonu 2017 Formuły 1. Tym razem najlepsi keirowcy świata zmierzą się na torze ulicznym w Azerbejdżanie.

Image © Mercedes AMG Petronas

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE